Najważniejsze jest to, żeby być w zgodzie ze sobą – wywiad z Basią Raduszkiewicz - Stylowa Moda

Najważniejsze jest to, żeby być w zgodzie ze sobą – wywiad z Basią Raduszkiewicz

Podcast
Izabela Jabłonowska
0 Komentarzy

Kobieta, która przytula w sobie introwertyczną duszę, robi makijaż tuż przed demakijażem, aby celebrować chwile relaksu, a „Niebieską piosenką” wzrusza się sama i wyciska łzy u innych. Przynajmniej ze mnie na pewno. Basia Raduszkiewicz związana jest z piosenką poetycką i ciężkimi buciorami, którym z radością wiąże sznurówki, bo sprawiają, że jest wyżej nieba. Otwieram drzwi do jej stylu i świata, gdzie i Ciebie zapraszam. Tym bardziej, że Basia raczej nie udziela wywiadów, ale dla mnie zrobiła wyjątek.

 

Siedzimy razem w parku, dzwonią kościelne dzwony, szczekają psy, przechodzą ludzie, słychać jak tryska fontanna. Mamy nadzieję, że będzie słychać w tle śpiew ptaków, ale chyba odleciały, bo usłyszały, że mają konkurencję w postaci tego miłego głosiku przed sobą. Tak zanurzyłyśmy się w rozmowie, że nie czułyśmy czasu i jeszcze po wywiadzie spędziliśmy razem magicznych kilka godzin w blasku ostatnich złotych promieni sierpniowego słońca. Usiądź razem z nami.

Zapraszam do zobaczenia zdjęć z naszego spotkania i wysłuchania nagrania.

Poniżej znajdziesz transkrypcję wywiadu.

Rozgość się tu z nami!

Jeśli Twoja firma/marka chce zostać sponsorem kolejnego odcinka lub cyklu, serdecznie zapraszam do współpracy.

 

Gdzie można nas słuchać?

Wyszukując podcast w katalogu iTunes i Spotify./Wyszukując frazy „Stylowe Atelier” w Twojej aplikacji do podcastów na smartfonie./Na kanale You Tube./Na Stylowym Blogu, gdzie znajdziesz materiały dodatkowe, piękne sesje zdjęciowe, a czasem film.

Przy okazji poruszanych w podcaście tematów mogą Cię zainspirować inne wpisy na Stylowym Blogu:

 

Jak się ubrać do teatru.

Sztuka łączenia czyli przeciwieństwa się przyciągają.

Buty, a etykieta ubioru w biznesie.

5 sprawdzonych sposobów na piękno zewnętrzne i nie tylko.

Doskonała niedoskonałość i wabi-sabi po mojemu.

Zapomniana cnota mody – skromność.

Jak kupować na wyprzedażach? 

Ach, te kompleksy.

Zdjęcia: Renata Orlińska

<img scr="https://stylowamoda.pl/podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

 

<img scr="https://stylowamoda.pl/podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

 

Odkryłam, że miałyśmy wspólnego znajomego, niesamowitego człowieka – Bohdana Głuszczaka. Ty byłaś jego choreografką, a ja pod jego skrzydłami pisałam pracę magisterską, a nawet częstowałam go kanapkami na wspólnych wyjazdach teatralnych i prowadziłam z nim długie dyskusje. Świat jest mały…

Oj, zawsze uważałam, że świat jest bardzo, bardzo mały. Mam to ogromne szczęście, że spotkałam profesora na swojej drodze. Mam zresztą szczęście do spotykania na swojej drodze wartościowych ludzi. Profesora spotkałam w 2001 roku, kiedy wydaliśmy płytę „Chwile poruszone” z Jarkiem Kordaczukiem i szukaliśmy pomysłu w jaki sposób moglibyśmy przedstawić ten projekt. Stwierdziliśmy, że zrobimy spektakl, w którym będę tańczyć. Miała mi towarzyszyć trójka młodych ludzi z pantomimy, a choreografią i reżyserią miał się zająć właśnie profesor Głuszczak. Pamiętam jaką miałam przepotwornie ogromną tremę przed naszym spotkaniem, ponieważ w kuluarach krążyły legendy o jego specyficznym sposobie bycia. Przy pierwszym spotkaniu jednak ten stres uleciał, prysł. To były fantastyczne cztery miesiące. Mieliśmy próby dzień w dzień, od rana do nocy. To bardzo intensywny czas. W kontekście mody, to pamiętam jak na początku prób ustalaliśmy scenografię, całą oprawę plastyczną i mój kostium. Profesor ustalił, że będę miała długą suknię i poczułam się wytwornie. Natomiast wisienka na torcie miała dopiero nadejść. Profesor zakomunikował, że suknia będzie miała dwa kolory, wewnątrz inny kolor, a z zewnątrz będzie w odcieniu różu. Teraz ten kolor nie działa na mnie jak płachta na byka, ale w tamtym okresie tak było i jak to usłyszałam, to nastąpił pewnego rodzaju zgrzyt kolorystyczny. A potem profesor oznajmił jeszcze, że będę miała rozcięcie na całej długości z przodu, centralnie. Kiedy to usłyszałam, to moje wewnętrzne ja krzyczało, że nie ma takiej możliwości, absolutnie. Nie chciałam się na to zgodzić. Profesor pomyślał, że ja tę suknię będę łapała za koniuszki, unosiła do góry i ta dwukolorowa suknia będzie się mieniła w światłach, a jak będę ją podnosić, to będę malować przestrzeń. Tylko, że w tamtym czasie byłam osobą, która nosiła długie suknie, a każdy rozporek ręcznie zaszywałam. Nie było możliwości, żebym pokazała kawałek nogi. Z perspektywy czasu nie wiem kiedy, ani jak to się stało, że profesor mnie do swojego pomysłu przekonał, a ja się na to wszystko zgodziłam. Jestem mu wdzięczna, bo on mnie nauczył ogromnej świadomości ciała. Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, po prostu wychodziłam na scenę i byłam, a od tamtego czasu zwracam na to szczególną uwagę. To nie jest tak, że ja robię choreografię do swoich piosenek, na koncertach często działam spontanicznie, natomiast z tyłu głowy pali się lampka żeby z czymś nie przedobrzyć, żeby czegoś nie było za dużo. Możliwość obserwowania jak profesor pracował, to było coś niesamowitego. On na bieżąco dostawał od nas utwory, które nie były łatwe – były długie i miały dużo polimetrii i polirytmii, wsłuchiwał się w nie i zamykał oczy. A kiedy utwór się kończył, on miał gotową choreografię na całość. My tylko nanosiliśmy kosmetyczne poprawki, bo on przez te pięć minut trwania wymyślał wszystko. To było coś wspaniałego, że mogłam z nim przebywać przez kilka miesięcy. Jeśli chodzi jeszcze o strój to dodam, że nie pamiętam sytuacji, żeby profesor przyszedł na próbę bez marynarki. On zawsze był elegancki. Miał taki przedwojenny urok, charme. Coś wspaniałego.

Zgadza się, ja dodam, że profesor na zajęcia zawsze ubierał się w zestaw kombinowany z marynarką, natomiast gdy jechaliśmy do teatru to był w dżinsach, bo zawsze czuł się tam jak w miejscu pracy. Miał inny sposób postrzegania tego, jak się należy ubrać, co było dość zabawne. Bohdan Głuszczak był wybitną postacią, wielcy aktorzy kłaniali mu się w pas, a Czesław Niemen komponował muzykę do jego przedstawień. Warto było wpleść ten wątek, a teraz trochę zmienię temat. Wspomniałaś kiedyś, że najłatwiejsze drogi nie zawsze są najlepsze. Czy za wybojami i zakrętami czeka na nas większa nagroda?

Ja chyba mówiąc to zdanie odnosiłam się do młodzieży. Miałam wywiad dotyczący jurorowania w konkursie i to się odnosiło do tego. Natomiast myślę, że to można przenieść na płaszczyznę naszego życia, bo ja od jakiegoś czasu wychodzę z założenia, że drogą, którą kroczymy przez życie powinniśmy iść bardzo powoli i delektować się, rozglądać się żeby nic mam nie umknęło. Na moment się zatrzymać. Spojrzeć w lewo, spojrzeć w prawo, odwrócić się. Przypomnieć sobie o pewnych sytuacjach. Im jestem starsza, tym bardziej staram się to wprowadzać w różnych sytuacjach i przenosić na swoją płaszczyznę. Staram cieszyć się małymi szczęściami, które spotykamy na swojej drodze. Wychodzę z założenia, że w dzisiejszych czasach ludzie strasznie biegną do tego celu, nie widząc po drodze nic. A w zasadzie tylko metę z celem. A jednak,  fajnie rozglądać się na boki, docenić małe szczęścia, bo może być taka sytuacja, że dobiegniemy do mety i osiągniemy ten cel, ale się okaże że jesteśmy tam sami, gdyż nasi bliscy nie nadążyli. Dlatego jestem zwolenniczką uważnego przechodzenia przez życie i cieszenia się codziennością. Nie spektakularnymi sukcesami, tylko tym, że mogę codziennie wstać i jestem zdrowa, że mogę napić się kawy i porozmawiać z moim mężem, docenić to, że robię to, co lubię. A jeśli chodzi jeszcze o młodzież, to oni czasem chodzą drogą na skróty i wybierają łatwiznę przy robieniu tak zwanej kariery. Teraz mamy czasy, jakie mamy. Młodzież ma szeroki dostęp do nowoczesnych mediów i może szybko zaistnieć. Tylko jak młodzi ludzie zbyt szybko osiągną ten sukces, to oni są na to zwyczajne nieprzygotowani. Gubią się, nie radzą sobie z tym. Dla mnie kiedyś budowanie drogi artystycznej miało solidniejsze fundamenty. Teraz promuje się powierzchowność, co mi się bardzo nie podoba Młodzież często chce zaistnieć, ale to jest celem samym w sobie. Tym bardziej, że teraz jest dużo różnego rodzaju „talent show” i młodzież idzie tam, gdzie jest zaopiekowana przez kilka tygodni, a potem kiedy gasną światła i opada kurtyna, zostają z tym zupełnie sami. Oni nie umieją sobie poradzić. A może ponieśli porażkę, nie wygrali. I nawet, jeśli odnieśli sukces, to potem czekają aż rozdzwonią się telefony, a to się nie dzieje. I zamiast przekuć to na pracę, na poszukiwanie siebie oraz zakasanie rękawów i działanie, to oni po prostu czekają. I to się tak rozmywa. Nawet jak popatrzymy na kogoś z boku, to wydaje się, że ten to jest człowiek bez problemów. Nie ma jednak ludzi bez problemów. Każdy ma swoje kręte drogi. Ta droga nie jest usłana różami, ona ma trudności i zakręty. Myślę, że te niełatwe sytuacje kształtują naszą osobowość. Wychodzę z założenia, że one uodparniają nas na życie. Te nasze trudności mogą być darem od losu. Dobrze jeżeli przekujemy je na coś twórczego i pożytecznego. Ja zawsze uważałam, że wartościowe rzeczy wymagają dużego nakładu pracy, cierpliwości, a nawet poświęceń. Tak więc drogi są różne, ale trzeba z pokorą podchodzić do życia.

Czasami okazuje się, że ten cel pierwotny, zamierzony w pewnym momencie już nie jest naszym celem. I gdy dojrzewamy cel się zmienia, dlatego wolniejsza droga jest potrzebna, żeby zobaczyć co nas uszczęśliwia…

Tak! Ja też wychodzę z założenia, że wszystko w życiu jest po coś. Nawet jeśli kroczymy drogą i popełniamy błędy, a nie ma ludzi którzy ich nie popełniają. Gdy idziemy uważnie, spokojnie, to drugi raz ich nie popełnimy. Zmieni się nasze patrzenie na życie i zmieni się cel. Dzięki temu będziemy mieli czas, żeby coś przeformułować i później nie żałować.

Jesteś związana z piosenką poetycką. Co sprawiło, że poszłaś w tym kierunku?

Od dziecka byłam otoczona muzyką. Moja mama uczyła muzyki. Prowadziła chór i pięknie śpiewała. Dorastałam w dźwiękach. Cały czas gdzieś ta muzyka krążyła. W podstawówce zaczęłam grać na fortepianie. Moim światem była muzyka poważna. Nie umiałam się odnaleźć w takiej muzyce, jakiej słuchali moi rówieśnicy. Zupełnie tego nie rozumiałam, do momentu, kiedy nie odkryłam piosenki poetyckiej. Wtedy zrozumiałam, jak ważna jest dla mnie treść, jak na mnie działa brzmienie słów wypowiedzianych, melodia, rytm języka. Gdy zaczęłam śpiewać na początku chciałam wyrażać swoją historię i emocje. Piosenka poetycka to najpiękniejsza forma wyrażania emocji. Cieszę się, że swoje marzenia uczyniłam zawodem. Dlaczego piosenka poetycka? Ja nie wyobrażam sobie być produktem komercyjnym. Wszystkie projekty, które do tej pory zrealizowałam, są to projekty raczej niszowe i dla wąskiego grona słuchaczy. A najważniejsze w tym wszystkim jest to, że śpiewam tak, jak podpowiada mi serce. Jestem w tym sobą i nie umiałabym śpiewać piosenek o niczym. Cieszę się, że mogę śpiewać to, co chcę śpiewać i nikt mi niczego nie narzuca. A będąc w wytwórni fonograficznej młody człowiek nie ma za dużo do powiedzenia – jak chce wyglądać, jak chce śpiewać i co chce śpiewać. W związku z tym, zawsze byłam taką „Zosią Samosią” i cieszę się, że lubię robić to, co robię.

Czy trudno ubrać myśli w słowa i jeszcze przyfastrygować do tego nuty? Dlaczego Baczyński i Safona?

Myślę, że bardzo trudno jest napisać dobrą piosenkę, nawet jeśli weźmiemy do tego wiersz napisany przez jakiegoś poetę, to samo napisanie muzyki do tego jest trudne. Nie wiadomo czy dobrze odczytamy intencje autora i uwzględnimy jego zamysł, a jeszcze dodatkowo nie wiadomo, czy wykonawca odpowiednio to zaśpiewa i zinterpretuje. Wszystko nie jest na pewno proste. Do Baczyńskiego namówił mnie Janusz Lipiński, który napisał te utwory, będąc jeszcze studentem. Po latach zamarzył sobie, żebyśmy zrobili ten projekt i na nowo z Jarkiem Kordaczukiem stworzyli te piosenki. Ja powiem szczerze, że sama z siebie nigdy bym się nie odważyła sięgnąć po Baczyńskiego. Ta poezja zawsze była dla mnie piękna i intrygująca, ale bałabym się, że coś źle odczytam. Gdyby nie Janusz, to nigdy bym tego projektu nie zrealizowała. Nawet nie śmiałam marzyć o Baczyńskim, a myślę, że to marzenie podarował mi Janusz Lipiński. Natomiast jeśli chodzi o Safonę, to chcieliśmy stworzyć projekt, gdzie motywem przewodnim i narratorem będzie kobieta. Kobieta odważna, tajemnicza, zmysłowa. Chcieliśmy poruszyć wyobraźnię widza, a nie narzucać do kogo jej miłość jest skierowana.  Każdy miał sobie sam odpowiedzieć na to pytanie. W sumie o Samej Safonie niewiele wiemy. Nie wiemy jak żyła i wyglądała. Ona bardziej stała się symbolem kobiecości, niż realną postacią. Prawdziwa, dobra muzyka, to jest uniwersalny i piękny język. Ona przetrwa wieki. Safona pisała dwa i pół tysiąca lat temu, Baczyński ponad osiemdziesiąt, a ciągle te teksty są aktualne. Ciągle śpiewamy o miłości, przemijaniu, o niezgodzie na otaczającą nas rzeczywistość. Baczyńskiego śpiewam już od wielu lat, a mam taką refleksję, że schodząc ze sceny mam poczucie, że znowu coś w tych wierszach odkryłam. To nie jest tak, że zrobiłam te piosenki ileś lat temu i już wszystko o nich wiem. Cały czas i nieustannie odnajduję w nich nowe sentencje. I wydaje mi się, że nic więcej nie odkryję, a schodzę ze sceny i mówię: „Boże, jak to możliwe, że ja wcześniej tego nie dostrzegłam”.  To jest tak, jak tort. Odkrywamy kolejne warstwy. I tym się odróżnia w piosence ten dobry tekst, że on nie jest taki wprost. To nie jest taki zwykły zlepek słów, ale on ma wiele warstw. Cieszę się, że doświadczyłam Baczyńskiego. Dodam jeszcze, że nagrywałam go w zupełnej ciemności. Nie zawsze mogę sobie pozwolić na takie nagrania, bo czasem muszę mieć przed sobą nuty. Natomiast tutaj cały materiał dźwiękowy miałam już w głowie i potrzebowałam do tych wierszy ogromnej intymności, zupełnego odizolowania się od świata zewnętrznego. Byłam tylko ja, Baczyński i muzyka. Musiałam być sama z tym wszystkim, żeby tak od serca zaśpiewać.

Kojarzysz utwory o modzie albo stylu bycia?

No właśnie, tu chodzimy do sedna naszej rozmowy. Przyznam, że niekoniecznie. W ogóle jestem osobą, która niespecjalnie zajmuje się modą. Ona oczywiście w pewien sposób dyskretnie mi towarzyszy, no bo śpiewam na scenie i jakoś się muszę ubrać. A nawet w życiu ubrać się trzeba. Natomiast średnio się nad nią pochylam i działam bardziej intuicyjnie. Od razu mogę stwierdzić czy coś mi się podoba, czy nie. Nie mam takich problemów u siebie, zastanawiać się czy ten koncert mnie poruszył, czy nie poruszył, czy to ubranie jest fajne, czy nie. Mam szybkość reagowania – „tak albo nie”. Jeśli chodzi o powiązanie mody ze sztuką, muzyką czy teatrem, to nigdy nie szukałam takich powiązań. Jedyny utwór jaki mi się teraz nasuwa, to utwór Leonarda Cohena, bo w tytule jest słynny niebieski prochowiec. Po prostu więcej nic, dziura.

Majteczki w kropeczki

O no, no. Tak! O takich utworach nawet nie pomyślałam. (Śmiech)

Odpowiedziałaś ambitnie. Gdyby tu z nami siedział Fryderyk Jarosy, też magiczna postać związana z teatrem, to pewnie coś by nam zaśpiewał. Ciekawych odsyłam do książki „Urodził go niebieski ptak”. Jednak muzyka w pewnym stopniu determinuje styl ubierania się. Gust muzyczny możemy poznać tylko w przypadku mocno widocznych cech stroju, biżuterii bądź fryzury. Większość ludzi nie ubiera się jakoś charakterystycznie, więc pewnie trudno określić, co ich dźwiękowo kręci…

Manifestowanie swoim strojem stylu muzycznego, który lubimy i którym się otaczamy, raczej dotyczy młodych ludzi. Z wiekiem to troszeczkę przechodzi. Mam w swoim otoczeniu znajomych, którzy jako młode osoby słuchały charakterystycznej muzyki i ich stroje oraz fryzury były do tego adekwatne. Teraz z racji pełnionych zawodów ubierają się w swoje garnitury i na pierwszy rzut oka trudno byłoby zgadnąć, co ich kręci muzycznie. A myślę, że w serduchach oni dalej pozostali przy tamtej muzyce. Ja nawet patrzę na swojego syna, który jako nastolatek namiętnie słuchał metalu i odpowiednio do tego się nosił. Jego gust muzyczny się nie zmienił, ale jest bardziej otwarty na ubiór inny niż skóry, i również na inną muzykę. Nawet zdarza mu się chodzić do filharmonii. W związku z tym nie jest zamknięty tylko w świecie metalu. Gdy dorastał miał w pełni naszą akceptację na to, czego słuchał. Pomimo, że my z mężem takiej muzyki nie słuchamy. I nawet patrząc na muzyków, którzy mi towarzyszą na scenie, a są to osoby które grają muzykę poważną, jakby tak pomyśleć, to są ubrani na czarno, chyba, że jest inny zamysł reżysera. Większe szaleństwo jest przypisane wokalistce. Natomiast w codzienności już to nie idzie w parze. Mam na przykład takiego kolegę muzyka, wspaniałego oboistę i wykładowcę na Akademii Muzycznej, z którym mieliśmy koncert w filharmonii. Pamiętam jak jechał spóźniony na ten koncert, a ma taką pasję, że uwielbia motory. I cały ten uniform, kask, te skóry odpowiednie do motoru miał na sobie, gdy wjechał do Olsztyna. Spóźniony na występ zatrzymał się na skrzyżowaniu gazując na motorze, by zapytać się pewnej kobiety, jak ma dojechać na miejsce. Jak nam opowiadał reakcję tej pani, widzącej faceta na motorze w konkretnych ubraniach, to jej w ogóle to nie korespondowało z tym, co usłyszała. Filharmonia i ktoś taki? To się jej gryzło.  W związku z tym, takie sprawy na pierwszy rzut oka mogą być bardzo mylące. Siedzimy teraz koło olsztyńskiego zamku i pamiętam, jak kiedyś dawno, podczas swoich pierwszych spotkań zamkowych na tym dziedzińcu, zarówno osoby śpiewające, jak i przychodzące na koncerty ubrane były w powyciągane swetry, w powłóczyste spódnice. Teraz po latach zupełnie się to wszystko zmienia. Zarówno na scenie i wśród publiczności jest większa dbałość o szczegóły. Strój na scenie jest bardziej adekwatny do postaci i do tematyki, którą się porusza. A kiedyś nawet ta piosenka poetycka była nazywana „piosenką swetrową”. To wszystko się zmienia i ja bym nie odnosiła jednoznacznie stroju do muzyki, bo nie wiadomo, co w tym serduchu gra.

Czy masz coś takiego w sobie, że w zależności od upodobań muzycznych danej osoby, wiesz czy odnajdziecie nić porozumienia?

Nigdy nie zastanawiam się nad tym, jakiej dana osoba słucha muzyki i czy tak się ubiera. Dla mnie to jest w ogóle nieważne. W takich relacjach najważniejszy jest zawsze człowiek. Ja mam w swoim bardzo bliskim otoczeniu koleżanki, które w ogóle nie słuchają muzyki poważnej. Choć ja ją uwielbiam. To nie znaczy, że nie znajdziemy wspólnego języka.

Nie jesteś osobą, która biegnie za trendami, pozostajesz raczej w opozycji do mody…

Oj, zdecydowanie tak. Jestem taką osobą, która sama wie, jak się ubrać. Nikt jej nie jest w stanie nic narzucić. I tak sobie wyobrażam, że gdyby teraz stanęło przede mną dziesięć osób i powiedziało mi: „Basia, w tym stroju wyglądasz fantastycznie, zjawiskowo”, a ja bym miała poczucie, że tak niekoniecznie jest, to w życiu tego nie nałożę. I z drugiej strony, gdyby te same osoby powiedziały: „Basia, ale tak się niefajnie ubrałaś”, a ja spojrzę w lustro i pomyślę: „to jest to”, to i tak się ubiorę po swojemu. Zawsze słucham siebie. To ma oczywiście swoje plusy i minusy. Z dużą rezerwą podchodzę do mody i nie śledzę nowości. Jestem specyficzną osobą. Nie interesuje mnie kolekcja wiosna/lato, ani jesień/zima. W ogóle się tym nie przejmuję, wręcz kupuję na wyprzedażach. Ja się ubieram w takie stroje, które mogłabym nosić dwadzieścia lat temu i za dwadzieścia lat. Nie mogę uwierzyć, że komuś mogą się podobać takie powystrzępiane, dziurawe spodnie. Dla mnie to jakiś fenomen. A ludziom się to podoba, oni to noszą i ja to akceptuję. Dopuszczam do siebie fakt, że komuś może podobać się coś zupełnie innego niż mi. Jak widzę u kogoś spodnie z krokiem na wysokości kolan, to mi się wewnętrznie chce śmiać, jak można w coś takiego się ubrać, a widocznie można! I te same osoby patrząc na mnie do tych samych wniosków dochodzą. Bardzo ostrożnie podchodzę do wszelkiego rodzaju gadżetów modowych. Miałam kiedyś taki koncert, gdzie sobie wymyśliłam, że będę miała kreację z odkrytymi plecami i w związku z tym musiałam mieć do tego specjalną bieliznę, czyli taką przyklejaną. Występowałam w tym stroju wielokrotnie, ale to było podczas dwóch, trzech piosenek, a tu przyszło mi zaśpiewać cały recital. Było to lato i z tysiąc stopni ciepła, wnętrze piwniczne i gorąco, a do tego masa ludzi, którzy siedzieli niemal u moich stóp. Po drugim utworze poczułam, jak to coś mi spływa. To był dla mnie szok, a do końca było jeszcze naście utworów. Nie mogłam się na niczym skupić, tylko żeby to coś mi nie wypadło. Po koncercie podchodziły do mnie koleżanki i jedna z nich mnie zapytała, czy ze mną wszystko w porządku, bo miała wrażenie, że ja cały czas się łapię za serce. A ja sobie to coś przyklejałam co chwilę, a to się odwracałam, a to dotykałam dłonią, żeby tylko nie było sensacji… Wtedy sobie obiecałam, że nigdy więcej, zwłaszcza na scenie, nie mogę założyć czegoś, co będzie odciągało moją uwagę od tego, co śpiewam. Ja się muszę skupić na dźwięku, a nie na tym czy coś mnie nie uwiera. W związku z tym, podstawą doboru mojego stroju na koncert jest wygoda. Jestem też kobietą, która nie ma w swojej garderobie ani jednej pary dżinsów i ani jednej pary szpilek. Wydawałoby się, że szpilki to kobiecość, a ja się czuję kobietą pomimo tego, że ich nie noszę. Kiedyś zadzwoniła do mnie taka pani z fundacji, że organizują charytatywny pokaz mody. Miałam być modelką i chodziłyśmy w koszulkach z logo tej fundacji. Zapowiedziała, że mam mieć swoje dżinsy i szpilki. Na ten jeden wieczór dżinsy sobie zakupiłam, a potem się ich pozbyłam, ale powiedziałam, że jeśli chodzi o szpilki, to absolutnie nie ma takiej możliwości i nałożyłam swoje baleriny.

Podziwiam osoby, które idą w opozycji do mody, bo jeśli ktoś nam narzuca swój styl, to wtedy my nie mamy własnego.

Jak czasem patrzę na ludzi, którzy poszukują najnowszych gadżetów, jakieś najmodniejszych butów czy sukienki, to się zastanawiam czy te osoby kupują to właśnie dlatego, że to jest na czasie, czy to się im faktycznie podoba. Ja ubieram się w to, w czym się dobrze czuję i nie ulegam modom sezonowym. Stąd właśnie wniosek, że moje ubrania są ponadczasowe, a przynajmniej taką mam nadzieję. Może coś się zmieni we mnie za jakiś czas, taką myśl dopuszczam, ale liczę, że będę mogła chodzić w swoich ciuchach nawet za dwadzieścia lat.

Jest jednak coś, co nazwałabym Twoim osobistym wyróżnikiem stylu. Chodzi o nietypowe buty i nakrycia głowy. Za co je tak lubisz i kiedy, jak się to zaczęło?

O tak. To tak było, że ja nigdy sobie nie umiałam dobrać butów i trwało naprawdę bardzo długo. Widziałam na przykład u kogoś buty, które mi się bardzo spodobały, zakładałam je i myślałam: „no nie, u mnie to źle wygląda”. Kiedyś przez przypadek w małym sklepie obuwniczym znalazłam takie ogromniaste buty i jak je zobaczyłam pomyślałam, że to jest to, czego ja szukałam przez całe życie. Nie zdawałam sobie sprawy, że właśnie tego szukam. Po pewnym czasie znalazłam sklep internetowy, gdzie praktycznie każda para butów była idealna dla mnie. Przyznaję, że od tego czasu mam pokaźną kolekcję. Mam buty na każdą porę roku z tymi ogromnymi platformami i mam takiego fisia, że niektóre modele zakupuję w kilku parach. Wychodzę z założenia, że nie daj Boże przestaną produkować, to będę miała zapas. Niektórzy mogą myśleć, że ja chodzę w kolejnej parze przez kolejny rok, a ja po prostu mam tego jednego modelu kilka par. Te buty mają tylko jedną, jedyną wadę. One zajmują bardzo dużo miejsca w garderobie i w walizce. Pół walizki to są moje buty. A tak po prostu nie widzę żadnych złych stron tych butów. U mnie większość kolorów w garderobie jest stonowana. Około osiemdziesiąt procent to czerń, trochę odcieni szarości i beżów, natomiast jeśli chodzi o nakrycia głowy, to pozwalam sobie na ogromne szaleństwo. Nakrycie głowy jest kropką nad „i” w tym moim stroju. Począwszy od tych butów, a skończywszy na tej głowie. Mam wszelkiego rodzaju kapelusze, berety, czapki i czapy oraz chustki w takich odjazdowych kolorach i z takimi różnymi fakturami, że sama bym siebie o to nie podejrzewała. Wcześniej wspomniałam, że tylko szarości, beże, brązy, czerń i czasami biel, ale od jakiegoś czasu dopuszczam w swojej garderobie kolor czerwony. To znaczy, że jednak człowiek się zmienia. To jakoś nagle zaskoczyło u mnie i jak wchodzę do swojej garderoby, to widzę, że nie jest w niej tylko czarno, ale są przebłyski czerwieni. Jest też jeden aspekt tych moich nakryć głowy, bo z uwagi na moją niską odporność i wrażliwe zatoki, jeśli chodzi o warunki pogodowe, to one łączą przyjemne z pożytecznym. One z jednej strony chronią mnie od wiatru, klimatyzacji, niskiej temperatury, a z drugiej strony są dopełnieniem mojego stroju.

Jakich akcesoriów mody szukasz? Przyciągają Cię modele vintage z nutą ciężkości? Platforma, koturny, pogrubiony obcas…

To moje kochane buciorki. Ja właśnie lubię łączyć taką zwiewną sukienkę, najlepiej w bieli z taką ogromną, czarną platformą. Lubię przełamanie zwiewności czymś masywnym. Odniosę się do zdjęć, do których nawiązałaś, że pojawiają się pod tym takie komentarze; „piękna, kobieca sukienka, ale dlaczego ten but taki toporny”, a właśnie to jestem ja! To przełamanie lekkości, takim ciężkim butem. Ja bym szukała tutaj powiązania z muzyką, bo również w takim świecie muzycznym lubię melodyjność, ale raz na jakiś czas pojawi się dysonans, taki brudny akord. I myślę, ze ten but jest dysonansem w mojej stylizacji. Ja to chyba lubię, takie przełamanie. Poza tym zawsze wychodziłam z założenia, że te buty mają w sobie tajemnicę, takie szaleństwo i buntowniczy urok. No i przede wszystkim są takie moje. Kiedyś przeczytałam na stronie producenta tych swoich butów, że to jest „alternatywa dla przyziemnego obuwia codziennego”. Mam poczucie, że gdy zakładam te buty, to się unoszę nad ziemią, że frunę. Uwielbiam w nich nagrywać i koncertować, wręcz jeszcze staję w nich na palcach i one mi dodają skrzydeł. Dodają mi więc mocy, ale przez tę masywność także podparcie. Są też osoby, które lubią śpiewać na bosaka…

Albo grać, jak Możdżer.

Tak. A ja nakładając te buty dopiero czuję się w pełni sobą. Producent też sugeruje, że te buty nie są dla ludzi o słabym sercu, a ja bym powiedziała, że te buty są dla ludzi o silnych charakterach. Ilość reakcji, z którymi ja się spotykam nosząc te buty, jest tak ogromna, od pokazywania palcami, po śmiechy, chichy, które ja widzę kątem oka, ale nawet nie reaguję, po wręcz oburzenie, jak można chodzić w takich butach, albo zachwyt. To jest cała paleta emocji, z którą ja się spotykam nosząc te buty. One odzwierciedlają moją duszę.

Jesteś wyżej nieba, jak je nosisz.

Na pewno! Jestem wtedy taka rozważna i romantyczna. Z jednej strony mnie unoszą, a z drugiej jestem w nich bliżej ziemi.

Słuchając Twojego śpiewu i rozmawiając z Tobą widać, że jesteś subtelną, delikatną osobą. Chcesz też pomagać innym, zainteresowałaś się logopedią. Ubraniem pozornie tworzysz z tym pewien kontrast. Dlaczego pozornie, bo jak się Ciebie pozna bardziej, to widać, że wszystko jest spójne. Z punktu widzenia psychologii ubioru spróbuję Cię trochę rozszyfrować, a Ty powiesz czy to się zgadza… Sfera głowy symbolizuje nasze marzenia i ambicje. A Ty tę głowę powiększasz, ozdabiasz, udziwniasz. Zapewne więc masz duże i marzenia, i ambicje. Chciałabyś dać przestrzeń myślom. Mocne buty to nasze korzenie i dzieciństwo. Ważne jest więc dla Ciebie oparcie w rodzinie, szukasz potrzeby bezpieczeństwa? Może czasem dotyka Cię brak pewności siebie, samotność?

Przyznam, że mnie trochę rozgryzłaś. Choć ja niekoniecznie zastanawiam się nad psychologią ubioru. Nad zależnością między strojem, a osobowością. To znaczy na pewno nasz strój uzewnętrznia nasze emocje, charakter i indywidualność. Być może mówi coś o naszych przeżyciach i tęsknotach, ale ważne by strój, który nakładam był jak druga skóra. Ma być jednością z moim ciałem. Od dawna są popularne takie oceny człowieka po wyglądzie. Myślę, że każdy z nas to robi. Intuicyjnie oceniamy innych. Analiza stroju może jednak nieść pewne niebezpieczeństwa klasyfikowania ludzi metodą na oko. Może to być też mylące ze względu na wieloznaczność. Na przykład kolor czarny będzie dla jednych symbolizować smutek i żałobę, dla innych odświętność i elegancję. Jedna osoba nakładając czarny będzie się chciała schować, odizolować od świata zewnętrznego, druga będzie poszukiwała własnego „ja”, jeszcze inna będzie emanowała pewnością siebie, takim zdyscyplinowaniem. Trzeba bardziej poznać człowieka, żeby ocenić spójność jego stylu z charakterem.

Odniosłaś się też do logopedii, jest to coś, co chodziło za mną przez wiele lat. Od dawna prowadzę warsztaty piosenki i artykulacja na scenie zawsze była dla mnie szczególnie ważna. Długo trwało jednak zanim się na tę logopedię wybrałam, to dwa lata wyjęte z życiorysu i trudno było mi się zdecydować, a był to najpiękniejszy prezent, jaki mogłam sobie zrobić w życiu. W tej chwili poszłam o krok dalej i studiuję neurologopedię i niedługo będę miała obronę. Cieszę się, że odnalazłam coś wyjątkowego, bo na początku myślałam, że to będzie podniesienie kwalifikacji, jeśli chodzi o warsztaty piosenki, a odnalazłam zupełnie oddzielny zawód. Polecam każdemu wsłuchiwanie się w siebie i w swoje marzenia, a potem pracę. Samo nic nam z góry nie spada, a ja mam bardzo odpowiedzialne podejście do tego wszystkiego i mam świadomość, że trafią do mnie pacjenci po różnych incydentach neurologicznych i udarach. To nie jest tak, że ja sobie tylko studiuję, tylko bardzo czasu przeznaczam na lekturę i szkolenia. Doceniam to, że jestem muzykiem, bo doświadczenia logopedyczne mogę przenosić na płaszczyznę piosenki, a wykształcenie muzyczne na neurologopedię i logopedię. Nawet nie myślałam, że moje ucho muzyczne będzie bardzo pomocne w diagnozowaniu logopedycznym, czy poszerzy spektrum terapeutyczne. Dla mnie to jest piękne, to moja pasja. A w ludziach fascynuje mnie zarówno mózg i serce.

Życie łączy tematy łatwe i trudne. Zapytam jeszcze gdzie szukasz ciekawych dodatków? Masz ukochane miejsca, do których powracasz?

Lubię podróżować i poznawać nowe smaki, zapachy. Czasem kupuję różnego rodzaju drobiazgi. Nie wyszukuję rzeczy w sklepach ekskluzywnych. Szkoda mi wydawać pieniądze na ubrania. Ograniczam się do wyprzedaży i głównie zamawiam przez Internet. Nie jestem kobietą, która uwielbia chodzić po galeriach. Chodzę tam jeżeli muszę, jeśli kupię coś przez Internet i muszę to oddać, albo coś tam załatwić. Z podróży przywożę dodatki, głównie kolczyki, bransoletki, wisiorki. Ja takie rzeczy bardzo lubię. A oprócz tego mam przy sobie osobę, która bardzo umiejętnie odczytuje moje marzenia. To plastyczka, nazywa się Marzena Kania. Potrafi przełożyć wszystko, co ja jej powiem – formę i kolorystykę – na rzeczywistość. Nie wiem jak ona to robi, ale fajne wsłuchuje się w moje pragnienia.

Jak przygotowujesz się przed wyjściem na scenę?

Mam kilka swoich rytuałów i to praktycznie od pierwszej chwili, od jakiej wstanę. Staram się tak zorganizować ten dzień, żeby nie mieć żadnych innych zajęć. Nie zawsze mi się to udaje, ale docelowo tak jest. Praktycznie od przebudzenia się bardzo powoli rozbudzam swoje ciało, gardło, krtań, głos. Oczywiście dzień zaczynam zawsze kubkiem kawy. Może to zabrzmi dziwnie, jak na muzyka, ale ja bardzo lubię ciszę i z wiekiem zauważyłam, że ja tej ciszy coraz więcej potrzebuję i widzę w niej tyle piękna, a zwłaszcza w dniu koncertu. Zachwycam się tą ciszą, bo w miejscu, do którego pojadę ilość instrumentów, decybeli oraz ludzi, których spotkam, tę ciszę już zakłóci. Poza tym nie jestem osobą, która pomiędzy próbą a koncertem, biegnie na kawę i na obiad integrować się z muzykami. Jestem pod tym względem dziwna. Lubię się izolować, skupić na tekstach, które będę zaraz śpiewać. Potrzebuję wyciszenia. I mam ulubioną czynność. Uwielbiam na moment przed wyjściem na scenę spryskać się perfumami, to też dopełnienie mojego stroju. Bo jeśli chodzi o strój, to nie zaprzątam nim głowy w dniu koncertu. Zazwyczaj kompletuję wszystko dzień albo nawet dwa wcześniej, żeby nie zastanawiać się nad tym w dniu koncertu. Często też robię tak, że jak jadę na koncert, to biorę dwie kreacje, bo zdarzyło mi się, gdy dopuściłam czerwień do siebie, że gryzło mi się to ze scenografią. Zazwyczaj, jeśli biorę coś kolorowego, to dokładam do tego coś bezpiecznego, czyli czarnego. Dopiero na miejscu decyduję w czym wystąpię. Wchodzę całą sobą w postać, którą będę na scenie.

Czy jest ktoś, kto zachwyca Cię swoim stylem bądź dobrym gustem?

Wiele osób podziwiam, ale nie mam osoby, które od początku do końca są moim ideałem. Jeśli spotykam kogoś i ta osoba zauroczy mnie swoją fryzurą, czy swoim strojem bądź koncertem, to potrafię podejść i powiedzieć, że mi się to podoba. W ogóle lubię mówić komplementy i działam w tym bardzo spontanicznie. Natomiast niepytana, nie będę komentować czyjegoś wyglądu. I gdybym rzuciła jakieś nazwisko, to zdaję sobie sprawę, że nie wszystko akceptuję. Nawet są kompozytorzy, których uwielbiam, ale nie wszystkie ich dzieła tak działają na moje zmysły od początku do końca. Tak samo jest ze strojem.

Jakie cechy charakteru podziwiasz u innych kobiet?

Pierwsze, co mi się nasuwa, to kobiecość, delikatność, subtelność. Z drugiej strony lubię silne kobiety. Doceniam jak kobieta jest skromna i ma w sobie pokorę, a zarazem szaleństwo, taką aurę wokół. Ja chyba lubię takie duże skrajności. To wszystko pokazuje to, jaka ja jestem. Właśnie jesteś dobrym psychoanalitykiem. Zaraz mi powiesz wszystko, jaka ja jestem. (Śmiech) Mnie fascynuje u kobiet taki delikatny urok, który widać w gestach, w spojrzeniu, w poruszaniu się. To nie jest coś takiego jednoznacznego, co możemy określić jako jedną z cech fizycznych. Kobiecość wypływa z wnętrza. Poza tym ja lubię ludzi, którzy mają pasje i marzenia, które realizują, którzy są pozytywni. Na kilometr wyczuwam ludzi toksycznych, momentalnie ucinam takie relacje. Nie boję się tego robić, bo po co mam obarczać siebie złą energią. Cenię w ludziach waleczność, odwagę. Podoba mi się, jeśli kobiety są odważne, by robić zmiany w swoim życiu, bez względu jak są zaawansowane w swoim wieku.

Czego od siebie wymagasz?

Dużo wymagam od ludzi z którymi współpracuję. Nie lubię półśrodków i bylejakości. A jeszcze więcej wymagam od siebie. Jeśli mam coś zrobić na sto procent, to ja to robię na dwieście. Jeśli mam coś zrobić na jutro, to ja to robię tydzień, dwa tygodnie wcześniej. Potrzebuję mieć czas, aby spojrzeć na coś z dystansem i zastanowić się, czy to poprawić, czy nie, czy to faktycznie jest dobre. Staram się uważnie przechodzić przez codzienne życie. Przestrzegam codziennych rytuałów, rozmowy z mężem i odkrywania, że miejsce, w którym się znaleźliśmy jest piękne. Ważne, by umieć się w tym życiu zatrzymać. Ale nie jestem wcale taka idealna. Mam parę rzeczy, których w sobie bardzo nie lubię, a to może wynika z tego, że ja nie jestem modna. Nie uległam modzie na wszelkie sporty, bieganie, fitness. Moje chcenie kończy się na chceniu, nie jestem tutaj konsekwentna.

Co sprawia, że czujesz się piękna?

Bardzo trudne pytanie. Muszę sobie odpowiedzieć, czy ja w ogóle czuję się piękna. Z wiekiem poznałam swoje mocne i słabe strony, jeśli chodzi o urodę, figurę, charakter, i wiem, jak to piękno z siebie wydobywać. Mam w sobie wewnętrzną akceptację i taka codzienność sprawia, że czuję się w jakiś sposób piękna, bo spełniam się, robię to, co lubię, mam wokół siebie bliskich, których kocham i czuję się kochana. Ja po prostu siebie lubię. Lubię spędzać z sobą czas. Nigdy się ze sobą nie nudzę, a mam też męża, w którego oczach czuję się piękna, bez względu na to, czy wstanę rano rozczochrana w piżamie, czy na chwilę przed wyjściem na koncert, kiedy jestem już ubrana i wystylizowana. Przypomniało mi się takie zdanie, które powiedział mi profesor Głuszczak na chwilę przed premierą. Podszedł do mnie i mówi: „Wiesz Basia, ty Miss Polonia to nie jesteś, ale masz w sobie coś takiego, że kiedy wychodzisz na scenę, to tylko na ciebie chce się patrzeć. Nic innego nie ma. Nic innego nie istnieje. Tylko ty.” I ja się będę tego trzymała, że to piękno jest i w naszym spojrzeniu, i w naszym serduchu. Ja się w ogóle w życiu kieruję sercem. Najważniejsze, by piękno wypływało z naszego serca. Abyśmy takie piękno też w innych dostrzegali i byśmy kierowali się sercem. Nie jestem jeszcze osobą spełnioną, ale realizuję swoje marzenia, więc jestem osobą spełniającą się. To jest piękne, że mogę powiedzieć, w jakim miejscu swojego życia jestem, z kim jestem, u czyjego boku jestem, w pełnej akceptacji siebie. Mogę być sobą i właśnie to też u innych kobiet lubię.

Jak pielęgnować swoje wnętrze? Jak dbać o talent?

Należy się wsłuchiwać w siebie, w swoje wewnętrzne ja i intuicję. Nawet jak patrzę na młodych ludzi, których oceniam będąc w jury różnych konkursów oraz na swoje koleżanki i kolegów, którzy zmarnowali ten talent, to myślę, że zapowiadało się pięknie, mieli niesamowite możliwości wokalne, a jednak wygrywali konkurs i dalej się nic nie działo. Ja zawsze zadawałam sobie pytanie dlaczego tak jest, a to wynika z tego, że ci ludzie ciągle czekają, że ktoś im poda coś na tacy. Ja wychodzę z założenia, że wygrywając jakiś konkurs, to dopiero muszę ludziom udowodnić, że zasłużyłam na tę nagrodę, że teraz zaczyna się ciężka praca przede mną. Pielęgnować talent to praca, praca i jeszcze raz praca. Stałam się bardzo asertywna, czy to tyczy się wywiadu, czy udziału w danym projekcie, bo już trochę siebie poznałam. Zachęcałabym zwłaszcza młodych ludzi do tego, by nie bali się eksperymentować. Ja to robiłam. Wchodziłam w takie projekty, że na pierwszy rzut oka wydawało mi się, że to zupełnie nie moja bajka, a ja dawałam sobie szansę, że może odkryję coś w sobie i tak było. Mogły to być nowe przestrzenie, nową szufladkę w swojej głowie, nową barwę głosu. Jak eksperymentujemy to jest szansa, że otworzą się przed nami kolejne drzwi. Mam takie swoje motto życiowe Jonasza Kofty: „Aby coś się zdarzyło, aby mogło się zdarzyć, trzeba marzyć”. Jestem marzycielką od zawsze, tylko nie czekam, że te marzenia spłyną na mnie albo coś się samo spełni nierealnego, tylko wychodzę tym marzeniom naprzeciw. Marzyłam o logopedii, poszłam na nią. Zrealizowałam to. Jak marzę o jakimś projekcie, to kupuję sobie notesik i wypisuję wszystkie marzenia dotyczące tego projektu. To później życie trochę weryfikuje, z czegoś trzeba zrezygnować, a czasem iść na kompromis. Poprzeczkę sobie stawiam jak najwyżej. To tak, jak z grą na fortepianie. Jeżeli nie będziemy ćwiczyć, to po prostu samo się nie zrobi. Także talent należy pielęgnować i wsłuchiwać się w niego!

Dziękuję Ci Basiu za rozmowę. Życzę Ci wielu pasji i inspirujących tematów do nauki. A przede wszystkim żebyś była szczęśliwa.

I ja dziękuję.

Izabela
Autorka Izabela Jabłonowska

Moją misją jest wspieranie innych poprzez mądrą, wartościową i wysmakowaną inspirację. Zwrócenie uwagi na szczegół, jakość, pochodzenie, historię. Ten blog może być dla Ciebie wartościowym miejscem, gdyż często słyszę od innych, że potrafię ciekawie opowiadać. Być może jestem jedyną w swoim rodzaju kobiecą wersją Hakawati, opowiadacza historii z powołania i przeznaczenia. Kiedy coś tworzę czuję radość, spełnienie, wolność. Uważam, że klasyka jest piękna, a być elegancką kobietą to znaczy mieć dobre maniery, a nie najmodniejszą parę szpilek. Dziękuję, że jesteście i mnie wspieracie, dzięki Wam mogę robić to, co kocham. Prywatnie jestem żoną i mamą 3 dzieci.

Do góry

Prawa do wszystkich publikacji i zdjęć na blogu należą do firmy Stylowa Moda Izabela Jabłonowska. Nie wyrażamy zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie w celach komercyjnych.

Zobacz także

Zobacz więcej

Newsletter

Stylowy, ekskluzywny, inspirujący

Dołącz do zainspirowanych czytelników i pobierz bezpłatnie ebook w formacie pdf lub epub "Styl - sztuka pięknego wizerunku". Zobacz dlaczego cenią go nawet eksperci z branży mody. Zyskaj więcej stylowych porad i wartościowej wiedzy, dzięki którym podrasujesz swój indywidualny styl.

EBOOK W PREZENCIE

EBOOK W PREZENCIE