Przyjemności i tortury czyli domowy wellnes - Stylowa Moda

Przyjemności i tortury czyli domowy wellnes

Wellness
Izabela Jabłonowska
0 Komentarzy

O macie fakira, biopolach, dyfuzorach, bańce chińskiej, magicznym bursztynie i masażerach oraz po prostu o tym, jak zadbać lepiej o siebie.

Niedawno przeżyłam małe święto i wybrałam się do kosmetyczki. Robię to bardzo rzadko, raz na rok lub kilka lat, ale postanowiłam, że razem z córką zrobimy sobie babski dzień połączony z zabiegami, filmem „Chłopiec w burzy”, jedzeniem na mieście i przeglądem używanej odzieży, no i udało nam się upolować fajną sukienkę do przerobienia.

Moja nastolatka była u kosmetyczki pierwszy raz, zaproponowano jej laser węglowy i efekty są naprawdę świetne. Ja natomiast zdecydowałam się na medilift. Zajęła się mną sama właścicielka. Było mi miło porozmawiać z kimś o tak dużym doświadczeniu – kilkudziesięcioletnim. Dzięki temu postanowiłam wprowadzić do pielęgnacji niacynamid, bo trochę o nim zapomniałam, a dodatkowo przejść na przegotowaną wodę przy myciu i odświeżaniu skóry twarzy. Sądzę, że zrobię wpis o swojej obecnej rutynie pielęgnacyjnej, nie tyle skupiając się na konkretnych preparatach, co na zasadach i składnikach. Chodzi o to, co w niej jest najważniejsze.

Pani Ania zawołała nawet drugą kosmetyczkę by mnie zobaczyła, bo nie mogła uwierzyć, że wyglądam tak dobrze. Praktycznie nie mam zmarszczek i ludzie dają mi średnio 15 lat mniej, więc myślę, że choć nie jestem w tej dziedzinie ekspertem, to coś przemycę na Stylowym Blogu. Pasjonuje mnie bowiem zdrowy styl życia i pielęgnacja. Pani Ania powiedziała nawet, że będzie zajmować się moimi dziećmi, tylko żebym jej zdradzała i opowiadała swoje sekrety. Może zainteresują też Was. Zderzyło się to też z smsem od koleżanki, która twierdzi, że powinnam pisać poradniki na różne tematy, bo mam ciekawą wiedzę. Darujcie ten być może przydługi wstęp, jednak dzięki tej całej historii postanowiłam o tym napisać. Od czegoś trzeba zacząć.

Aromatyzer/dyfuzor olejków eterycznych

Sama bardzo lubię podglądać rzeczy, które kobiety wykorzystują w swoim domowym spa. Myślę tu nie tylko o kosmetykach, ale także masażerach, szczotkach, itd. To coś pomaga wprowadzić klimat relaksu do własnego zacisza i trochę zadbać o siebie. Wellnesowe gadżety w moim przypadku to przede wszystkim szczotkowanie i aromaterapia. Do tej ostatniej służy mi aromatyzer firmy Stadler Form. Jest to po prostu dyfuzor do olejków eterycznych, które zakraplamy do wody. Najczęściej włączam go wieczorem i pracuje całą noc, tworząc delikatną, pachnącą i uzdrawiającą parę. Zaznaczę od razu, że nie jest to nawilżacz powietrza. Nawilżacz, który też mamy, zużywa znacznie większe ilości wody. Olejki, które stosuję używam w zależności od nastroju i rodzinnego stanu zdrowia. Robę też mieszanki, pochodzące z przepisów Valerie Ann Worwood. Cudowny zestaw olejków w jednym produkcie znalazłam w produkcie kulowej marki Aromatherapy Associates. Wynalazłam go w TKMaxx, jednakże ich produkty znajdziecie w sklepach internetowych. Mój egzemplarz pochodzi z limitowanej serii i nazywa się „Me time”. Co prawda jest dedykowany do kąpieli, ale ma tak świetny skład, że używam najczęściej 1 kroplę do nocnej pielęgnacji…

Mata fakira do akupresury

Inny produkt to taka nowoczesna mata fakira. Medycyna chińska wykorzystuje metodę akupresury od kilku tysięcy lat. Mam trochę problemów z biodrami i ostrogi piętowe górne i dolne, więc szukałam naturalnej metody na złagodzenie dolegliwości bólowych. Mata daje jednak wiele innych wymiernych rezultatów, takich jak poprawa jakości snu i lepsze zasypianie, ujędrnienie skóry czy uspokojenie/odprężenie się. Dla mnie najtrudniejsze jest podniesienie się z tej maty. To moment, który boli. Na macie leżę około 20 minut, choć można znacznie więcej. Na ciele czasem nawet przez kilka godzin utrzymują się takie małe dziurki, odgniecione od ostro zakończonych kwiatów lotosu. Brzmi może groźnie, ale tak nie jest. Mata działa. Koi, masuje, uelastycznia, poprawia krążenie. Mat do akupresury jest wiele, ja z czystym sumieniem polecam Pranamat Eco.

Bańka chińska, roller, naturalne szczotki

Masaż bańką chińską stosuję tylko na brzuch i robię to sama, niestety nie jestem w tym regularna. Procedura wymaga czasu i skupienia. Skóra po trzech ciążach nie jest już idealna, ale nie mam też na co narzekać. Rozstępów brak i generalnie nie jest źle, ale mogłoby być lepiej. Tego typu masaż można stosować na całe ciało lub w czasie choroby punktowo w odpowiednich miejscach. Znane są w mediach zdjęcia zagranicznych gwiazd i modelek z siniakami po bańkach. Najlepiej udać się w tym celu do specjalisty, bowiem źle postawione bańki, mogą przenieść chorobę dalej, np. do płuc. W przypadku działania na skórę, też warto najpierw zgłębić temat i iść do kogoś, kto robi to zawodowo. Ja nie mogę stosować baniek do masażu nóg i rąk, bo moje siniaki są tak rozległe, że wyglądam wtedy jak ofiara wypadku. Uwaga: baniek nie ciągniemy na sucho. Każdy ruch musi być przemyślany, a skóra odpowiednio natłuszczona naturalnym olejkiem. Bańka silnie ujędrnia skórę, dlatego masaż bańską znajdziecie też m.in. w gabinetach kosmetycznych.

Roller stosuję najczęściej do masażu stóp, na udach nawet po delikatnym naciśnięciu mam sińce, dlatego go tak nie wykorzystuję. Szczotki do szczotkowania na sucho to niezbędnik w mojej łazience może już nawet od 10 lat. Niektórzy mówią, że szczotkowanie jest uzależniające i coś jest na rzeczy. Nie chodzi tylko o to, że to miły zabieg, ale też o to, że jak widzisz rezultaty, to koniecznie chcesz je utrzymać. Szczotkowanie ciała przynosi wiele benefitów dla skóry i dla samopoczucia. Nie tylko dodaje energii i pozwala się zrelaksować, ale też ujędrnia, poprawia krążenie i koloryt, dotlenia skórę, usuwa martwy naskórek, pozwala usuwać toksyny. Staram się szczotkować codziennie, wychodzi mi to różnie, ale zawsze jak zrobię dzień lub dwa przerwy to powracam do swojej praktyki. Polecam szczególnie tę zakręconą szczotę z naturalnych włókien agawy, a więc sizalową. Jest moim faworytem. To szczotka pochodzenia roślinnego.

Poduszka z łuskami i jedwabna, poduszka z bursztynem, maski na oczy

Mam „normalną” poduszkę, ale bardziej przydaje się pod plecy kiedy czytam w łóżku, natomiast śpię tylko na jaśku. Wykorzystuję naturalną poduszę Ballanssen z łuskami orkiszu. Podobno kupują ją tylko Skandynawowie, bo Polacy wolą grykę. Gryka jest wychładzająca, orkisz grzeje. Ot, cała filozofia. Ważne jest zapoznać się z właściwościami danego wypełnienia przed zakupem. Za głową mam malutką podusię wypełnioną bursztynem firmy I Love Grain. Bursztyn blisko głowy chroni przed działaniem pól elektromagnetycznych i żył wodnych. Do tego jest śliczna i milusia.

Z tej samej firmy posiadam poduszeczkę na oczy z ziarnem gorczycy przemieszanym z bursztynem, a od marki MOYE jedwabną maskę. Obydwie dbają o mój mocny sen, bo każde nawet najmniejsze światełko od razu mnie wybudza. Poza tym im jest ciemniej w pokoju, tym bardziej wypoczywamy i się regenerujemy, co jest potwierdzone naukowo. Dodatkowo jedwab korzystnie wpływa na cerę i chroni przed zmarszczkami, bo skóra się na nim nie gniecie. Natomiast gorczyca działa jak odpromiennik i biostymulator. Ma silne biopole i wpływa na układ immunologiczny organizmu.

Masażery do twarzy i przydatne łazienkowe drobiazgi

Codziennie robię masaż twarzy. Wielokrotnie pisałam o tym w wielu miejscach, dlatego nie zaskoczę Was swoimi masażerami. Czasem korzystam tylko z rąk, często jednak wykorzystuję naturalne rollery z kamienia lub guashę. Zabieg może trwać 2 minuty, a może być i 30 minut, jeśli np. w między czasie czytam książkę i się trochę zapomnę. Więcej o masażu przeczytasz tu – KLIK.

I na koniec niby nic wielkiego, ale będzie parę słów o przydatnych akcesoriach łazienkowych. Do pielęgnacji stóp i pięt staram się nie używać mocnych tarek. Robię to regularnie, w każdej kąpieli, ale bardzo delikatnie. Im mocniej ścierami naskórek, tym bardziej on narasta, grubszy i brzydszy. Dlatego nie ma co tak trzeć pięt zawzięcie. Raz do roku, najczęściej wiosną, stosuję maskę kwasową na stopy. Trzeba też pamiętać, że przy niektórych sportach, jak bieganie, skóra stóp nie może być złuszczona zbyt mocno, bowiem stanowi naszą naturalną ochronę przed pękaniem, pęcherzami, itd.

Miseczka silikonowa i pędzelek przydają się do masek glinkowych i alg. Zresztą pędzel możemy wykorzystać do większości masek. W zależności od ich składu i działania podejmuję decyzję jak mi wygodniej. Wmasowywanie preparatu z kwasami zwiększa ich działanie, dlatego zawsze czytam skład maski. A o tej porze roku najczęściej stosuję maski całonocne, które nakładam dodatkowo na krem.

Kessa jest tradycyjną rękawicą używaną w łaźniach Hammam do rytuału oczyszczającego z użyciem czarnego mydła. W sumie jeśli chodzi o właściwości, to działa podobnie jak szczotkowanie ciała. Używam ją jak mam dobrą wenę na dłuższą kąpiel. Nie zawsze w połączniu z czarnym mydłem, ale z naturalnym mydłem w kostce opartym na ekologicznych olejach, bo nie używam mydeł w płynie, aby ograniczać domowe zużycie plastiku.

Elektrosmog

Ważna jest też dla mnie wieczorna kwarantanna od monitorów. 2-3 h przed snem staram się mocno ograniczyć promieniowanie niebieskie z ekranów komputera i telefonu. I zawsze wyłączam ruter, a telefon kładę jak najdalej od łóżka! By wyłączyć budzik muszę zrobić kilka kroków.

Sądzę, że te wszystkie działania wpływają na moje codzienne funkcjonowanie i dobrostan organizmu. Na co dzień doświadczamy tak dzikiej ilości bodźców, zmęczenia i stresu, że nawyki, które dbają o ciało są po prostu niezbędne. Będzie mi miło jak dasz mi znać o swoim wellnessowym życiu. Napisz o swoich metodach i przyrządach, jestem ciekawa i czytelnicy Stylowego Bloga na pewno też.

Izabela
Autorka Izabela Jabłonowska

Moją misją jest wspieranie innych poprzez mądrą, wartościową i wysmakowaną inspirację. Zwrócenie uwagi na szczegół, jakość, pochodzenie, historię. Ten blog może być dla Ciebie wartościowym miejscem, gdyż często słyszę od innych, że potrafię ciekawie opowiadać. Być może jestem jedyną w swoim rodzaju kobiecą wersją Hakawati, opowiadacza historii z powołania i przeznaczenia. Kiedy coś tworzę czuję radość, spełnienie, wolność. Uważam, że klasyka jest piękna, a być elegancką kobietą to znaczy mieć dobre maniery, a nie najmodniejszą parę szpilek. Dziękuję, że jesteście i mnie wspieracie, dzięki Wam mogę robić to, co kocham. Prywatnie jestem żoną i mamą 3 dzieci.

Do góry

Prawa do wszystkich publikacji i zdjęć na blogu należą do firmy Stylowa Moda Izabela Jabłonowska. Nie wyrażamy zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie w celach komercyjnych.

Zobacz także

Zobacz więcej

Newsletter

Stylowy, ekskluzywny, inspirujący