Nie bój się stworzyć nowego obrazu – wywiad z Verą Kobylińską - Stylowa Moda

Nie bój się stworzyć nowego obrazu – wywiad z Verą Kobylińską

Podcast
Izabela Jabłonowska
0 Komentarzy

Przyjechałam do Very z bukietem róż bliskim odcienia magenty i z nadzieją na cudownie spędzony dzień… 

Przywitał mnie jej słoneczny uśmiech i pogodne oczy, rżenie konia ocalonego spod noża i szczekanie sfory psów po przejściach. Zanim do niej podejdę, to najpierw z nimi muszę się przywitać. Wąchają mój płaszcz i łapczywie z radości liżą ręce. Głaszczę je i patrzę na uroczy dworek. Pachnie wiosną. Myślę, że czas będzie udany. To moja rówieśniczka, podobnie jak ja, zafascynowana kulturą materialną dawnych pokoleń, permakulturą i wartościową książką. Błyskotliwa i mądra osoba. Wiem, że ten wywiad, to tylko ziarnko ziemi, z całego ogrodu gawęd i artystycznych rozmów, jakie możemy odbyć. Idziemy na spacer, poruszając temat warmińskich kapliczek, historii regionu, marzeń, z którymi trzeba brać się do roboty, a nie tylko obracać w myślach. Wchodzę do pracowni malarskiej, gdzie wisi powiększona praca dziadka, słynnego rysownika Szymona Kobylińskiego, a na kaflowym piecu romantycznie odpoczywa paleta do farb. Przy oknie czeka na działanie plastycznych rąk rozsada pomidorów, papryki i cukinii. Następnie przechodzimy do domu pełnego pamięci o bliskich, gdzie dołączają do nas koty, a delikatne płatki kwiatów z polnego bukietu opadają leniwie tańcząc na stolik. Dobrze trafiłam z kolorem róż, bo to jej ulubiony…

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

Zapraszam do zobaczenia zdjęć z naszego spotkania i wysłuchania nagrania.

Poniżej znajdziesz transkrypcję wywiadu.

Rozgość się tu z nami!

Jeśli Twoja firma/marka chce zostać sponsorem kolejnego odcinka lub cyklu, serdecznie zapraszam do współpracy.

Gdzie można nas słuchać?

Wyszukując podcast w katalogu iTunes i Spotify./Wyszukując frazy „Stylowe Atelier” w Twojej aplikacji do podcastów na smartfonie./Na kanale You Tube./Na Stylowym Blogu, gdzie znajdziesz materiały dodatkowe, piękne sesje zdjęciowe, a czasem film.

Przy okazji poruszanych w podcaście tematów mogą Cię zainteresować i poszerzyć wiedzę wpisy ze Stylowego Bloga:

  • Znaczenie kolorów w ubiorze- komunikacja niewerbalna, która działa – KLIK
  • Czy dawna moda może być fascynująca – KLIK
  • Wyglądać jak milion dolarów – niezawodne kroki dla luksusowego wizerunku – KLIK
  • Wyróżnik stylu. Stylowy znak rozpoznawczy – KLIK
  • Moje magiczne poranki  i wieczorne rytuały – KLIK

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

 

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

 

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

 

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

 

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

 

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

 

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

 

<img scr="https://stylowamoda.pl/warszawa-podcast-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>


Zdjęcia: Renata Orlińska

 

Można przeczytać o Tobie, że jesteś siódmym pokoleniem artystów, które kontynuuje rodzinne pasje, wnuczką słynnego rysownika Szymona Kobylińskiego. To bagaż czy błogosławieństwo?

Z dziadkiem i moim nazwiskiem jest jeszcze inaczej. To znaczy, ja jestem wnuczką Szymona Kobylińskiego. Z jednej strony nie miałam obciążenia, które mają bezpośrednio dzieci sławnych i popularnych ludzi, ale też miałam to szczęście, że dziadek był cały czas sławny i popularny za czasów mojego życia i mojej młodości. Była też babcia, a całość można powiedzieć, stanowiła rodzinną spółkę. Żona i mąż dążyli w tym samym kierunku i tak samo całą swoją energię życiową i witalność kierowali w rozwój właśnie tego, co się nazywało firmą „Szymon Kobyliński”. Z jednej strony nie byłam obciążona tym bagażem, którym bywa dziecko znanego człowieka, a z drugiej dziadkowie byli bardzo racjonalni w podejściu do mnie. To znaczy, powtarzano mi, że nazwisko już mam i nie jest to moja wina, ani moja zasługa, i teraz będę miała tylko gorzej ponieważ całe życie będę skupiać się, aby dorabiać sobie imię do swojego nazwiska. Trzeba powiedzieć, że dziadek miał rację. Vera Kobylińska zaczyna być własną marką. Natomiast spotykam się do dzisiaj z zarzutami, że coś mi się w życiu udaje dlatego, że mam nazwisko. Nie zgadzam się z tym. Udaje mi się dlatego, bo jestem konsekwentna, pracowita, mam cele, do których dążę i determinację. Wychodząc za mąż, nazwiska nie zmieniłam. Z mężem stwierdziliśmy, że jednak ta Vera Kobylińska Kobylińską musi zostać, mimo zmiany stanu cywilnego. Godzimy się z tym obydwoje, bo wiemy, że nie uciekniemy od tego nazwiska i nawet próby, jak to zrobił w którymś momencie młody Beksiński, odcinania się od tej spuścizny, chyba nawet nie mają sensu.

Twoją artystyczną wrażliwość, ale też osobowość kształtował dziadek i babcia, która była recenzentką Twoich pierwszych prac. Jakie masz z tym wspomnienia? Co im zawdzięczasz?

Przede wszystkim zawdzięczam im bardzo dużą dozę samokrytycyzmu i zdrowego podejścia. U nas w domu się mówiło, że jest dobrze, a to znaczy, że mam dalej iść i dążyć, ale nie osiadać na laurach. To może było spowodowane wieczną pracą dziadka, który do końca pisał, rysował, brał udział w życiu artystycznym i zawodowym. W związku z tym takie było podejście do twórczości. U nas dziadek zawsze powtarzał, że on jest doskonałym rzemieślnikiem, a nie wielkim artystą. To znaczyło w jego przypadku, że musi mieć doskonałą wiedzę i biegłość warsztatową oraz intelektualną do wykonania swoich rzeczy. Jednocześnie nigdy nie podpierał się robieniem rzeczy, których by nie umiał określeniem, że on jest artystą, w związku z tym on coś tam może. Wszystkie rzeczy, które robił, były zawsze poparte wielkim zgłębianiem tematu. Przykładem jest tutaj cykl „W pustyni i w puszczy”, za który dostał nagrodę honoris causa afrykanistyki. Za dokumentację prowadzoną ponad dwa lata, żeby zebrać wszystkie dokumenty potrzebne mu do stworzenia świata flory i fauny, cywilizacji i świata etnicznego, które przedstawił Sienkiewicz w swojej książce, otrzymał ten tytuł. Był to jedyny tytuł naukowy, który posiadał, ponieważ zaczął Akademię Sztuk Pięknych i Uniwersytet Warszawski,  na jednym grafikę, na drugim historię sztuki, ale żadnego nie skończył, gdyż pierwsze pokolenie powojenne bardzo szybko zostało wchłonięte przez rynek wydawniczy, rynek prasy i radia. Szymon miał dużą biegłość mówienia i kreowania swoich myśli, a do tego miał charakterystyczny wizerunek, dlatego bardzo szybko wsiąkł w ten świat rzemiosła, a ten świat do końca życia w nim trwał.

Może Twoje cechy osobowości, wypływają z tego, że miałaś pogłębiony kontakt z ludźmi sztuki i kultury?

Miałam wielkie szczęście posiadania domu, w którym było mnóstwo ciekawych osób, w tym osobowości świata kultury. Na szczęście dziadkowie nie oddzielali nas od swoich przyjaciół. I ja i mój brat mieliśmy pełnie prawo uczestniczyć w rozmowach prowadzonych przy obiadach i kolacjach, gdy przyjeżdżali ich przyjaciele, na przykład Władysław Kopaliński. Do dziś uważam za wielki zaszczyt, że Władysław Kopaliński był dla mnie Władkiem, bo sam w którymś momencie zaproponował, że nie będę mówiła do niego ani dziadku, ani proszę pana, tylko będziemy na „ty”. O czymś to świadczy, o pewnym kredycie zaufania i szacunku, na który można sobie pozwolić, będąc najwybitniejszym polskim twórcą słowników. Była to poufałość z małoletnią, a w zasadzie kilkunastoletnią dziewczynką. My uczestniczyliśmy wtedy w ich życiu codziennym, które dla wielu nie było codzienne. Dziadek nie był osobą ruchliwą i jak osiadł na swojej działce, gdzie siedział pół roku co rok pod Wyszkowem, to wszystkie programy, które mógł, zarówno radiowe i telewizyjne, były na jego życzenie realizowane tam, by nie musiał jeździć ani na Woronicza, ani do radia. W związku z tym dla nas od małego było naturalne, że są panowie z kamerą i trzeba być cicho, nie chodzić po kablach. Albo, że jest rozstawione światło i nie można przeszkadzać, bo właśnie nagrywają. To jest świat magiczny. Tak samo świat dużych wydarzeń, który widziałam od tyłu. Na przykład jubileusz Wojciecha Pszoniaka, gdzie dziadek był jednym z gości. Widziałam, jak się przebierają i przygotowują, jak wygląda ten teatr nie tylko od strony widza. Gdzieś ta magia została i myślę, że to przez całe życie we mnie jest i tkwi, że kreuję rzeczywistość wokół siebie. Czyli to, co robimy w teatrze i telewizji, kreując wizerunek oraz świat dokoła. Wybór scenografii i bycia kostiumografem, mniej stylistą, wiąże się z tym, że moje projekty były zawsze oparte na historii. To są takie rzeczy, które oparte są na magii wokół siebie, żeby inni mówili: łał, ale ładnie.

Miałaś też artystyczne ciocie i wujków, a Lengrenowie wozili Cię w wózeczku…

Tak, światek warszawski intelektualny i artystyczny w tamtych czasach trzymał się bardzo razem. Przyjacielem Zbyszka był Szymon, a Szymona Zbyszek. I w związku z tym bardzo miłe było to, że bardzo wiele z tych przyjaźni zostało z nami na pokolenia. Tak jest z rodziną Zaremskich jubilerów warszawskich, Kasią Lengren, z którą się przyjaźnię do dzisiaj. To są przyjaźnie, które wyszły z naszych dziadków, ale trwają. Kasia Lengren jest dla mnie bardzo ważną osobą. Przede wszystkim jest to dla mnie wyznacznik kostiumu, scenografii i obrazu, ponieważ potrafi mi szczerze powiedzieć co myśli na temat obrazu. A to na jakimś etapie nie jest łatwe, bo częściej ludzie mówią: „Ale fajne”. A Kaśka pisze do mnie: „fajne, ale pamiętaj – to, to i to”. Przejęła pałeczkę bycia konstruktywnym krytykiem, którego już nie ma w postaci dziadków. Kasia, to też jej mama i świat kreacji wokół siebie. U jej mamy spędzałam bardzo dużo czasu, gdy babcia nie mogła się mną zajmować. Wtedy było teatralnie, były wielkie czerwone korale, był wielki wózek przedwojenny i taka magia małej uliczki na Starym Mieście. Do dziś się śmieję, że te dorożki i konie to jest właśnie moja zaczarowana dorożka, jak u  Gałczyńskiego. Z Katarzyną kojarzą mi się też pierwsze kostiumy teatralne. Od małego miałam tę radość i przyjemność, że moja mama wpajała mi miłość do opery i baletu. „Jezioro łabędzie” to jest top, a ja tak miałam, że to nie biała łabędzica, ale czarna była niezwykłą postacią. W moim przypadku nie jest to fascynacja złem ani mroczną symboliką, niemniej czarna łabędzica była zawsze moja ukochana. Katarzyna stanęła na wysokości zadania i pamiętam, jak przy jednym z bali przebieranych zostałam wymarzoną czarną łabędzicą. To są takie dziwne sytuacje, bo normalne dzieci nie chcą zostać czarną łabędzicą, ale Królewną Śnieżką. A przedtem znowu dziwactwem, trochę wpojonym przez dziadków, była chęć bycia entomologiem. Jak miałam pięć lat i wszystkie dziewczynki chciały być księżniczkami, to ja nie chciałam, bo dziadek pokazał mi mikroskop i lupę. Chodziłam wtedy po ogrodzie i zbierałam zdechłe robaki, bo brzydziłam się przebijania i zabijania tych zwierzątek małych. Wkładałam je pod mikroskop z wielkimi emocjami, oglądając, co tam się dzieje, jakie to ma kudłate nogi albo dziwne czułki. A po byciu entomologiem nagle zapragnęłam być świnką Piggy. I tu znowu dochodzimy do kostiumu, bo świnka miała wielkie boa z piór i miała lustro z żarówkami dookoła. Ja się śmieję, że to są wybory kreacji artystycznej i pomysłów na kostium, które gdzieś zawsze były obok.

Świnka była gwiazdą…

Była gwiazdą i nawet nie chodzi o to, że miała obok chudego, żylastego faceta, tylko po prostu o wielkie boa, którym się oplątywała i te żarówki przy lustrze, to były rzeczy, dla których rzuciłam bycie entomologiem i stwierdziłam, że zostanę świnką Piggy.

Twoja historia inspiracji rodzinnych jest piękna i szczególnie wartościowa w dzisiejszym świecie, gdzie status rodziny nie jest mocny. A Ty z tej rodziny bardzo dużo wyciągnęłaś?

Wyciągnęłam, mając świadomość ulotności pewnych rzeczy i jednocześnie życie nauczyło mnie doceniania tego, co mamy. Jestem z rodziny stricte warszawskiej. Jestem Warmiaczką z wyboru, natomiast z urodzenia warszawianką. I po pierwsze ta Warszawa nie jest dla mnie miastem centr handlowych i dużych arterii. To jest Warszawa, którą się zna, jak się w niej urodziło. Warszawa, gdzie moją rodzinną częścią była Saska Kępa, a więc pamiętam Agnieszkę Osiecką, która chodziła koło naszego ogródka do swojego ukochanego baru Saks, albo wracała. Pamiętam legendarny bar Sułtan, gdzie się chodziło na lemoniadę i na sernik. To miejsca niszowe. Dziadek urodził się w centrum, gdzie spędził całe dzieciństwo do momentu, gdy wybuchła wojna i skrył się w rodzinnym majątku pod Mszczonowem. Warszawa od takiej strony była piękna i takiej Warszawy trochę nie ma. To jest taka Warszawa, która została w piosenkach Zbyszka Wodeckiego „Jest Warszawa”. I ona została zniszczona przez Powstanie Warszawskie. U nas w rodzinie zginął mój pradziadek, ojciec mojej babci, który walczył na Żoliborzu. Babcia była sanitariuszką, a jej kuzyn był lekarzem. Dziadek jako swoją jedyną porażkę uznawał brak udziału w Powstaniu, ponieważ ich oddział AK dowiedział się, zanim ruszyli na obronę Warszawy, że Warszawa jest otoczona i nie mają szans przejść i po prostu wyjdą na strzał. W związku z tym nie wyruszyli bronić stolicy. Dlaczego o tym mówię? Bo to są takie momenty, z którym mam wspomnienia i noszę je jak relikwie – kilka rzeczy jak zdjęcie mojego pradziadka na ścianie, stary obraz pradziadka, który ocalał na Żoliborzu, kilka książek, które babcia wyniosła na plecach jako dziewczynka, już półsierota, wychodząc do Pruszkowa z matką z Warszawy. Natomiast też wiem ile ludzi i spuścizny po nich po prostu zginęło, bo centrum zostało spalone i to daje świadomość szacunku do tego, co nam zostało. Zostali ludzie, zostały wartości, został świat przekazany, dziadkowie wychowali mnie według wzoru przedwojennego. Ja do siódmego roku życia miałam opowiedzianą całą „Iliadę”, całą ”Odyseję”, przeczytane wszystkie „Mity greckie” i wszystkie najważniejsze dzieła Sienkiewicza, Poświatowskiej oraz Baczyńskiego. Dziadkowie uważali, że młody inteligent Warszawski musi takie rzeczy wiedzieć, mieć i znać. Dziadek powtarzał z wielkim ubolewaniem, że nie doskoczył do poziomu swojego ojca, ponieważ jego ojciec znał na pamięć całego „Pana Tadeusza”, a on znał tylko ustępy. No i zawsze z wielkimi emocjami prosiliśmy z bratem: „dziadku, dziadku, ty nam odpowiedz spowiedź Robaka. Ten fragment i ksiądz Robak to była najbardziej niesamowita historia w „Panu Tadeuszu”. To był trochę taki dom, który gdzieś w emocjach i miłości zatrzymał się na świecie przedwojennym. Bardziej chyba na tej kreacji, którą się tworzy niż na rzeczach doczesnych, bo dorobek rodziny z dwóch stron spalił się z Powstaniem Warszawskim, natomiast potem dziadkowie zaczęli to odbudowywać. Ponieważ obydwoje byli molami książkowymi, babcia nie wydawała pieniędzy na kryształy i na futra, jak to mówiła z pewną kąśliwością na temat swoich koleżanek warszawskich. Wydawała na książki. W związku z tym powstała ogromna biblioteka, kilka tysięcy sztuk, uzupełnione  jeszcze moimi zbiorami i mojego męża. To jest to, co oni zdążyli pozbierać już po wojnie. A przedwojenne rzeczy niestety znikły…

Dziadek był, jak ja to mówię, oświeconym ateistą. Osobą, która z jednej strony nie godziła się z wizją kościelną i kraju, ale z drugiej strony twardo wmawiała dzieciom i wnukom, że mamy obowiązek i nakaz doskonałej znajomości Biblii, ponieważ nasz świat i kultura środkowoeuropejska jest na niej oparty. To jest zaczyn wielu rzeczy, które się dzieją – i historii, i kultury, w jakiej jesteśmy. Natomiast jednocześnie sam będąc oświeconym ateistą, nie akceptował wizji świata kościelnego, przy tym bardzo kochając księdza Tischnera i Twardowskiego. Jego maksyma życiowa pochodziła z ust księdza: „Najważniejsze to chcieć mieć sumienie”. To jest balansowanie na bardzo wymagającym sposobie życia. Mówił, że ponieważ nie będę chodziła do spowiedzi, nie ma kogoś, kto by mi odpuścił moje grzechy. I że tu mam gorzej, bo każde łajdactwo, które w życiu zrobię, będzie się za mną ciągnęło i będę je pamiętać. To było podejście do życia bardzo świadome, odpowiedzialne, i wymagające od człowieka dużo więcej niż zrobić karierę i pójść po trupach. To takie niegłoszone współcześnie podejście do życia.

Konie, malarstwo i film, to zdaje się najważniejsze pasje Twojego życia…

Tak! W którymś momencie wyszło, że konie zawładnęły światem, a malarstwo zajęło miejsce filmu czy sesji zdjęciowych. To są bardzo zbliżone światy, bo we wszystkich rzeczach, które robię, liczy się to, co przekazała mi moja przyjaciółka i także mistrz artystyczno-duchowy Anna Dębska, rzeźbiarka pokolenia mojego dziadka. Jest to osoba zapomniana, natomiast doskonała animalistka. Niesamowicie niepokorna istota, która w latach komuny, gdy nie można było hodować prywatnie koni arabskich, miała drugą w Polsce prywatną stadninę tych koni. Uparła się, że będzie miała te konie i miała! Ania zawsze mówiła słowa Xawerego Dunikowskiego, że:

Najważniejsze są: kolor, forma, rytm i dynamika tego, co się tworzy.

I tak naprawdę, to tyczy się wszystkiego. To się tyczy obrazu, wnętrza, projektu ogrodu, ale także kostiumu, który tworzymy. Zapewne stylizację też można podciągnąć pod kostium i mamy spójne punkty, w których coś musi być najważniejsze w tym ubraniu, we wnętrzu, które tworzymy bądź w obrazie. No i wierzę, że to jest prawdą, a życie mnie utwierdza w przekonaniu, że tak musi być.

Gdybyś mogła zamieszkać w obrazie, jakie to byłoby dzieło? A może to rysunek Twojego dziadka?

Może brzydko to zabrzmi, że byłby to mój własny obraz. Brzmi to bałwochwalczo, a wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że jestem najgorszym i najbardziej zajadłym krytykiem tego, co robię.

To jest w pewien sposób sensowne, bo mówisz, że kochasz wolność, a obraz to jest Twój świat, czyli byłabyś panią swojego własnego świata.

Tak! Najważniejsze dla mnie emocjonalnie, to są obrazy, które widzisz tutaj na wprost. Na kilimie krakowskim wisi mój obraz sadu, obok u góry jest obraz babci, a niżej jest obraz jej ojca. Jest to zamknięcie w pejzażu i w historiach malarskich trzech pokoleń. Dlaczego mój obraz jest mi tak bliski? Jest to ukochany widok z pracowni w Gniazdowie, ostatniej pracowni mojego dziadka. To był widok na bardzo stary i nieprzycinany sad. To są takie rachityczne gałązeczki, na których wtedy, gdy zaczynają wychodzić listki, to gdzieniegdzie błyśnie kawałek zieleni. I to był jedyny obraz, który, gdy stworzyłam, to zobaczyłam wzruszenie w oczach mojego dziadka. Po jego śmierci jedna z naszych przyjaciółek powiedziała, że on odszedł w ten obraz, patrząc na niego. Dlatego świat tego sadu jest dla mnie taki bliski, bo jest to „nasz sad”. Miejsce, do którego on trafił i ja w którymś momencie też trafię.

Wspomniałyśmy już o książkach. Masz dużą bibliotekę i widzę też piękne, stare oprawy. Co lubisz czytać? Jaki tytuł polecasz szczególnie, bo jest bliski Twojemu sercu?

Mam kilka książek, do których zawsze wracam, które zawsze są dla mnie aktualne. Tak samo mnie śmieszą i bawią. Nie ma jednego dzieła, które mogłabym wymienić. Mam coś takiego, że zawsze mam dużą ciekawość miejsca, w jakim jestem. Teraz mijają cztery lata, kiedy mieszkam na Warmii, więc jestem cały czas w tematach historii Prus, Warmii i warmińskości. Tych tematów zapominanych i niewspominanych po wojnie, czasów ziem odzyskanych, tego, co się dzieje tutaj. Mogę polecić doskonałą książkę „Poniemieckie” tym, których interesują tematy socjologiczne. Jest mi to też bliskie, bo dom, w którym mieszkam, był wybudowany w 1870 roku, czyli przede mną były pokolenia, które musiały stąd zniknąć. A my jesteśmy następnym pokoleniem, które w pewnym momencie zniknie, a po nas pojawią się nowi. To przemijanie jest dla mnie tematem, który mnie bardzo ciekawi. Z doskonałych książek mogę też polecić biografię Wandy Rutkiewicz albo Beksińskich. To są już dawniej wydane publikacje natomiast świetnie pokazujące niepokorne życiorysy niepokornych żywiołów. Jest tyle nowych i wartościowych pozycji, że szkoda mi wracać.  Może jeszcze częściej będę wracać tak, jak mój dziadek pod koniec życia. On wracał do „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna, uwielbiał Prusa i Sienkiewicza. Zresztą nowele Prusa, to była ostatnia rzecz, o którą poprosił żebym mu przywiozła do szpitala. Ja należę do pokolenia, które ceni sobie książki. A jak bym nie ceniła internetu, to w kwestii dokumentacji kostiumograficznej, historycznej i scenograficznej, jednak w książkach można znaleźć o wiele lepsze źródła, niż wpisując coś w Google. Dlatego mój księgozbiór jest podyktowany kierunkami scenograficznymi, końskimi czy to malarskimi, gdzie konkretne tematyki mam opracowane przez mądrzejszych od siebie.

Zwierzęta to czysty instynkt, są prawdziwe. Co Cię tak bardzo urzeka w zwierzętach? Jak serce skradli Ci „bracia mniejsi”?

Bracia mniejsi byli obecni od zawsze w naszych domach, bo nie było możliwości, aby zabrakło psów i kotów. Moją fascynacją od początku były konie. W nich najpiękniejsza jest autentyczność. Urzeka mnie to, że one nie udają, co szczególnie po wielu latach życia w dużym mieście, w świecie filmu i reklamy, bardzo szybko się potem wychwytuje u ludzi. U zwierząt tego nie ma, one nie będą udawały. Jednocześnie są bardzo zero-jedynkowe. My bardzo często hominizujemy zwierzęta, natomiast one są bardzo skrajne w swoich uczuciach i emocjach. Dla mnie niesamowite jest, co one dają. Dzięki nim wykonujemy nad sobą wielką pracę jako nad człowiekiem. Jeśli jesteś niepewny czy zestresowany, to zwierzę to wyczuje. Zwierzęta są papierkiem lakmusowym, który od razu wychwytuje emocje czyjeś lub moje własne. To jest fajne, natomiast jeszcze uwielbiam świat roślin i zwierząt za jego barwność. To jest to, co przenoszę na swoje płótna i grafiki. Połączenie fajnej bryły rzeźbiarskiej, zawsze doskonale łapiącej światło i cień, bo tam nie ma pomyłek, z doskonałymi kolorami. Kiedyś na początku mówili, że Wyczółkowski był taki dziwny, bo on malował niebieskie woły z pomarańczowym tłem. Jeśli ktokolwiek był na Ukrainie, to wie, że jak się wychodzi o świcie, to te woły tak naprawdę wyglądają. I ja to widziałam i zakładam, że to dalej można zobaczyć. To jest prawdziwość natury, która jest większa od tego, co tworzy człowiek, a potem i tak do tego wraca. Świat zwierząt jest doskonały i my dochodzimy do tego dopiero potem za pomocą szkiełka i oka. Czy to było z kwestią motoryki zwierząt, którą dopiero złapał nam aparat, czy tak jest z kwestiami następnymi, które odkryły bardzo zaawansowane sprzęty, typu budowa atomu, fraktalu, kolor. To są rzeczy bezbłędne i inspirując się naturą, możemy dochodzić do doskonałych rzeczy dla siebie. A czy my to wykorzystujemy potem w kwestii dobrego samopoczucia, wnętrz, kostiumu, a nawet makijażu, to zdajemy sobie sprawę, że każdy wybitny sięgał do tych samych źródeł.

A może jest w nich coś, co odzwierciedla Twoje alter ego?

Próbuję nie odnajdywać siebie i nie uczłowieczać tych zwierzaków, mimo że są mi bardzo bliskie. Staram się szanować ich odmienność. To jest też to, co kocham w ludziach, różnorodność ich typów i osobowości. Tak samo staram się w zwierzętach nie zmieniać ich osobowości i charakteru, lecz czasem trzeba go przytemperować, bo takie zwierzę może mieć pięćset lub siedemset kilo, swój wybuchowy charakter i brak obycia, a przez to być niebezpieczne. Staram się współdziałać i współtworzyć, a nie zmieniać na rzecz swoich oczekiwań i widzi mi się.

Czy w Twojej szafie też mieszkają zwierzęta? Włażą tam koty, śpią?

Nie, nienawidzę. Kocham czarne ubrania, dla mnie czerń jest niesamowitym kolorem. Jest bardzo symboliczna i elegancka. Daje doskonałe tło do wszelkich innych rzeczy i do faktur i do dekoracji. Choćby wielka, mała czarna, która należy do klasyki. Niestety z powodu psów i kotów mam tego koloru mało, bo on wyłapuje natychmiast wszystkie te kudły. Śmieję się, że mam dwie garderoby. Jedna jest stajenno-pracowniania, druga jest wyjściowa i nie da się tego połączyć. Moje życie też tak prowadzi, bo mój ukochany olejak i kalosze to jest doskonały strój do wyjścia na zewnątrz do mojej stajni i ogrodu, natomiast niekoniecznie sprawdza się w mieście.

Podobnie jak Ignacy Krasicki w bajkach, tak Ty w swoich pracach nadajesz osobowe cechy zwierzętom. Ściągasz od niego trochę czy wymyślasz nowe status quo?

To jest rzecz, która powstała sama. Obserwując zwierzęta, w pewnym momencie widzi się, że typy charakterów mają bardzo w pewien sposób zbliżone do ludzkich. Psychologia daje nam do zrozumienia, że nie jesteśmy wyjątkowi. Każdy z nas da się psychologowi czy coachowi zakreślić w pewne ramy. Zachowania dobry spec może rozgryźć i rozpisać na małe kawałeczki, które będą spójne dla kogoś innego w naszej cywilizacji. Tak samo dzieje się u zwierząt, one mają często swój charakter, natomiast są też bardzo „ludzcy”. Są te, które są śmieszne, antypatyczne, czy despotyczne. Mam taką jedną klacz w stadzie, która jest absolutną despotką. To jest Katarzyna Wielka, ona tutaj rządzi prawie rozlewem krwi, bo musi być wszystko tak, jak ona chce. A jest też inny, który jest pozbawiony zupełnie cech dominacji i jest przyjacielem dla wszystkich i jest wszystkim życzliwy. Patrząc na nich i wyciągające pewne cechy można znaleźć podobieństwo do ludzkich. Ludzi nie lubię portretować nie z braku sympatii do człowieka, bo ludzi bardzo lubię. Może to poświadczyć moje duże grono przyjaciół, domowników, a także satelit mojego domu. Natomiast kiedyś zrobiłam portret kobiety, którym ja byłam zachwycona i inni pod kątem warsztatowym, a ona nie. Znalazłam coś, co mi się w niej podobało i to uwydatniłam, a to było coś, czego ona w sobie nie lubiła. Zauważyłam w jej wzroku kawałek żalu, smutku, może rozczarowania i to mi dało do zrozumienia, że ludzie nie chcą, żeby w nich wchodzić za bardzo. A te zwierzęta z jednej strony dają możliwość psychologiczną pokazania pewnych stanów, tak jak kolory, które stosuję w obrazach. U mnie bardzo często jest dużo kolorów i to mocnych. Robię to świadomie. Nie muszę mówić wprost, co myślę i czuję. To daje miły moment luzu, że ktoś może, ale nie musi. A z portretem ludzkim jest jednak tak, że ja pokazuję, a w związku z tym obnażam. Może trzeba mieć więcej brutalnej pewności siebie, rozpychania się łokciami, żeby coś wokół siebie robić. Tak miał Picasso, który robił doskonałe rzeczy, ale nie liczył się z czyjąś wrażliwością i czy chęcią utrzymania w tajemnicy rzeczy prywatnej. Zwierzęta uczą posiadania swojego kręgu bezpieczeństwa. Teraz wirus nakazał nam mocno mieć większy dystans, jednak social media i życie publiczne powinno mieć sfery prywatne. To jest to, co ja mam z końmi, jak one chcą, to podejdą na pastwisku, jak nie chcą, to nie podejdą. A w związku z tym nie chcę nikogo do niczego zmuszać. To jest tematem i kluczem moich relacji ze zwierzętami, mam ich dużo wokół siebie i to je wybieram. Tak samo daję możliwość odnalezienia się w mojej pracy w kolorystyce, nastroju i klimacie. Ktoś powie: „to jest mój obraz, moja grafika, moja bajka”.

Jesteś żywym dowodem na to, że marzenia się spełnia. Głośną stolicę wymieniłaś na zieloną, własną enklawę. Jak to się stało, że wybrałaś to miejsce na ziemi na swój dom, trochę jak w programie „Ucieczka na wieś”? Jakie przygody Cię w związku z tym spotkały?

Wiesz co? Marzenia się spełnia! Ja z jednej strony bardzo kocham historię i filozofię wschodu, mówiącą o tym, że mamy w sobie energię i potencjał, który powinniśmy rozwijać. O tym, że wszystko, co nas otacza, jest energią i jest źródłem niewyczerpanego potencjału. Współczesna psychologia mów to samo. Do momentu, gdy nie wiesz, że masz granice, to ich nie masz. To jest mi bardzo bliskie. Z drugiej strony też w którymś momencie życia całość we mnie zbudowało bycie zupełnie kimś innym niż artystką. Chodzi mi o bycie pijarowcem i marketingowcem. Najpierw była sztuka, a potem reklama. Po reklamie przyszedł czas na pijar i marketing, i tabelki excela, które są bezwzględne, bo dwa plus dwa zawsze musi być cztery. Dopiero potem wróciłam do siebie jako do artystki, natomiast w sposób kompletny.

Śmieję się, że z tymi marzeniami to jest takie połączenie mistycyzmu, medytacji, poszukiwania w sobie i we wszechświecie potencjału do wykorzystania z takim podejściem, że amerykańscy coachowie biznesowi mają rację. To znaczy, że marzenia to są cele do osiągnięcia. Jeśli wiesz, czego chcesz i masz determinację,  jesteś w stanie osiągnąć swoje cele. Tutaj dochodzimy do następnych tematów, jak ta determinacja jest duża, w jakim stopniu twoje cele do osiągnięcia są w zgodzie z twoim wnętrzem i wartościami. Moje na szczęście były. Choć ja się śmieję, że wśród tych wszystkich programów pokazujących jak wygląda życie na wsi, powinno się jeszcze stworzyć takie, które są anty poradnikiem, pokazującym jak wygląda dochodzenie do życia na wsi w sposób normalny. Prawdziwe życie na wsi daje w tyłek i każda pierwsza zima na wsi daje w tyłek równo, będąc najzimniejszą z możliwych. Już teraz stworzyłam świat, który jest miły, komfortowy i mi przyjazny, lecz tak jak każdy, kto nie wygrał milionów w totolotka, ani nie ma bardzo bogatego tatusia, dochodziłam do takiego życia zaczynając od przymarzania w zimie, spania w dwóch swetrach pod dwoma kołdrami i z psem, żeby nie zamarznąć. Jak mówi jedna z moich przyjaciółek, to są takie rzeczy, że trzeba je zapamiętać, a później się z nich śmiać. To musi być kwestia wewnętrznej determinacji, że ja wiem, po co do tego idę. Życie na wsi nie jest sielanką. Wszystkim, którzy mówią, że życie na wsi to jest slow life, od razu cytuję mojego męża, który cedzi przez zęby z lekką nienawiścią, że slow life, to on miał, jak złamał nogę i trzy miesiące siedział w domu z nogą złamaną na krześle. Życie na wsi nie zna czegoś takiego jak slow life, natomiast jest w którymś momencie bardzo spójne i łatwe. Jak pozbierasz drewno na zimę, będziesz miał ciepło. Jak zrobisz zupę, będziesz miał pełen brzuch. Jak pozbierasz zioła, będziesz miał herbatę ziołową. W którymś momencie to się robi oczywiste, a na początku jest dziwne. Szczególnie dla człowieka z miasta, mieszkasz w bloku – masz ciepło, masz ciepłą wodę, dachówka się nie przesuwa, w związku z tym nie pada ci z sufitu, jak jest deszcz.

Pamiętam taki moment, kiedy wyszła książka „Alchemik” Paulo Coelho, i choć teraz niektórzy uważają, że jest taka ograna prawie jak disco polo, to dla mnie była odkryciem. Ktoś głośno powiedział, że jak będziesz szedł za swoimi marzeniami i zaufasz swojej wewnętrznej intuicji, to dojdziesz do miejsca, do którego powinieneś dojść. Clou opowieści jest nadal aktualne. A czy dojście do marzeń jest łatwe? Myślę, że w żadnym wypadku. Wszyscy, którzy dochodzą do swoich wielkich celów, powiedzą ci, że to nie jest podróż z punktu A do punktu B. Po drodze były krachy, rozczarowania, rozpady związków, rozpacze i smutki. I tak to wygląda, tak samo wyglądało w pewnym momencie dochodzenia do tego, jak żyję. Rodzina warszawska stwierdziła, że zwariowałam i że mi się w głowie pomieszało, że sobie wymyśliłam, że będę żyła na wsi, że sfiksowałam totalnie. A teraz kiedy okazało się, że jest kononawirus i ja z moją przestrzenią, gdzie mam sąsiada kilometr ode mnie, mam zupełnie inne podeście do tego problemu niż ludzie, którzy są zamknięci w dużych miastach. Ja, która mam konie i przez ostatni miesiąc musiałam wstawać o trzeciej w nocy, ponieważ dwie klacze spóźniały się z terminem porodu, a więc trzeba było wstawać i sprawdzać, czy się nie zaczęło. W takim przypadku nieważne jest czy jest pandemia, czy nie ma. Musisz wstać w nocy i zobaczyć czy nie rodzi się nowe życie, które potrzebuje twojej pomocy. Spełnienie moich marzeń dało mi to, że mam zupełnie inne podejście do pewnych spraw. Moje życie nie zatrzymało się przez wirusa, bo tworzyć i malować muszę tak samo. To, co mnie otacza ma taki sam rytm cały czas.

Co Ci daje wolność i przestrzeń?

To, gdzie jestem. To natura, którą sobie wybrałam zamiast miast. To nie jest tak, że zdziczałam zupełnie. Lubię jeździć do miasta, ale zobaczymy, jak to będzie wyglądało teraz. Kwestie zwiedzania i otwartych granic są pod dużym znakiem zapytania. Nie boję się miasta i cywilizacji, a zielona przestrzeń natury daje mi poczucie wolności i niezależności.

Jak znaleźć w sobie odwagę do realizacji wielkich marzeń?

Z tymi marzeniami jest tak, że trzeba potrafić się wsłuchać w siebie i nie bać się stworzyć nowego obrazu. Jest takie zdanie mojego przyjaciela, zresztą malarza, którego uwielbiam – Bogusława Lustyka. On powiedział kiedyś najpiękniejszą rzecz, jaką usłyszałam o obrazach. Oglądając mój obraz, który się dobrze zapowiadał czy zaczynał, powiedział; „nie bój się go zepsuć, żeby stworzyć coś ważniejszego, większego, mocniejszego”. Trochę tak jest też w życiu. To jest to, co psychologowie nazywają wyjściem ze strefy komfortu. Okazuje się, że za rogiem jest coś innego. Nie mówię, że każdy ma natychmiast psuć życie, które tworzy, bo nie. Życie, które nie spełnia naszych wewnętrznych oczekiwań i nie umiemy się ze sobą do końca porozumieć, wymaga skoczenia na główkę. To nie jest łatwe co powiedziałam. Błogosławieństwem wokół mnie byli dobrzy ludzie. To byli ludzie, gdy mnie wspierali, gdy potrzebowałam pomocy, dawali mi inspirację. Mój wielki przyjaciel, bardzo mi bliski duchowo, mentalnie i artystycznie,  Darek Miliński, mówi, że bycie artystą to świadomość, że masz skrzydła, a potem umiejętność skoczenia w przepaść z wiarą, że twoje skrzydła cię poniosą. Ja dzisiaj mogę powiedzieć, że jestem artystką, sprzedaje swoje rzeczy na całym świecie i na całym świecie mam swoje audytorium, które się tym interesuje i chce to kupować. Tak naprawdę ze sztuki żyję.  Śmieję się, bo z drugiej strony jak zaczynałam, wszyscy mówili, że to jest niemożliwe, bo nie żyje się ze sztuki i bycia na wsi. Jednak jakoś żyje się, tylko trzeba dać sobie przestrzeń do wiary w siebie. Trzeba szukać wewnętrznego głosu, nie bać się wyjść ze swojej strefy komfortu. Jak to mówią mistycy wschodu i powtarzają też coachowie biznesowi: „oczy masz z przodu, żeby widzieć, dokąd idziesz”. Jeśli będziesz patrzeć cały czas wstecz, to w którymś momencie się wyłożysz, bo nie wiesz jakie kamienie masz przed sobą. To są słowa, które nie tylko trzeba usłyszeć, ale też zrozumieć w sobie, aby dojść do swojego marzenia. Ważne jest, by nie przywiązywać się do rzeczy, które dzieją się po drodze. To jest prawda, która mi się sprawdziła, dlatego dalej jest moją prawdą.

Podświadomie wierzę, że wszystko, co dzieje się w naszym życiu jest po coś. Rzeczy, które w tym momencie są dla nas tragiczne, z perspektywy jakiegoś czasu widzimy, że musiały się zdarzyć, bo nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy teraz. Tak było z moim wyjazdem do Irlandii. Po śmierci mojego dziadka okazało się, że muszę to zrobić, by mieć na życie i studia. Do dziś pamiętam gula w  gardle, którego miałam, składając podanie o urlop dziekański na grafice. I myślałam: dlaczego ja?, która się dostałam na studia za pierwszym razem, a było czternaście osób na jedno miejsce, mam świetne wyniki i tak mi dobrze idzie, muszę to robić. Wydawało mi się, że jadę pracować przy koniach jako tak zwany zwykły berajter, czyli objeżdżacz koni. Potem się okazało, że to była niesamowita historia w moim życiu. Nauczyłam się perfekcyjnie języka angielskiego, co dzisiaj daje mi możliwość swobodnego konwersowania z ludźmi z całego świata, komunikowania się. Nie boję się mówić tym językiem. Nawet jeśli wiem, że czasem mówię bardziej w swoim narzeczu, to mam luz komunikacji. Gdybym nie wyjechała do Irlandii, pewnie bym tego nie zdobyła. Pojechałam na inny koniec świata, nie znam tam nikogo, a bilet powrotny miałam kupiony za rok. W związku z tym, gdyby cokolwiek się wyłożyło, mogłam zostać na ulicy. Okazało się jednak, że działo się super. Poznałam nowych ludzi i zyskałam nową perspektywę świata. Nauczyłam się tam tego, czego my tu w Polsce nie mamy. To jest moje „dworkowe życie”, które we mnie zaszczepiła Irlandia. Oni, którzy nie mieli po drodze problemu takiego jak komunizm, który zmiótł z historii, kart i z rzeczywistości pewien styl życia. Oni cały czas to mają. W którymś momencie, gdy się wypaliłam artystycznie jako człowiek reklamy, przyszedł taki dzień, gdy nagle stwierdziłam, że nie ma to już dalej sensu, bo przestałam mieć dreszczyk emocji i zaangażowania. Wszystko, co robię przy produkcjach, jest związane z tym, że jestem skrupulatna, doskonała, dokładna, natomiast nie było już w tym iskry bożej. Nie ma tego entuzjazmu i błysku. To już nie jest radość, że spotkam nowego człowieka i ubiorę, wykreuję nowe wnętrze. Stało się na zasadzie no dobra, trzeba załatwić następne cztery lampy i dwie kanapy załatwić. Dlatego stwierdziłam, że muszę coś zmienić i poszłam w stronę marketingu i pijaru, którego nauczyłam się, siedząc w hotelarstwie. Bez niego, dzisiaj mogę powiedzieć, nie byłabym w stanie pociągnąć swojej kariery artystycznej. To mi dało dystans, bo wiedziałam, że są tabelki exela, które się muszą zgadzać. Praca artysty nie czeka na wenę. Ja codziennie mam osiem godzin do odrobienia w pracowni. Dlatego mam swoje sukcesy, że tak do tego podchodzę. Kiedy się idzie na Akademię Sztuk Pięknych, normalnie się tego nie mówi. Wszystkim się powtarza – zostaniesz wielkim artystą, zostaniesz w leksykonie sztuki, będziesz drugim Pablo Picasso. Nikt nie mówi, że oprócz talentu jest potrzebna pracowitość i konsekwencja. Wszystkie rzeczy, które po drodze zdawały się dla mnie bolesnym ciosem, okazywały się z perspektywy czasu sukcesem.

Mieszkając na wsi i zajmując się tą całą menażerią, musisz być dzielna. Jak to łączysz z kobiecością? Jak postrzegasz kobiecość?

Kobiecość to jest dawanie życia, natomiast w moim przypadku rozciągnęłam sobie to na różne działy. To dawanie życia sztuce i światu, jaki wykreowałam przez swoje wnętrza i ogrody,  przez stadninę, którą prowadzę. Kobiecość to dar tworzenia. A jaka ona jest? Zapewne bardzo różna… Dla mnie konie są inspiracją wielowymiarową, jeśli chodzi o formę dynamikę i szlachetność. Mam teraz dwie klacze z przychówkiem i ta kobiecość i macierzyńskość są inne. U ludzi naszej cywilizacji utarte jest, że kobieta nie powinna się denerwować, okazywać agresji, ale jak się zagłębiasz w filozofię wschodu, okazuje się, że jedną z głównych bogiń Panteonu jest bogini Kali. Jest to bogini wieloręczna, która jednocześnie daje życie i rodzi, a jak się wścieknie, to wszystko niszczy. W pewnych cyklach kobiecość i macierzyństwo nie są jedynie tworem fizyczności czy powabem łagodności. Są pierwiastkiem „daję i zabieram”. Kobieta ma w sobie pełnię. Jest energia męska i żeńska, rzeczy, które są dynamiczne i statyczne, a gdzieś musi być równowaga, aby te rzeczy istniały. W moim pojęciu jednak to wszystko też mieści się w nas kobietach. Trochę jesteśmy tą boginią Kali, która daje miłość i opiekę, a jak się wścieknie i ze środka brzucha jej zapłonie gniew, to zmiecie wszystko.

Kobiecość bywa czasem szorstka. I choć nie kojarzy się tylko z aktem narodzin, ale też tworzeniem i kochaniem, to po tym, co powiedziałaś przypomniałam sobie fragment historii św. Rity, która modliła się o śmierć swoich synów. To niecodzienna postawa. Jak popatrzymy na różne kultury, wiary i prawa przyrody to widzimy taki przykład odważnej kobiecości…

My kulturowo znajdujące się w tej części świata, wychowane w Europie,  mamy jak mówi Bert Hellinger historie, które niesiemy jako pamięć społeczną i pamięć naszych rodów. Ja się śmieję, że my tę mocną wersję kobiecości mamy gdzieś w sobie. Te francuskie metresy z piórkami na głowie były rozpieszczone, jadły ciasteczka i chodziły w krynolinach, a polskie kobiety to były kobiety, które od zawsze musiały brać na siebie wszystko. Polskie kobiety zostawały same z rodzinami i z dworami, z folwarkami, które musiały prowadzić, w momencie, gdy mężowie zostawali skazani na zsyłkę z Sybirem. To jest, chociażby przykład mojej prababci i babci. Ojciec zginął w Powstaniu Warszawskim, a one zostały we dwie. Babcia miała wtedy lat naście, a prababcia była przedtem osobą wychowywaną w rytmie, że to mąż utrzymuje dom. Nagle się okazało, że jedyny żywiciel rodziny znikł. A jest to nowy czas, nowa historia i idzie Polska Ludowa. Myślę, że te matki Polski przekazały nam kobiecość, która musi być zaradna. Co by się nie działo, czy to jest mąż, którego zabiorą. Czy to jest brak towarów na półkach, czy to jest jakakolwiek inna historia, to ta matka Polka musi przygarnąć jak kura pod swoje skrzydła nie tylko własne dziecko, ale cały świat wokół. Musi go chronić i dać mu ciepło. To jest kobiecość może trochę szorstka, ale bardziej taka, która nie ma czasu na zastanawianie się i tkliwość, z której by nic nie wynikło. Z jednej strony daję miłość, ale z drugiej muszę ogarnąć, nakarmić, zdobyć jedzenie. I mam na sobie obowiązki gospodarza, którego nie ma, a muszą się zaopatrzyć, aby cała rodzina przeżyła zimę. W naszym przypadku, gdzie ten biedny kraj był deptany z prawa na lewo co chwila, to kobieta i kobiecość musiały być bardzo silne. A potem ta Madonna, o której śpiewała Maryla Rodowicz, musiała dawać sobie radę.

Mimo obowiązków, podczas których występujesz w stroju wygodnym, wiem, że lubisz też ubrać się barwnie, sukienkowo, a nawet „malarsko”. Łączysz wzory, zakładasz chustę na głowę i nie boisz się mocnych kolorów. Czy  czerpiesz ze swoich talentów plastycznych, gdy się ubierasz? Jesteś przecież scenografką i kostiumografką!

Zawsze czerpię. Moja sztuka dała mi odwagę niebania się koloru także w sobie. To są inspiracje kulturowe, które są zaczerpnięte. Nie jestem Fridą i mam odmienny typ urody, ale to kobieta, którą kocham za jej barwność i za przeniesienie świata magicznego, który stworzyła w swoich obrazach, na jej życie. Kostiumografia dała mi to, że nie boję się rekwizytu. Uwielbiam kapelusze, czapki, chustki. Wszystkie te atrybuty dodające strasznie lubię, choć w naszych czasach nie nosi się mufek i nie używa wachlarzy.

A ja noszę! No wiesz… (Śmiech)

No widzisz, a ja zawsze mówię, że jedyna rzecz, której mi brak, to jest wielki wachlarz. To jest barwność, a ja lubię bawić się strojem. Pewne rzeczy życie na wsi i przy kocich łbach mi narzuciło, na przykład niższe buty, a uwielbiam obcasy. Potem się okazało, że mam żylaki, i wszystkie powyżej dziesięciu centymetrów leżą w szafie. Jeszcze się z nimi nie rozstałam i tak na nie patrzę, mówiąc; „może jeszcze”. Bardzo lubię szpilki i to jest dla mnie taki atrybut kobiecości w kostiumie, który mnie zawsze urzeka. Kocham też perełki przy szyi. Jest taka cudowna piosenka Młynarskiego o pani, która stukała szpileczkami o bruk. I to jest takie właśnie taki charm kobiecy, który mamy, mimo że wpadłam w Conversy, klasyczne mokasyny i płaskie buty. To jest taki nurt kobiecości, który mnie czaruje. Bardzo lubię szale, sukienki i spódnice, ale noszę je w dłuższym wydaniu ze względu na moje żylaki. My kobiety zawsze czegoś w sobie nie lubimy. Wiem to sama po sobie, zawsze miałam pretensje, że mam piegi, jestem gruba i duża, że nie ważę sześćdziesięciu kilogramów, tylko swoje siedemdziesiąt pięć. A teraz patrzę na zdjęcia i myślę: „jakie to jest piękne”! Piękne jest to, że jesteśmy różne, mamy swoje niedociągnięcia, jedna ma mały nos, a druga duży. W reklamie z jednej strony masz bardzo chude dziewczyny, a one są jeszcze odchudzane metodami graficznymi, a z drugiej dodaje się ciała. Na sesjach dzieją się śmieszne rzeczy. Pamiętam, jak kiedyś uczestniczyłam w sesji dla krajów arabskich. Z jednej strony jest opowieść o chustach, zasłoniętych twarzach i tak dalej, a z drugiej, jak już się mogą wyżyć, to wtedy w reklamie pani, która była modelką, miała wypchany biust i tyłek. Życie jest często sztuką kreacji i nawet jak na to patrzymy, to często nie mamy świadomości. W naszym świecie zatrzymujemy się na wizerunku, w jakim posługujemy się ringiem, żeby ładnie oświetlić twarz do selfie na Instagramie. Natomiast często nie mamy świadomości, że te rzekome perfekcje są stworzone i wymyślone na inne sposoby. Nauczyłam się życzliwości do samej siebie, a to jest rzecz, której nam trochę brak. Gdzie absolutnie mówię, żeby się zaniedbywać. Pytanie raczej brzmi – co idzie z nas samych. Bywało, że przechodziłam procesy czternastodniowych głodówek, które uważam za fantastyczne. Tylko powiedz, czy wychodzi to z twojego wnętrza, bo chcesz się wyciszyć i oczyścić także wewnętrznie, czy się głodzisz, bo masz obsesję, że nie zmieścisz się w sukienkę, która jest jeszcze zaniżona dwa rozmiary. O tym należy pamiętać. Kostium jest kreacją, w związku z tym można sobie dodać albo ująć. Polecam wszystkim czytanie o symbolice koloru. Kolory mają od lat symbolikę, którą ze sobą niosą. I każdemu życzę, żeby sobie coś takiego znaleźć i zrozumieć, bo potem robimy, nazwijmy to omsknięcia i ktoś nas nie rozumie, bo założyliśmy po prostu nie to, co trzeba. Ciemna czekolada to kolor fenomenalny, zawsze był kolorem wyciszenia, na przykład kolorem habitów…

To też kolor biedy, na przykład popularne nazwisko niższej warstwy w Anglii – Brown, stąd się właśnie wzięło.

Ważne jest to, żebyśmy sobie nie zrobili krzywdy, nieumiejętnie stosując barwy. To znowuż wychodzi z wnętrza czy obrazu, z których wychodzi coś, co musi być jednym punktem charakterystycznym. Zawsze myślę, że dobrze, jeśli w człowieku jest jeden ważny akcent. To jest coś, co mają francuski, one mają te czerwone usta, nawet jak nie mają całego makijażu. To są małe proste rzeczy, które gdzieś tam są hasłowe i warto sobie takie rzeczy oglądać. Ja lubię oglądać i modę i kreacje pod kątem socjologicznym, bo bardzo wiele rzeczy z tego wypływa. Często możemy komunikować pewne rzeczy ludziom w sposób bardzo delikatny, natomiast jeśli my mamy świadomość, które nitki pociągamy i dlaczego, to jest to takie działanie nie na siłę.

Ja bym powiedziała, że czasami wystarczy się od siebie odczepić.

To jest świetnie powiedziane! Mimo że ja tak bardzo kocham te polskie madonny, które są dzielne i dają radę, a nawet są super kobietami, to Irlandki czy Włoszki w swojej kobiecości są takie usadowione. A u nas jest takie czepialstwo. Jest takie paskudne polskie powiedzenie „kobieta kobiecie kobietom”. Coś w tym wszystkim jest, na przykład Joanna Przetakiewicz stara się z tym walczyć w Erze Nowych Kobiet i mówi, żebyśmy były wzajemnie dla siebie życzliwe.

Kostium jest też w pewien sposób elementem scenografii. Zresztą pisałam o tym pracę magisterską! Pomyślałam, że to jak się ubieramy, aranżuje przestrzeń, w której przebywamy. Określa ją, „upięknia”, „dookreśla” i dlatego wpływa na nasze emocje. Co Ty na to?

Na pewno wpływa. Ja wyprowadziłam się na wieś i mam wokół siebie tę przestrzeń większą i mogę ją aranżować. Przeszło mi to także w inne kierunki. Za czasów mojej babci nie interesowałam się ogrodem, a od kiedy zamieszkałam na wsi, sama zaczęłam grzebać w tych ogrodach. W tym roku doszłam do warzywników i sama robię własne inspekty. Mąż się ze mnie śmieje, że z jednej strony jest permakultura, a z drugiej latanie z kalendarzem księżycowym. Wierzę absolutnie w to, że muszą być sadzone wtedy, kiedy powinny.

To jest wszystko naukowo udowodnione, że to działa.

Ja też tak uważam. Jak wycinali drzewo na zimę, to ja się uparłam żeby to zrobić wtedy, kiedy księżyc maleje. Wtedy według teorii soki schodzą niżej, przez co drzewo było suchsze i bardziej energetyczne.

Tak samo w urodzie to działa. Jeśli księżyca jest mniej, to my też powinnyśmy sobie odejmować, czyli robić peelingi, oczyszczania, posty, głodówki, a jeżeli księżyca przybywa, to wtedy maseczka i dokładamy, nawilżamy, odżywiamy…

Ja w to wierzę. Żadnej swojej wiary i przekonania staram się nie narzucać, ale czasem trzeba wrzucić kamyczek do stawu i zobaczyć gdzie te kręgi się rozniosą i do kogo będą przemawiać. Lubię się dzielić swoją wiedzą i też tak na to patrzę. Jeśli już coś mówię, to z intencją inspiracji, może pokazania innej ścieżki niż ktoś by znalazł sam. Mnie też różni ludzie różne rzeczy podpowiadali, podtykali i dlatego jestem, kim jestem i gdzie jestem.

A tak jak mówisz wcześniej z kolorem, to podobnie mam w ogrodzie. Uwielbiam romantyczne białe kwiaty, ale mój charakter i osobowość to są wściekłe kolory. Przykładem są moje ukochane dalie. Teraz mi się porozrastały i mam ich piętnaście. Wszystkie są w kolorze wściekłej magenty, po prostu je za to kocham. Wykopywanie i wkopywanie to jest gehenna, bo jak się ma jeszcze inne kwiaty, to się po prostu umiera po wkopaniu tego wszystkiego w trawniki czy w grządki, ale to jest rzecz, którą lubię. Kreację z siebie przeniosłam na świat wokół siebie.

Czy kostium wpływa na zachowanie człowieka albo na jego tożsamość?

Jak najbardziej. Tego przykładem były moje projekty historyczne. Ubieranie ludzi w takie stroje daje im inne zachowanie i inny ruch. To wymaga innych narzędzi do użycia. Takim przykładem jest krynolina, która sama w sobie daje metr, albo i często więcej przestrzeni wokół kobiety, przez co ona zachowuje się inaczej. Wobec tego jej sygnały do ludzi wokół muszą być inne, sygnały innych wokół niej także. A w czasach ludwikowskich peruki. Przypominam sobie, że Kasia Lengren stworzyła taką fantastyczną historię dla dzieci „Król Bul”. Króla bolał ząb, a ponieważ był histerykiem i hipochondrykiem, cały dwór dostał histerii razem z nim, bo musiał wyrwać zęba. A jego żona miała na głowie nałożoną białą peruk, a tam był jakiś paw, jakiś okręt, coś takiego… W każdym razie klimat był taki, że ona ma zawsze bardzo dużo na głowie. Śmieszne jest to, że jak zakładasz taką perukę, to się okazuje, że się zupełnie inaczej ruszasz. Nie możesz być zgarbiona ani chodzić krzywo, bo wtedy cała peruka leci. Pamiętam też projekt, w którym przebieraliśmy ponad sześćdziesiąt osób w stroje z obrazu „Konstytucji 3 Maja” Matejki. Ludzie, którzy byli  na drodze zawodowej związani z bankiem. Nagle się okazało, że zwykli ludzie ubrani na co dzień w strój dress codu biurowego, a teraz ubrani w obcisłe spodeneczki, garsoneczki i wielkie żaboty, albo w stroje stricte szlacheckie, czyli duże futra, ciężkie płaszcze, zaczęli inaczej się ruszać, mówić i gestykulować. Kostium bardzo nam dużo zmienia, a więc świadomie z tego korzystajmy!

Co Ci daje optymizm i sprawia, że chce się rano ruszyć z miejsca, wstać z łóżka?

Ja się śmieję, że nie mogę nie wstać z łóżka, bo już sobie nawaliłam tyle obowiązków na głowę w postaci moich braci mniejszych. Czy chcę, czy nie chcę, muszę się podnieść i ogarnąć naście koni, psy i koty. Jak mój mąż jest w domu, to jest fajnie, bo mi pomoże, a jak wyjeżdża do pracy, to już o godzinie siódmej nie ma go w domu, więc ja zostaję sama z arką Noego. Nie narzekam, bo sama ich tutaj wszystkich sprowadziłam i sama to wymyśliłam. Optymizm daje mi taki wewnętrzny spokój, że jestem w tym miejscu i w tym czasie, w jakim chciałam być. Mimo że to nie jest tak zawsze fajnie, bo przychodzi zima i musisz co dwie godziny lecieć do pieca i coś wrzucić, żeby nie zamarznąć. Zima daje też inną termikę na wsi, to co dla mnie jest normalną temperaturą, to jak przyjeżdżają przyjaciele z miasta i mówią: „tu jest po prostu Syberia”. Taką moją radością jest to, że udaje mi się robić to, co kocham, żyć tak, jak chciałam i jeszcze do tego wszystkiego dawać radość i przyjemność innym ludziom. Miałam kiedyś zwątpienie jako artystka, ale też pewnie jak każdy człowiek, czy to co robię, ma sens. Wtedy w naszym małym Biskupcu spotkałam na swojej drodze kobietę, która prawdopodobnie była na którymś moim wernisażu. Ona mnie poznała i zapytała: Czy to Vera Kobylińska? Serdecznie ścisnęła mi dłoń i mówi: Jak ja bardzo pani dziękuję, za to, co pani tworzy, bo dzięki tym obrazom moje życie jest szczęśliwsze i promienniejsze, a ogólnie nie mam szczęśliwego życia. To, co robisz codziennie, nie robisz po to, by mieć tutaj Wielką Pardubicką i fajerwerki, że to wielka artystka. A gdy zwykły człowiek mówi Ci takie słowa, to czujesz, że wiesz, po co tu jesteś. Zawsze powtarzam słowa jednego z moich ukochanych polskich zespołów Raz, Dwa, Trzy:

Zapyta Bóg

w swym niebie

co dałem mu

od siebie

wierzyłem i

kochałem

i byłem tym kim chciał bym był

i żyłem jak chciał bym żył

i byłem kim miałem być.

Takie mam wrażenie, że jestem tym, kim powinnam być w tym momencie, jednocześnie zakładając, że zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jeśli chodzi o nasze drogi i ścieżki. Mówi o tym historia i choćby ziemia, na której żyjemy, czyli Prusy Wschodnie. Oni do czasów wojny nie uwierzyliby w to, co się stanie po wojnie. Ilu Warmiaków do dziś uważa, że zostali skrzywdzeni przez trzech mocarzy po drugiej wojnie światowej? To daje mi pokorę, że trzeba się cieszyć tym, co masz dzisiaj, bo jutro może cię nie być i możesz nie mieć tego, co masz. Miła jest świadomość, że jestem w miejscu, w którym być powinnam.

Życzę ci poczucia sensu i pewności, że jesteś na dobrej drodze, na której nie musisz się za siebie oglądać, tylko patrzysz pewnie w przyszłość. Żebyś dalej czerpała radość i czuła miłość od tych wszystkich zwierzaków, które są tutaj wkoło. Żeby twoja sztuka, twoje obrazy sprawiały, że czujesz się dobrze i wiesz, że to jest spójne z tobą. Żeby twoje życie było piękne, by było otoczeniem wymarzonym, wyśnionym. A tak modowo życzę ci wielu świetnych rekwizytów, które jeszcze wyłowisz na targach staroci i w butikach vintage. Dziękuję.

To ja ci dziękuję

Vera Kobylińska – Skończyła ASP w Warszawie, wydział Grafiki. Zajmuje się malarstwem, rysunkiem, rzeźbą, scenografią i kostiumografią. Najliczniej w jej sztuce pojawiają się zwierzęta, szczególnie konie („Końskie nie tylko nazwisko”, to także główny motyw twórczości artystycznej, jak i druga obok sztuki życiowa pasja – skutkująca posiadaniem własnej niewielkiej hodowli koni wierzchowych). Prace w zbiorach muzealnych m.in. Muzeum Marszałka Józefa Piłsudskiego w Londynie i w Zamku Książąt Pomorskich w Darłowie oraz w zbiorach prywatnych w Polsce, Francji, Niemczech, Szwecji, Irlandii i Ameryce.

Zainspirują Cię jeszcze:

Audiobook “Styl – sztuka pięknego wizerunku” MP3  i stylizacja online:

Izabela
Autorka Izabela Jabłonowska

Moją misją jest wspieranie innych poprzez mądrą, wartościową i wysmakowaną inspirację. Zwrócenie uwagi na szczegół, jakość, pochodzenie, historię. Ten blog może być dla Ciebie wartościowym miejscem, gdyż często słyszę od innych, że potrafię ciekawie opowiadać. Być może jestem jedyną w swoim rodzaju kobiecą wersją Hakawati, opowiadacza historii z powołania i przeznaczenia. Kiedy coś tworzę czuję radość, spełnienie, wolność. Uważam, że klasyka jest piękna, a być elegancką kobietą to znaczy mieć dobre maniery, a nie najmodniejszą parę szpilek. Dziękuję, że jesteście i mnie wspieracie, dzięki Wam mogę robić to, co kocham. Prywatnie jestem żoną i mamą 3 dzieci.

Do góry

Prawa do wszystkich publikacji i zdjęć na blogu należą do firmy Stylowa Moda Izabela Jabłonowska. Nie wyrażamy zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie w celach komercyjnych.

Zobacz także

Zobacz więcej

Newsletter

Stylowy, ekskluzywny, inspirujący

Dołącz do zainspirowanych czytelników i pobierz bezpłatnie ebook w formacie pdf lub epub "Styl - sztuka pięknego wizerunku". Zobacz dlaczego cenią go nawet eksperci z branży mody. Zyskaj więcej stylowych porad i wartościowej wiedzy, dzięki którym podrasujesz swój indywidualny styl.

EBOOK W PREZENCIE

EBOOK W PREZENCIE