Okładka pierwszego Vogue’a Polska – jestem za, a nawet przeciw

Codzienność
Izabela Jabłonowska
2 Komentarzy

Stało się to 13 lutego 2018 roku. Świat poznał okładkę pierwszego Vogue’a Polska, która przejdzie dla potomności. Najpierw szok… Potem ponownie szok, potem zaczęłam myśleć, gdy się pozbierałam nawet trochę ekscytacji z siebie wydobyłam. Dziś, gdy emocje trochę opadły 14 lutego o godzinie 7.50 patrzyłam zahipnotyzowana na okładkę, która jechała po taśmie przy kasie, by ostatecznie trafić do moich rąk…

Drogi Vogue, a może szlachecki dworek?

Czy okładka podobałaby się nam Polakom bardziej, gdyby sceneria zawierała pomnik na Westerplatte lub inne symbole polskości w architekturze, jak szlachecki dworek, katedra na Wawelu, Zamek Królewski?  A może naród zadowoliłby Teatr Szekspirowski w Gdańsku, gdzie mieściła się już w 1610 roku Szkoła Fechtunku lub Filharmonia im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie? Jako ciekawe i natchnione miejsce. Każdy obiekt może budzić swego rodzaju kontrowersje…

Vogue – symbole i charaktery

Na naszej, polskiej okładce, modelki pozują w klimatycznej, nieco filmowej scenerii. W tle widać dominujący Pałac Kultury i czarną wołgę. Wszystko skąpane we mgle, a może smogu. W sumie tak wygląda nasza rzeczywistość. Szara, jeszcze zimowa pogoda, wpływa na postrzeganie świata, a nawet inspiruje. Gwiazdami wydania zostały dwie znane polskie modelki, Anja Rubik oraz Małgosia Bela, która pełni magazynie funkcję Editor-at-Large. Samą fotografię wykonał słynny niemiecki fotograf Juergen Teller.

Dla mnie od początku było jasne, że bohaterkami pierwszej okładki powinny być Małgorzata Bela i Anja Rubik. Razem, jak nigdy dotąd – zachwyca się redaktor naczelny magazynu, Filip Niedenthal. Od dwudziestu lat jestem wiernym fanem Juergena Tellera. Marzyłem, by móc zaprosić  go do Polski i obserwować przy pracy. Spełniło się z nawiąz. Zrobiliśmy razem sesję, która na pewno niejednego zaskoczy.

Nie wiem czy to smog, czy w pamięci zaczajone Pustkowie Smauga przynosi mi tę myśl. Widzę na okładce ciekawe zderzenie „Pekinu”, budowli, która kojarzy się z czasami żelaznej kurtyny i wpływów Związku Radzieckiego, i która musi być w silnej pamięci rodziców modelek oraz światowej sławy modelki, które swoją karierę robiły „we wrogim”, trudno dostępnym świecie. A może to jednak lepszy świat wylazł na główne prowadzenie, bo budynek został z tyłu?

To na swój sposób fascynujące, że nagle wszyscy staliśmy się znawcami stylizacji, fotografii mody i wchodzimy w kompetencje redaktora naczelnego. Własną opinię fajnie i zapewne warto mieć, tak po ludzku, ale to nie znaczy, że się znamy na tej branży i robocie. A przecież, of course, znamy się wszyscy na medycynie, diecie, polityce, sporcie (szczególnie na telemarku), tańcu i kuchni. Takie jest nasze narodowe status quo. Zaobserwowałam ciekawe zjawisko, że ludzie z branżą mody nie mający do czynienia na co dzień, tę okładkę krytykują, wyjadacze zaś w większości chwalą. Co zrobić, może liczą na przyszłe łupy, wpływy bądź prestiżowe współprace?

Jednym estetyka zasugerowana przez Tellera odpowiada, inny twierdzą, że niekorzystnie utrwala stereotypy, bowiem nie ma zupełnie nic wspólnego z prawdziwym wizerunkiem Polski. Media społecznościowe szaleją. Ci, co choć trochę uśmiechają się do mody i ją obserwują, mogli zapewne przeczytać dziesiątki komentarzy na ten temat.

Vogue – estetyka czy jej iluzja

No cóż świat mody jest zmanierowany, żeby nie powiedzieć zblazowany! Często tak wygląda współczesna fotografia mody. I w sumie co z tego, że kierunek do którego ona zmierza zadziwia? Taka jest jego rola, tak samo, jak każdej dziedziny sztuki. To poruszenie, które nam gimnastykuje i stymuluje mózg, jest bardzo potrzebne. Daje siłę szarym komórkom, bo przecież każdego dnia jesteśmy starsi. Trochę w myśl zasady „use it or lose it”. Sztuka rozwija nas jako ludzi.

Sądzę też, że łamaniem kanonów powinni się zajmować ludzie, którzy te kanony znają. To co, że krzywo? Nie wszystko co piękne i czarujące jest proste. Dekonstrukcja lub asymetria mogą dawać szerokie pole do popisu twórcom. Osobiście prace Tellera mnie nie fascynują. Nie jest on jednak osamotniony w swych poczynaniach. Ikoną stylu spontanicznych zdjęć, przypominających fotografię mobilną jest Terry Richardson. Zanosi się na to, że takich sesji będzie produkować się coraz więcej. Otaczający nas świat ciągle przecież goni, być może jest to właśnie jego odzwierciedlenie.

Vogue – okładka, która mówi

Czy okładka ma wyróżniać się, grać kontrastem, opowiadać historię? Czy powinna raczej  cieszyć oko klasycznymi zasadami piękna? Dobro, prawda i piękno, niestety nie przebijają się we współczesnym świecie. I choć nie o zasadę tu chodzi, bo o tak wielkim zagadnieniu można zapewne stworzyć niejedną książkę, kontrolowany nieład nie jest zabiegiem łatwym do uzyskania przez laika. Poza tym nie wierzę wszystkim śmiałkom, którzy twierdzą, że robią takie samo lub lepsze zdjęcie odjeżdżając autobusem z Placu Defilad. To tylko przechwałki, a rzeczywistość jest bardziej wymagająca. Takie NIC często wymaga umiejętności i odwagi. Pretensje możemy mieć raczej do chirurga plastycznego, jak zrobi nierówny biust czy pośladki, albo do fryzjera, jak nierówno grzywkę podetnie.

Dlatego Filipowi Niedenthal, redaktorowi naczelnemu, gratuluję odwagi. Wiem z doświadczenia, że wybór dobrej okładki może spędzać sen z powiek. Dobra okładka bowiem nie jest dobra przez to, że jest smaczna, ale przez to że przemawia do wyobraźni i rozumu, jest przemyślana, a przez to sensowna. Czy okładka polskiego Vogue’a zaprosiłaby tylu ludzi do dyskusji, gdyby ukazało się na niej standardowe zdjęcie modelki, „wyfotoszopowanej” i w amerykańskim kadrze? Bylibyśmy również na tak i nie, w zależności od gustu, ale sprawa odbyłaby się bez mocnego echa. Pierwszy numer i jego okładka, ma szansę tylko raz zrobić takie wrażenie. Przez to jest zupełnie wyjątkowa.

Po latach wymuskanych i wychuchanych zdjęć, zaczęliśmy płynąć z nurtem, w których fotografowie odchodzą od technicznej perfekcji, styliści łączą skrajności, jak fashion street z Haute couture, a Photoshop nie jest już tak eksploatowany.  Zapewne o to chodziło twórcom sesji i głowom sprawczym pisma. Instagramowy styl jest swego rodzaju sarkazmem,  starannie przeliczonym na złotówki i szacowane zasięgi.

A tak WOGULE – ciekawość i radość

Czy cieszę się, że w końcu mamy Vogue’a? Bardzo! I to od dawna, kiedy tylko dowiedziałam się, że wejdzie do Polski czekałam niecierpliwie, aż to się ziści. Czy to jest historyczna chwila? Chyba mamy problem z zaburzeniem życiowych wartości, z językiem polskim, a może przywykliśmy już do wielce sensacyjnego języka mediów. Moda pociąga mnie na różne sposoby, ale historyczna chwila to raczej coś  większego kalibru, np. kiedy Polska odzyskała niepodległość, lub gdy weszła do Unii. Chyba, że mówimy to tylko w odniesieniu do kultury i branży mody w Polsce, albo przynajmniej z mrugnięciem oka i uśmiechem. Powinniśmy powiedzieć „historyczna chwila DLA…” W sumie to w takim kontekście wszystko może być historyczne, ale czystość stwierdzenia nie zakłada tylko faktu realności, ale nade wszystko znaczenie dla procesu dziejowego świata.

Tak więc jestem za, a nawet przeciw. A może odwrotnie? Pomyślmy… ZA stoi autentyczność, odwaga, rozpoznawalność, pomysł, opowieść, “medialność”, podniesienie rękawicy. To, że jednak taka okładka zostanie przez nas zapamiętana. PRZECIW, ponieważ zdecydowanie opowieść lepsza byłaby inna, bez kompleksów i z ładniejszą historią w tle. Nie z perspektywy niemiecko-rosyjskiej, ale polskiej właśnie. PRZECIW, bo nie jest to okładka, którą chce się oprawić i patrzeć bez końca. A szkoda, bo numer 1 ma wartość kolekcjonerską. Bez tych tytułów i zajawek artykułów ze środka, ładnie mógłby wyglądać w ramce na ścianie.

Chciałabym powiedzieć „ludzie, idźcie kupić Vogue’a, na żywo okładka wygląda lepiej niż w tych całych internetach”, ale nie wiem jeszcze czy warto, co jest w środku. Nie sądzi się książki, po okładce. Lecę zrobić sobie herbatę i zajrzeć do środka właśnie, bo nie mogę się doczekać. Poza tym, kochani, „jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy”. Przy tej okazji życzę Wam, a szczególnie sobie, z okazji dnia, co zawiera w sobie kumulację dobrodziejstw – środę popielcową, walentynki, ukazanie się pierwszego numeru Vogue’a i mojej wizyty u ortodonty – mniej histerii, a więcej radości i spokoju.

Dajcie proszę znać, co myślicie. Bardzo chętnie przeczytam Wasze komentarze.

PS. Wracam do tego wpisu po kilku godzinach. Napiszę tylko jedno. Rozprawiamy o burzy szalejącej nad okładką, tymczasem w środku czai się koszmarek. Jest nim ciąg dalszy sesji z Anją Rubik, wykonany przez tegoż samego fotografa. Dawno nie widziałam nic tak brzydkiego i nie rozumiem czemu to ma służyć. Na pewno nie na pokazaniu polskich znaków rozpoznawczych, jak twierdzi sam autor. W tej chwili nie rozumiem fenomenu Pana Tellera, dlaczego nazywany jest jednym z najwybitniejszych fotografów mody na świecie. W tym kontekście, cała sceneria z Pałacem Kultury zasmuca i zadziwia, chodzi o koncepcję. Siermiężny PRL, bida. Nie widzę mody, na zdjęciach dominuje ogromniasta kupa błota, brud ulicy, beton, a wszystko razem budzi niesmak. Daleko temu do sztuki Wabi- Sabi. Bo gdyby tak ktoś zrobił sesję Claudii Schiffer, przy pomniku antyfaszysty w Berlinie. Jedynym antyfaszyście, jako symbolu Niemiec, z wypiętym tyłkiem na czworakach, z workami ziemniaków czy maszyną do czyszczenia ulic … Jaki byłby tego odbiór? Trudno mi się dopatrzeć pozytywów, dlatego pominę sprawę zasłoną milczenia, bo nie będą chcieli mnie wziąć na okładkę… Ach jest plus, to ta inność. Może jednak zaistnieję w świecie mody. I da się znaleźć naprawdę wiele dobrych tekstów na pocieszenie.

Izabela
Autorka Izabela Jabłonowska

Moją misją jest wspieranie innych poprzez mądrą, wartościową i wysmakowaną inspirację. Zwrócenie uwagi na szczegół, jakość, pochodzenie, historię. Ten blog może być dla Ciebie wartościowym miejscem, gdyż często słyszę od innych, że potrafię ciekawie opowiadać. Być może jestem jedyną w swoim rodzaju kobiecą wersją Hakawati, opowiadacza historii z powołania i przeznaczenia. Kiedy coś tworzę czuję radość, spełnienie, wolność. Uważam, że klasyka jest piękna, a być elegancką kobietą to znaczy mieć dobre maniery, a nie najmodniejszą parę szpilek. Dziękuję, że jesteście i mnie wspieracie, dzięki Wam mogę robić to, co kocham. Prywatnie jestem żoną i mamą 3 dzieci.

Do góry

Prawa do wszystkich publikacji i zdjęć na blogu należą do firmy Stylowa Moda Izabela Jabłonowska. Nie wyrażamy zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie w celach komercyjnych.

Zobacz także

Zobacz więcej

  • Zdrowy Wieśniak

    Hahahahaha!!!!!
    “Dawno nie widziałam czegoś tak brzydkiego…” Bomba!
    Nie mam jeszcze gazety, ale ja także uważam, że zdjęcia Tellera są paskudne do granic. Znam je doskonale z niemieckiego Die Zeit Magazin. Znając Jego stylistykę należy uznać, że okładka polskiego Vogue to wyjątkowo piękne, estetyczne zdjęcie….
    Mnie okładka bardzo odpowiada, bo jest przełamaniem stylistyki lolitek, kokietek, porno-gwiazdek, w której to stylistyce często pokazuje się kobiety w takich pismach. Ta okładka to mocny statement. Jest tam ogromny symbol falliczny, który góruje nad Warszawą, ale jest on…krzywy. Bang!!!
    Te dwie kobiety na okładce to bodajże najpotężniejsze kobiety modelingu w Polsce (i nie tylko). To jest okładka o mocy kobiet. To przewrotne jak na magazyn o modzie, jeśli pomyślimy, w jakim kontekście świat mody często stawia kobiety. To jest puszczenie oka do publiki, wzięcie w nawias całego show-bizu. Ta okładka to intelektualny majstersztyk Tellera, ale też – Niedenthala. Jako naczelny pokazał nią swój stosunek do kobiet i do branży. Kocham Go za to!
    Jestem zachwycona okładką!

    • Izabela Jabłonowska

      Bardzo dziękuję za tę ciekawą opinię. Muszę przyznać, że jest ona zbieżna do środowisk feministycznych. Widać, że feministki tak widzą kształt Pałacu na okładce. W podobnym tonie uderzyła Manuela Gretkowska (przyznaję jednak, że nie jestem w stanie jej czytać, a w poglądach się bardzo rozjeżdżamy). Natomiast M.G. w sprawie okładki jest stanowczo na “nie”, a modelek nie widzi jako mocnych kobiet, wręcz przeciwnie. To, że dawno nie widziałam nic tak brzydkiego odnosi się do sesji ze środka z Anją Rubik, wg mnie poniżającej kobietę ogólnie jako istotę (te ziemniaki, góra błota, smutny pasztet, eh…). Nie służy to w żaden sposób na pokazaniu polskości i Polaków, a taki był zamiar autora. Chyba, że w sposób pejoratywny. Teller ma swój kontrowersyjny styl. Czy to jest intelektualny majstersztyk? No nie wiem. Sam przyznał w wywiadzie, że w tym chaosie, budach i Pałacu odnalazł energię. Widocznie, dla każdego energia oznacza coś innego, a ukazane symbole, choć powinny być jednoznaczne, odczytujemy różnie.

Newsletter

Stylowy, ekskluzywny, inspirujący