Ważne, by w życiu być szczęśliwym - wywiad z Elżbietą Boniecką-Milowicz - Stylowa Moda

Ważne, by w życiu być szczęśliwym – wywiad z Elżbietą Boniecką-Milowicz

Podcast
Izabela Jabłonowska
0 Komentarzy

Rozmowa niecodzienna, bo tak ciepła i w życiowej prawdzie. Dlaczego? Bo to artystka wszechstronna – od obrazów, po szycie, biżuterię i buty, do projektowania wnętrz i współpracę z wielkimi nazwiskami jak Tadeusz Mazowiecki. Podróżniczka w czasie i w przestrzeni – od sztuki użytkowej po sztukę, która jest ucztą dla duszy. Koneserka piękna i miłośniczka małych radości jak dobra herbata czy spacer.  Kobieta z podwójnym ładunkiem z natury – łagodna i ekspresyjna zarazem. Znany reżyser Jerzy Hoffman mówi, że jej obrazy „bardzo mu się podobają”. W Stylowym Atelier mamy przyjemność wysłuchać Elżbiety Bonieckiej – Milowicz.

Zapraszam do zobaczenia zdjęć z naszego spotkania i wysłuchania nagrania. Poniżej znajdziesz transkrypcję wywiadu i uwaga petarda – notatkę wizualną, wykonaną przez samą artystkę. Rozgość się tu z nami!

UWAGA PREZENT! Jeśli chcesz otrzymać prezent od Elżbiety Bonieckiej-Milowicz, napisz komentarz na temat, co w rozmowie było najbardziej wartościowe dla Ciebie. Dwa, które się nam szczególnie spodobają – otrzymają Album. Czekamy na Twój ruch do 21 lutego 2020 r. 🙂

Jeśli Twoja firma/marka chce zostać sponsorem kolejnego odcinka lub cyklu, serdecznie zapraszam do współpracy.

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/><img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

<img scr="https://stylowamoda.pl/olsztyn-osobista-stylistka-zakupy-ze-stylistką-przeglad-szafy.jpg" alt="Zakupy-ze-stylistką-przegląd-szafy-analiza-kolorystyczna-kreowanie-wizerunku-warsztaty-stylu"/>

Strona artystki: www.art.milowicz.com/Elzbieta_Milowicz

Zdjęcia: Renata Orlińska

Gdzie można nas słuchać?

Wyszukując podcast w katalogu iTunes i Spotify./Wyszukując frazy „Stylowe Atelier” w Twojej aplikacji do podcastów na smartfonie./Na kanale You Tube./Na Stylowym Blogu, gdzie znajdziesz materiały dodatkowe, piękne sesje zdjęciowe, a czasem film.

Serdeczne podziękowania składam sponsorowi odcinka:

 

Dzień dobry. Dzisiejszym gościem jest malarka, rysowniczka, projektantka wnętrz — Elżbieta Boniecka-Milowicz. Absolwentka Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Gdańsku, uczennica mistrza profesora Kiejstuta Bereźnickiego. Twórczyni i członkini grup artystycznych “Try’Kot”, “Areszt Sztuki”, kuratorka plenerów malarskich i wystaw. Autorka makiety olsztyńskiego Starego Miasta. Wyróżniona przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego medalem Zasłużony dla Kultury Polskiej. Miesza ze sobą różne techniki — maluje obrazy olejne, akrylowe na płótnie, płytach, rysuje ołówkiem, piórkiem, maluje akwarele, wykonuje pastele. Tematy, które porusza, dotyczą wszystkiego, co nas otacza i integralnie łączy się z naturą. Brała udział w wielu wystawach polskich i zagranicznych — Kanada, Francja, Anglia, Azory, Portugalia, Niemcy, Szwecja, Włochy, Chorwacja, Dania. Współpracuje z wydawnictwami prasowymi. Przygotowuje także kandydatów na studia na Akademii Sztuk Pięknych i na Architekturę na Politechnice. 

Najpierw chciałam powiedzieć, jak do Ciebie dotarłam, a w zasadzie jak Cię poznałam. A było to tak, że u jednej ze swoich klientek, w sypialni wypatrzyłam obraz kobiety, który dość mocno ze mną rezonował. Dla mnie był piękny, dopracowany w szczegółach i miał tajemnicę. Koniecznie chciałam wiedzieć, kto jest autorem. Zapisałam sobie w notesie. W międzyczasie dowiedziałam się też, że prowadzisz zajęcia dla studentów, w których uczestniczył mój syn. Zrealizowałyśmy też pewien artystyczny projekt dla kolorowego magazynu, a teraz robimy ten wywiad. Ja osobiście uważam, że to jest bardzo szczególne i bardzo niesamowite, że poznał nas ze sobą obraz. I nawet magiczne na swój sposób. Czy Ty też tak uważasz?

Dla mnie to jest bardzo przyjemne, że akurat obraz, sztuka, którą ja tworzę, może być pretekstem do poznania kogoś. I że ten ktoś się tak zainteresował, że chciał mnie poznać. To jest taka ciekawa dla mnie droga, bardzo przyjemna, duży komplement. Bardzo mi się to podoba, odpowiada i chciałabym więcej takich osób, które chcą mnie poznać, dlatego że podoba im się moja twórczość. Każdy artysta tworzy w jakiś sposób dla siebie, ale też jest mu potrzebne jakieś uznanie, bo inaczej jakby się sensu nie widziało tego, co się tworzy, więc potrzebne to jest bardzo. A że ja jestem osobą, która za bardzo nie umie tym handlować i popularyzować, bo jakby się tym nie zajmuję. Ja po prostu tworzę, a cała reszta jakby należała do kogoś innego — ale nie należy. W związku z tym jest mi trudno tak sprzedać i się popularyzować. Jeśli ktoś mnie w taki sposób odnajduje i mnie poznaje, no to jest dla mnie bardzo przyjemne.

Dla mnie to było też wyjątkowe, że wchodząc do kogoś do sypialni, nagle takiego olśnienia dostałam. I ten obraz właśnie na tym etapie życia był może szczególnie cenny. To przeżycie, ten kontakt po prostu z tym obrazem, że to tak właśnie zarezonowało. I teraz tak się zastanawiam, bo mówi się, że czasami to jest tak z góry zaplanowane, że to tak ma być, że to takie przeznaczenie, nie wiem, na ile w tym prawdy…

Wchodzę w słowo, ale tak samo uważam, że jak ma się coś zdarzyć, to się zdarzy. Bo nie każdy do siebie do sypialni zaprasza gości, to jest bardzo rzadkie.

Ja oglądam szafy klientów, więc oglądam garderobę [śmiech].

Rozumiem. Rzeczywiście u tej osoby przechodzi się do garderoby przez sypialnię i chciał nie chciał napatoczyła się Pani na ten obraz. Ale to jest bardzo przyjemne i mówię — jak się ma zdarzyć, to się zdarza. I się tak zdarzyło, czyli tak miało być, taka kolej rzeczy.

Zacytuję Twoje credo: “Czerń i biel, walory szarości, kolor, uważna kreska, miękko, chwilami drapieżnie… różnie. Człowiek, nie na niby, z serca”. To nie tylko deklaracja, ale moim zdaniem efekt poznania siebie, tego, co jest dla Ciebie ważne.

Tak. To jest taki wiersz, to motto, które napisałam, będąc na Sycylii. I bardzo wypoczęłam, miałam czas, był to wieczór, zaczęłam coś pisać — zdarza mi się też pisać, ale to taka tajemnica, bo się za bardzo z tym nie obnoszę. Zaczęłam pisać, to był dłuższy wiersz i zaczęłam go tak okrajać, i okrajać. Do samej esencji doszłam. I stwierdziłam, że ta esencja, te parę słów, to jest właśnie to, o co mi chodzi, to jestem ja. Mnie się wydaje, ale skoro ja to napisałam, to jest takie najprawdziwsze, to, co ja czuję. Uważam, że to, co jest prawdziwe, to się zawsze obroni. Nawet jeśli nie jest tak doskonałe, ale jest prawdziwe, nawet te piosenki rapowe, które są takie czasami wulgarne i ostre, ale są prawdziwe, dlatego docierają do mas. Sztuka, która jest tak prawdziwie tworzona, to bez względu na jakość będzie do ludzi docierała. Natomiast jej jakość ma znaczenie. To już inni oceniają. Może być doceniania poprzez cenę lub popularyzację.

Jeszcze przychodzi mi do głowy, to słowo “różnie”.  Przypomina mi ikonę mody, którą bardzo lubię i obserwuję — Iris Apfel. W filmie, który o niej powstał  – “Iris”, mówi w nim takie słowa, że te różnice w modzie są ciekawe, a jeżeli wszystko wygląda tak samo, to jest nudne. Czy to też odniesiesz to sztuki?

Tak, to ja bym się z nią zgodziła. Zresztą w ogóle w sztuce troszeczkę jakiegoś zadziora, pazura muszę zastosować, bo mi się wydaje, że wszystko takie ładne, piękne typu Barbie, która jest taka klasyczna, ale to jest nudne, nie ma tego czegoś. Musi mieć to coś, głębię, pazurek, zadzior. Ja bardzo lubię stylizowane wnętrza, ale lubię czasem czymś prymować nowoczesnym albo odwrotnie — nowoczesne wnętrza, ale wstawić coś stylizowanego, starego. I to jest intrygujące, we wnętrzu. Natomiast w obrazie tak samo. Gdzieś stosuję te suche badyle, niektórzy mówią, że są brzydkie, ale dla mnie nie są brzydkie, są konstrukcyjne. Tak jak drzewa, które mają swoją konstrukcję, a wiosną dostają pięknych liści, kwiatów i wszystkiego. Mnie ta konstrukcja interesuje, bo ona jest tym trzonem, który buduje to coś. Tak samo my, ludzie, też mamy konstrukcję. Człowiek jest bardziej złożony, ma konstrukcję sztywną, szkielet, mięśnie, ciało, skórę i jeszcze ubiór na wierzchu, o którym też mówimy. Te warstwy tworzą postać, tworzą człowieka, zwierzęta i rośliny, to jest to, co żyje. Jest zawsze skonstruowany i dopiero potem coś się dzieje. I teraz podoba nam się albo nie podoba.

Czyli taki budulec, taki klocek, który daje efekt jakiś.

Ta baza. Z kolei jeszcze ta prawda u człowieka, duchowość. Wszystko jest skomplikowane, nie takie proste. Wszystko ma swoje odcienie.

Co wpłynęło na to, że jesteś artystką? Czy pamiętasz, co Cię szczególnie kształtowało? Kto Cię inspirował do drogi, jaką wybrałaś?

Jeśli chodzi o mnie, bo nie wiem jak inni, ale ja się taka urodziłam. Od dziecka. W rodzinie nie było żadnych plastyków, artystów, nawet z innych dziedzin. Ja taka byłam, to było silniejsze. Od dziecka malowałam, rysowałam, bardzo to lubiłam robić. Nawet w konflikty wchodziłam z rodzicami, bo w toalecie całe ściany były obrysowane, boki mebli. Mama zmywała, to w pewnym momencie te obrazy wydawały mi się takie wyjątkowe, więc zaczęłam ryć w tych ścianach.

Muszę się przyznać, że to tak jak u mnie, nawet w szafkach w środku, jak już na wierzchu nie można było [śmiech].

To chociaż w środku. Więc ja tak uwieczniałam te swoje ślady, wydawało mi się wyjątkowe, one nie były, ale mnie się tak wydawało. Pierwszy rysunek, za który zostałam pochwalona, w domu był poczet królów polskich Matejki i przerysowałam Chrobrego. Pamiętam, że mama tacie powiedziała z takim uznaniem — zobacz, jak ona rysuje. Dla mnie to było bardzo ważne, ja się poczułam doceniona. Mama jeszcze tylko wróciła i powiedziała, żebym następnym razem nie rysowała na papierze w kratkę, tylko żebym wzięła czysty papier. I zaczęłam kopiować te twarze. Portrety to było pierwsze, co zaczęłam robić. Później, jak byłam troszkę starsza, to dostałam farby olejne. Od znajomych, którzy chodzili do liceum plastycznego dowiedziałam się jak je stosować. Blejtram pierwszy dostałam, wiedziałam coś o gruntach, gdzieś tam wiedzę pierwszą troszeczkę zdobywałam. I byłam cała szczęśliwa, że mogę malować i malowałam.

Przemalowywałam głównie portrety. Od tego zaczęłam. Nie bardzo wiedziałam, jak się za tą farbę zabrać, ale ktoś mi podpowiedział, jak punktowo, jak mieszać, jak robić i tak wypraktykowałam. W liceum już obrazy malowałam olejną farbą na blejtramach, one były lepsze lub gorsze. Potem na wszystkim, jakieś stare lniane firany nabijałam, wszystko szło na przemalowanie. Dużo malowałam.  Z tych prac nie mam nic, gdzieś to porozdawałam, ja nie za bardzo to ceniłam, wydawało mi się to wszystko próbkami. Potem w moim liceum gdzieś zobaczyłam moje prace na jakimś zjeździe, ale dużo rozdałam. To nieistotne, trenowałam, od tego zaczęłam, a potem pojawił się pomysł na pójście na Akademię. Dostałam się, wybrałam jeszcze wnętrza, nie tylko malarstwo, bo bardzo też lubiłam wnętrza. To takie dwa tory, które mnie interesowały w życiu. Zrobiłam wszystko, żeby się tam dostać, zdobyć trochę wiedzy na ten temat. I całe życie pracuję. Równolegle maluję i projektuję wnętrza i to jest to, co mnie interesuje. Uważam to za wielkie szczęście, że od razu wiedziałam, jaką drogę wybrać. Uważam się za wielką szczęściarę, że tak mi się udało. Fakt faktem, że robiłam wszystko, żeby tak było, czyli walczyłam, żeby być na tej uczelni, żeby ten zawód móc uprawiać. Nie każdej kobiecie się tak udaje. Kobiety się poddają czasami, są różne przeszkody w życiu, które uważałam, że nie mogą być moimi przeszkodami, że muszę to jakoś wszystko zgrywać — super organizacja. I wtedy jakoś to się udaje. Często nocą praca, a w dzień obowiązki. Tak było. Już wyrosłam z tych obowiązków wielu i teraz mogę troszkę swobodniej, na spokojnie robić to, co lubię.

Myślę, że to dotyka nie tylko artystów, ale w ogóle kobiet, które żyją w takim świecie, gdzie jest ta gonitwa i muszą godzić różne role życiowe i z jednej strony chcą realizować siebie, a z drugiej taka przyziemność gdzieś nas dotyka i stajemy na uszach, żeby gdzieś tą cząstkę swojego JA znaleźć. To chyba bywa trudne.

Myślę, że tak. Znam też aktorki, które są znanymi, wielkimi postaciami, a wychodzą z teatru z siatami pełnymi cebuli, chlebów, masła i innych rzeczy, które je dotyczą tak samo, jak innych ludzi. Nam się wydaje, że są takie wyjątkowe. No są wyjątkowe w swojej sferze pewnej, a przyziemie, czyli życie, osadza nas w realiach. Może byśmy za bardzo bujały w obłokach, odpłynęły zupełnie, a tak się nie da.

Przypomina mi się jeszcze taka anegdota z Meryl Streep, która wraca po gali, pięknie ubrana, uszykowana i ze smutną miną mówi do męża: “Nie dostałam Oskara”. A mąż na to: “Co to za problem, kobieto. W lodówce mleka nie ma”. [śmiech]

[śmiech] I to jest życie. I to jest problem, to jest życie, mąż potrafi sprowadzić na ziemię. Tak jest.

Ale mentorzy się pojawiali? Byli? O Beksińskim rozmawiałyśmy. Czy to jest ktoś, kto kształtował Twoją twórczość? Inspirował Cię jakoś szczególnie?

Ja myślę, że inspirował. Czy kształtował? Ja go odkryłam dosyć wcześnie, chyba będąc w liceum. Przeczytałam jakiś artykuł w piśmie pewnie ze sztuką związanym. On jeszcze mieszkał w Sanoku, jeszcze nie był takim znanym artystą, ale już na tyle, że artykuł był i to w takiej ogólnodostępnej gazecie. Ja przeczytałam i zobaczyłam zdjęcia jego prac i one mnie zachwyciły. Ja byłam widocznie wtedy na jakimś takim etapie i pod tym wpływem zaczęłam kopiować szkielety ptaków z książki do biologii, jakieś kompozycje robiłam z tego. Gdzieś mnie takie “gnaciaste” rzeczy zaczęły interesować. Nawet teraz się dziwię, bo byłam wtedy młodą, subtelną dziewczyną, bardzo pogodzoną ze wszystkim. A to, co ja zaczęłam wtedy rysować, bo to były rysunki piórkiem robione, to były, no straszne rzeczy. Jakby mnie psycholog wziął w obroty, to nie wiem co by o mnie pomyślał. To był szkielet z jakąś uwiązaną kulą, na nim podarte szaty, po prostu jedna makabra. Ale mnie wtedy akurat to w jakiś sposób zafascynowało. Nie wiem, czy on takie rzeczy robił, tylko to na takiej podobnej nucie gdzieś było. Dlatego zwróciłam na niego uwagę. On później inne rzeczy robił. Ja cały czas jestem fanką jego twórczości, rozwoju, znam jego twórczość po ostatni obraz, jaki namalował przed śmiercią. I mnie to odpowiada, łącznie z kolorystyką. Może ten okres najgorszy tych gnatów, trupów, taki grobowy w tej chwili może nie do końca. Natomiast kolorystyka, kompozycja — uważam, że bardzo fajnie, ja lubię. To mi odpowiada. Był taki moment, że podobnie gdzieś zaczęłam malować i kojarzy się to ludziom. Dzisiaj była pani, która też to rozszyfrowała błyskawicznie. Te obrazy są kompletnie inne, ale gdzieś ta kolorystyka, jakaś forma. Tu też jest mój obrazek, który też gdzieś ma te kolory, które można znaleźć u Beksińskiego i stąd się to kojarzy. Pomimo że ja go nie naśladuję tak dosłownie, ale to gdzieś jest w tej głębi, duszy obrazu. I rzeczywiście był taki cykl.

Potem się troszeczkę rozmodliłam w tym sensie, że zaczęłam poszukiwać innych technik, tematów, zaczęłam trochę upiększać. Właśnie weszłam w te kobiety, czyli powstał najpierw cykl “Natura”, który najbardziej się kojarzy wszystkim z Beksińskim. Potem powstał cykl “Kobieta metamorfozy”, gdzie ja w te bardziej drapieżne formy zaczęłam wplatać kobiety. Piękne kobiety, bo to na tym polegało. Delikatność kobiety gdzieś wplątana w kolczaste rośliny albo w pióra, jakieś miękkie, bardziej secesyjne formy, ale ona się gdzieś przeplata zawsze. Potem to przeszło nagle w ptaki. Powstał cykl “KURtura”, gdzie znowu zaczęłam te ptaki, potem formy lotne, “Ikar” powstał, anioły takie przetworzone, gdzie miały skrzydła, pióra wirowały, gdzieś w tę stronę poszłam. Później jeszcze inne techniki — weszła szpachla, wróciłam do pejzaży, ale już w inny sposób malowane. Chyba bawi mnie takie poszukiwanie.

Ja jestem takim ewidentnym twórcą, nie odtwórcą. Czyli ja mam na obraz ogólny zamysł i zaczynam go przetwarzać w trakcie, co z tym dalej zrobić. Czasami ogólny zamysł zaczyna zanikać i ja zaczynam widzieć w tym coś innego. Po prostu tworzę i nie wiem, w którą stronę to pójdzie. Na pewno nie przestanę. Tworzę małe formy, w domu mam mniejsze warsztaty, wszędzie mam jakieś warsztaciki. Teraz na przykład wpadłam na pomysł, zaczęłam robić grafiki, linoryty, żeby móc powielać to, co ja tak żmudnie wyrzeźbię. Ewaluuję, nie wiem na czym to stanie, na czym ja stanę, co mnie najbardziej zafascynuje. Uważam, że przyszedł już czas, żebym się troszeczkę uspokoiła i coś z tego wszystkiego wybrała i to coś rozwinęła. Tak myślę już o tym, ale zobaczymy, co będzie dalej, to jest taka wielka niewiadoma. Ale to jest fajne, że ja wiem, że jeszcze tyle jest przede mną, że ja jeszcze nie skończyłam.

Wiem, że to jest cecha osób długowiecznych, bo lubię o tym czytać, że one mają ciągle jakieś plany, te osoby, które ponad 100 lat żyją.

Tak? O mój Boże! [śmiech] To jestem spokojna, nie muszę się spieszyć. [śmiech]

Jeszcze dużo dzieł przed nami. Czego można oczekiwać od dobrego obrazu we wnętrzu?

Sam obraz powinien być dobry. I jeśli to mamy, to jeszcze powinien on pasować do tego wnętrza. Tak uważam jako wnętrzarz. Bo często się mówi, że sam obraz ma być sam w sobie ma być piękny i już ma wartość. Ale mi się wydaje, że dobre wnętrze, przecież mamy do dyspozycji nieskończoną ilość obrazów, to można obraz dopasować. Bo zepsuje się obraz, jeśli wnętrze będzie dominowało albo zahuczy, albo zagniecie, albo przygniecie ten obraz i wtedy go szkoda. Albo odwrotnie, że dominuje wnętrze. To trzeba wszystko zgrać. Jak wszędzie, to umiar jest wskazany. W ubiorze trzeba mieć umiar i tak samo tu, chyba że przepych jest pomysłem na coś, ale wtedy to musi być czytelne. Trzeba widzieć zamiar wnętrza i zamiar obrazu. Ja uważam, że powinien pasować i wtedy to jest dobre. Dobry obraz w dobrym wnętrzu dobrze dopasowany — jest wszystko dobrze.

Jak nie mamy pomysłu, jak się ubrać, to też można sobie powiedzieć takie baroko rokoko [śmiech].

Można stosować różne metody albo grzecznie i jedną rzecz mocno. Na przykład mocne korale u kobiety. Mężczyzna ma dużo prościej. Ja zawsze mówię, że być kobietą to sztuka. Tyle mamy w sobie tych wariantów — sportowe, na co dzień, od święta. Tyle możliwości w butach i biżuterii, i w ubiorze. Raz bardziej na chłopczycę, raz bardziej właśnie sukienkowo i barokowo, i koronkowo. I to teraz trzeba z sobą zgrać. Moja wnuczka się kiedyś pięknie ubrała. Było to bardzo zabawne, bo włożyła kalosze, do tego różową tiulową wielowarstwową spódnicę, do tego kurtkę ortalionową i kask na głowę. I uważała, że to pięknie. I stwierdziliśmy, że czemu nie? Tak jej się podoba, niech idzie. jeszcze może. To był taki pełen eklektyzm. Mieszanka wszystkiego.

W kontekście do tego, co mówisz, ale też do Twojej twórczości. Życie to: abstrakcja, surrealizm, realizm?

Życie jest piękne, od tego zacznijmy. Bardzo kocham żyć, uważam, że mi się wszystko należy z tego świata, bardzo się cieszę. Jestem osobą, która się urodziła, mam wrażenie, jakbym była nie z tej epoki, ale wcześniejszej. Natomiast w pełni używam wszelkich osiągnięć techniki i teraz już informatycznych. Uważam, że świetnie, że żyję w takim czasie, pralka za mnie pierze, że mogę się przemieszczać samochodem, mogę przelecieć na drugi koniec świata samolotem i to uważam za znakomite. Telefon, który mi służy do wszystkiego, komputer też, ja z tego korzystam. Na pewno są lepsi ode mnie w korzystaniu z komputera, ale wiele spraw mi komputer załatwia. Uważam, że jest oknem na świat. To urodzenie się w minionych wiekach, a jednocześnie korzystanie z tego co jest, to chyba związane jest z moim znakiem zodiaku, bo ja jestem rybą, a ryba płynie w dwie strony. W jedną stronę się cofam do lat minionych i jak widać bardzo lubię starocie, stare rzeczy, nawet stary zegarek noszę, który jest z 1883 roku. A druga strona rybki płynie do przyszłości. Ja tak muszę jakoś łączyć te dwie sprzeczności. Dwa zawody uprawiam jednocześnie. One oba są związane ze sztuką, tworzeniem i wymyślaniem czegoś, cudzych wnętrz i malowanie. Zawsze w dwie strony. Nawet jak jestem na przyjęciu, to nie wiem kiedy piję z dwóch kieliszków [śmiech]. Ja się na tym łapię za każdym razem, nie wiem, jak to się dzieje, gdzieś komuś podbiorę albo coś mi zostanie, coś nowego dadzą i ja za każdym razem ląduję — dwie ręce zajęte i nie wiem kiedy. Tak to jest.

Może czerpiesz z życia pełnymi garściami po prostu. Trochę belle epoque? Secesja? 

Secesja mi się bardzo podoba. Lubię ją i czuję. W niektórych moich pracach to widać. Ten czas jest taki… z wielu powodów jest ładny. Podoba mi się ta miękka linia, forma, w architekturze, w obrazach. Ale też i czas, kiedy to się zdarzyło, czyli czas rozwoju, techniki. Maszyna parowa została wynaleziona, co spowodowało ogromny rozwój techniczny, powstały pociągi, można było podróżować, jechać w świat i czerpać inspiracje. Secesja jest ewidentnym wpływem gdzieś tam dalekiego wschodu na naszą sztukę. I to jest to. Jednocześnie ten czas i forma, więc to się wszystko tak razem zazębia.

Konstrukcja, ale też właśnie różne formy twórcze mają odzwierciedlenie w twoich pracach. Jestem ciekawa, jaką techniką najbardziej lubisz tworzyć kobiety? Czy wybór środka w jakiś sposób bardziej pasuje do przedstawiania kobiecości?

Najbardziej chyba lubię rysunek ołówkiem. To jest chyba coś, co najbardziej mi odpowiada. Jedynie tylko to, że z zewnątrz  słyszę, że on jest taki mało agresywny, mało widoczny, trochę mdławy. To próbowałam piórka, które są już bardziej kontrastujące z papierem, próbowałam kolor wprowadzić, ale jakby miała powiedzieć uczciwie co najbardziej lubię, to rysunek ołówkiem. On mi daje to, co w moim charakterze, nie ma bieli i czerni, są tylko same odcienie szarości. Dla mnie wszystko jest niejednoznaczne.

I czerwień.

A czerwień to lubię jako kolor. Bardzo lubię taką krwistą piękną czerwień, którą tam widziałyśmy w obrazie i mówiłam, że to właśnie ta czerwień musi być. Ten odcień czerwieni takiej krwistej, makowej, prawdziwej, czystej czerwieni. Taki nasycony. Nie przezroczystej, lazurowej, tylko musi być taka ciężka w nasyceniu. To lubię. Ale to jeżeli chodzi o kolory. Jest piękny, na mnie działa. Chyba działa na każdego, bo pobudzający jest. Tu też mamy piękną czerwień, kwiat, który nam się podoba. Gwiazda betlejemska ma piękną czerwień. Teraz w słońcu tak ładnie wygląda.

Taka aksamitna jest, też się zapatrzyłam. 

To jako kolor, ale technika, którą lubię, to jest rysunek. I chyba to tak zawsze było, że rysunek, który ma coś takiego w sobie, że można nakładać na papier, ale też można odejmować poprzez gumkę. I to daje taką wielowarstwowość czasami i można wykorzystywać rysunek, zgłębiać i zgłębiać. Lubię rysować. Dlatego tutaj jest zaznaczone, że jestem rysowniczką, bo rzeczywiście dużo rysuję. I właśnie te rysunki, które fotografowałaś z koleżanką, to są właśnie wykonane ołówkiem. Ale nie tylko, ja dużo technik stosuję. Farbą olejną bardzo lubię, ona ma jedną wadę — długo schnie — chociaż też są sposoby na to. Dlatego w pewnym momencie z wielkimi oporami przeszłam na farbę akrylową i maluję też akryle. Zaczęłam też szpachlę stosować w farbie akrylowej. Ostatnio zaczęłam też łączyć — najpierw akrylowa, potem olej, który ma dla mnie taką mazistość i głębię. To są różne etapy i momenty, w których maluję. Na przykład na plenerach muszę szybciej malować, bo potem włożenie mokrych obrazów, jeden jeszcze się udaje, ale kilka to już nie można złożyć ze sobą, chociaż też już odkrywam pewne patenty jak to zrobić, żeby mokre obrazy wieść. Tak że są różne sposoby na wszystko i człowiek, artysta, musi eksperymentować bez przerwy. Ja mam tam swoje własne jakieś patenty. Każdy z nas chyba ma. Też malujemy raz bardziej, żeby sprzedać, raz bardziej dla siebie. To jest wieczny dylemat artystów, co malować. Malować trzeba, żeby żyć, ale żeby żyć, to jeszcze trzeba malować, żeby się podobało i myśleć nie o sobie, a raczej o kliencie. A klient jest taki różny, że właściwie ciężko wcelować. Nie wiem, teraz jestem na takim etapie, że raczej myślę o sobie, co mi w duszy gra, bo wtedy jest uczciwie, prawdziwie, z serca i wtedy to też innych przekonuje. Nawet abstrakcja może się podobać, jeżeli jest taka płynąca z serca i taka uczciwa, prawdziwa. Ja to wyczuwam u innych. Inni, którzy nie malują może tego nie wyczują, a ci, co malują, wiele rzeczy wyczuwają. I wiem, że potrafią wyczuć, to co chciałam gdzieś tam ukryć albo co malowałam i co mi w duszy grało. Jestem czasami zaszokowana, że wyczuwają.

Ja bym powiedziała, odnosząc się do tego, co Ty wcześniej zdradziłaś, że jest w Tobie taka dwoistość, kontrast, może ten rybi kontrast, z tego względu, że masz taki miły głos, wydajesz się taką subtelną duszą, a jednak w tej twojej twórczości potrafi być taki dramatyzm, ostra kreska, jakaś taka niespokojność.

No i tak właśnie jest na co zrzucić. Rzeczywiście potrafię być i potwornie uparta, dzięki temu robię to, co robię. Dzięki temu oporowi. Ja sobie zdaję sprawę z mojego charakteru dosyć miękkiego, takiego, gdzie wyczuwam ludzi, jestem empatyczna. I łatwo jest mnie urazić. Ja muszę się jakoś bronić i tym uporem, że wiem, czego chcę, do czego dążę, o co mi chodzi, no, staram się i chyba dzięki temu trwam właśnie, dzięki tej dwoistości. Ten upór i wiedza, że wiem, czego chcę. Ja wiem, że niektórzy ludzie nie wiedzą i się wahają, mają dużo talentów, zdolności i kompletnie nie potrafią wybrać. Może za dużo.

Nie wierzą w siebie czasami. 

To jest właśnie… ja nie miałam wątpliwości. Mogę mówić bardziej o sobie, bo wiem, że gros osób zrezygnowało. Wiem, że są artyści, którzy chcą być artystami i są to ludzie zdolni, dostali się na akademię, kończą, a potem bardzo łatwo odchodzą od tego. Okazuje się, że wcale tego nie muszą robić, że wolą zarabiać pieniądze w innej dziedzinie. Pomimo że mi się różnie powodziło, to nigdy nie zrezygnowałam. Jeżeli mam zarabiać, to na dziedzinie, która mnie interesuje. Mogłam coś innego robić, ale jednak wolałam żyć skromniej, ale nie złamać siebie. Wydawało mi się, że jakoś sama siebie zdradzam w ten sposób. Okazywało się, że w sytuacji kryzysowej mogłam się zająć jakąś biżuterią, czymś, co było bliższe, też tworzyłam, tylko coś innego, co dawało mi jakieś pieniądze, ale jednocześnie było czymś, co mnie bardziej interesowało, niż sprzedawanie jeansów czy czegoś tam takiego. Nie wyobrażałam sobie, że mogę robić coś innego, co nie jest związane ze sztuką. Całe życie jakoś tak mi się udawało. Dostosowywałam się do sytuacji, nawet do ustrojów, które w ciągu mojego życia się zmieniły. I nie wiem, kiedy było łatwiej, kiedy trudniej, kiedy moje życie było inne, różne fazy przechodziłam, ale zawsze żyłam ze sztuki. Lepszej, gorszej, mniej, bardziej ambitnej, ale zawsze była to działalność twórcza.

Myślę też, że niektórzy może traktują twórczość jako jedną z dyscyplin życia, a u Ciebie to jest życie, to jest potrzeba fizjologiczna, która z Ciebie wypływa. 

Tak, bo inaczej by mnie nie było. Ja też tak mówiłam. To jest taka potrzeba, która jest moim życiem, tworzy mnie. To jestem ja. Natomiast gdybym miała z tego zrezygnować, to ja nie wiem, gdzie bym była, nie wiem, co miałabym ze sobą robić. Owszem, robię różne rzeczy, które każdy robi, każda kobieta, sprzątanie, gotowanie, zakupy, inne rzeczy. Ja to robię, nie wiem kiedy, gdzieś, kiedyś. Często to dla mnie jest tak nieobciążające, dlatego że ja, sprzątając, myślę o obrazie. Myślę, który blejtram wybiorę, który zrobię, robię to w tzw. międzyczasie. Wykorzystuję też każdą chwilę. Im więcej miałam zajęć, tym bardziej każda chwila była cenna. Czyli ja wpadałam do domu, miałam wyznaczone 15 minut, bo z jakimś klientem miałam spotkanie, to ja myślałam, co ja w 15 minut mogę zrobić. Mogę obrać ziemniaki, odkurzyć i w międzyczasie, myśląc, o czym będę rozmawiała, mogę wykonać prace, które nie wymagają wielkiego myślenia. I gdzieś to się dzieje, bo nie lubię bałaganu. Mnie bałagan bardzo rozprasza. Nawet w pracowni mam w miarę porządek, bo bym nie wytrzymała, mnie to rozprasza. To taki dysonans, który mnie dekoncentruje. Nie mam chyba strasznego bałaganu, chociaż mam bardzo dużo gadżetów, bo wszystkie jest takie ładne, ja bardzo lubię starocie [śmiech]. No tego się nazbierało trochę, nawet dużo jest jeszcze pochowane, bo za dużo. Ja takie mam fazy, że zaczynam wszystko chować, sprzątać.

Albo przestawiać, pocieszyć oko i schować, i zamienić.

Nie wszystko, ale dużo jeszcze stoi. Ja lubię się otaczać wszystkim, co ładne.

W jaki sposób doświadczasz energii twórczej?

Bo ja wiem… chyba ze wszystkiego. Nie wiem, lubię słońce, przyrodę, naturę. Mieszkam blisko lasu pomiędzy dwoma jeziorami. Ja z nich korzystam, ja na nie chodzę, ja je obchodzę. To duże objeżdżam na rowerze. Chodzę do lasy. Lubię chodzić. Chodząc, odpoczywam. Teraz byłam w Kazimierzu nad Wisłą, to po 14 km dziennie robiłam. I to tak nie męcząc się. Szłam w jedną stronę, wróciłam, kawka, herbatka, obiadek, to znowu w drugą stronę, to w trzecią. I tak ja właśnie nabieram energii dobrej. Ja się wtedy wyłączam z problemów, które mam w domu. W domu człowiek też odpoczywa, ale nie tak, bo zawsze widzi co jest jeszcze do zrobienia. A jestem gdzieś na zewnątrz odcięta od swojego świata, niemożliwe jest ingerowanie w mój własny ogród czy problemy domowe, sprawy do załatwienia, czy się coś zepsuło. To mnie nie dotyczy. Ja jestem tylko zainteresowana, żeby coś zjeść rano, wyjść, iść, patrzeć, chłonąć, napawać się, tam akurat architekturą, terenem, chociaż pora roku była niesprzyjająca, ale za to ludzi nie było, był spokój, cisza. Tak lubię. To może być Kazimierz, to może być mój własny las, cokolwiek. Są sytuacje, kiedy jestem taka zupełnie do niczego, jak każdy człowiek mam lepsze i gorsze dni. Takie mam zupełnie do kitu. To wtedy mi się wydaje, że ja się nie poddam, nie będę robić zupełnie nic, to ja się wtedy ubieram i mogę rzeczywiście, jak każda kobieta, jechać do galerii, kupić buty i torebkę. Niekoniecznie ja tą torebkę i buty kupię, ale chociaż sobie popatrzę. I jak tak się już kompletnie do niczego nie nadaję, to ja zbieram się do kupy i chociaż wychodzę. I to wyjście powoduje, że ja po godzinie zapominam, że ja się nie tak czułam. Jestem wtedy wśród ludzi i jak to mówię, mogę sobie tak płasko, ale wychodzę na prostą i to mnie tak nasyca. I wtedy sobie popatrzę, wiem co w sklepach jest dzięki temu, bo ja generalnie nie zanadto się interesuję modą. Generalnie nic specjalnie nie potrzebuję, bo tam w tej szafie zawsze coś znajdę, ale wtedy wiem co jest jakby na czasie. Ogarniam życie. Wiem, co jest teraz, co się dzieje.

Mnie się też zdarza jeździć do sklepów z kaflami z ceramiką, bo robię wnętrza i bardzo lubię, bo ona teraz jest coraz piękniejsza. Co jakiś czas te nowości europejskie przyjeżdżają, są w naszych sklepach i mnie to też zachwyca. Ale czasami myślę sobie, bądź bardziej kobietą i teraz jedź i pooglądaj sobie bardziej ciuchy i buty, bo dobrze było by wiedzieć, co jest w sklepach. Może coś mnie zachwyci? A jak coś mnie zachwyci, to sobie kupię, Tak to wygląda.

Ja to bym jeszcze tak powiedziała — do mody wrócimy za chwilkę — muszę o tym porozmawiać i zapytać, w końcu tworzymy podcast Stylowe Atelier, więc o stylu też będzie — ale o tych spacerach tak fajnie powiedziałaś i mam taką refleksję, że wpuszczasz wiatr i słońce do obrazu w swojej głowie.

Ojej, jak to ładnie w słowa zostało obudowane. Tak, można to tak powiedzieć. Wpuszczam. Ja lubię naturę. Jak tak sobie marzę, gdzie sobie pojadę, to raczej nie duże miasta. Ostatnim miejscem, do którego chciałabym pojechać, to jest Nowy Jork. Chociaż niektórzy znajomi mnie przekonują, że tam też można coś znaleźć, ale mnie to przeraża. Ja nie chcę, ewentualnie może, żeby zaliczyć i zobaczyć. Natomiast jakbym miała odpocząć, to zawsze mnie najbardziej w Alpy ciągnęło, bo to takie fajne miejsce. Też i nasze góry, wszystkie znam, lubię. Ja muszę pojechać i się tak naładować. Lubię się też zmęczyć w górach. Góry, natura. Moim marzeniem jest Kapadocja. Jeszcze nie pojechałam, zawsze coś nie tak. Kapadocja w Turcji, nie wiem, czy wiesz co to jest? To takie zwietrzałe skały, w których można zamieszkać. Tam hotele są, chciałabym tam zamieszkać.

Chciałabyś tam malować?

Pewnie by było mi szkoda czasu na malowanie, bo chciałabym chłonąć, ale na pewno po powrocie bym namalowała. Ja wiele obrazów maluję po powrocie. I Alpy są namalowane. Nawet wiem, która to skała, ona jest przerobiona, ale wiem, która to. To było we Włoszech nad jeziorem Garda. Ruch tektoniczny, który sprawił, że powstało jezioro i jest tam taka jedna wywalona skała, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie i ja ją namalowałam. Również zrobił na mnie wrażenie Olsztyn pod Częstochową, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam ruiny zamku. Wydawało się, że za tym zamkiem i górą to już tylko koniec świata jest. I takie światło było dziwne za tymi ruinami. I ja to namalowałam, obraz wisi w bibliotece. Pamiętam, jak stałam, patrzyłam i ja to sfotografowałam w swojej wyobraźni. Ja ten nastrój namalowałam, gdzie to wcale nie jest do końca to, ale moja kuzynka przyjechała i mówi, że jej to przypomina Olsztyn pod Częstochową. [śmiech] Bo ja to namalowałam, nastrój oddałam. I to mnie najbardziej cieszy, jak ktoś potrafi to rozszyfrować, gdzie tego tak naprawdę nie widać. To nie jest dosłowne, to jest klimat oddany, w kolorach, w nastroju. I ona to odszyfrowała, to uważałam za największy komplement dla mnie, dla artysty, który nie namalował tego dosłownie. To nie była fotografia, to był oddany nastrój. I to ona rozszyfrowała. To jest najbardziej przyjemne, że oddałam to prawidłowo, że to jest przyjemne, że ktoś to czyta.

Maluję. Kapadocja na pewno mnie czeka. To jest tak na przyszłość. Ja nie mogę tego skazić bylejakością, więc muszę w odpowiednim czasie pojechać. Wcale to nie jest daleko, tylko nie ma tam samolotów, trzeba tam jakoś dojechać. Ja to już mam opracowane w kilku wariantach, ale musi być odpowiedni moment. Inne marzenia już mi się spełniły. One nie były takie dalekie i trudne do zdobycia, ale w czasach, kiedy ja się o tych miejscach dowiadywałam, to wtedy były czasy komuny, nie było to możliwe. Zdobycie paszportu było problemem, ale później to zrealizowałam. Była Grecja, Akropol. Nic takiego odkrywczego, ale tak chciałam. Byłam w Akropolu w potwornym upale, trochę mi to zepsuło ten pobyt. Było 47 stopni, makabra, a ja zwiedzałam, musiałam, bo czas był ograniczony. Potem Wenecja była, to też było moje marzenie. W Wenecji byłam kilka razy. I nie wiem, czy tu uprzedzam jakieś pytania, to gdybym miała się tak cofnąć w czasie, to jedno z moich marzeń, gdybym mogła, to chciałabym chociaż jeden semestr postudiować w Wenecji na Akademii Sztuk Pięknych. Kiedyś sobie siedziałam na jednym z mostów, odpoczywałam i zobaczyłam młodą dziewczynę, idącą z taką wielką teczką. Wychodziła z Akademii Sztuk Pięknych. I tak sobie pomyślałam, że gdybym tylko mogła czas cofnąć, to chciałabym się tam w środku znaleźć. Postudiować tam chwilę, posłuchać tych ludzi. Włosi według mnie najpiękniejszą sztukę tworzyli. Nawet Grecy, którzy tworzyli moim zdaniem taką sztukę, która jest najpiękniejsza, ale korzystali z mistrzów włoskich. Oni ich przywozili do Grecji i rzeźbili najpiękniejsze rzeźby hellenistyczne. Teraz, mając lasery, właściwie nikt takich rzeczy nie potrafi zrobić. Oni pokazali nam najwyższy kunszt. Nadal design włoski jest najlepszy. Nawet Japończycy projekty samochodów u projektantów włoskich zamawiają. Cały czas ten design włoski jest najlepszy na świecie. I tu nawiązując do mody, obuwia, toreb, drobnych rzeczy, które nosimy i też chcemy, żeby były ładne.

Do ceramiki.

Po meble, ceramikę, rzeźby, architekturę, wszystko. Tak, że ich bardzo cenię. Wenecja, to gdzieś też się wiąże. Wtedy tak instynktownie, ale jak się tak zastanawiam, to wszystko, design i rzeźba to wszystko jest takie wspaniałe i ładne. Podoba mi się.

A jak już obraz powstanie, to czy on trafia do każdej osoby, czy wybierasz klientów, którym sprzedasz dzieło?

Z tym handlowaniem dziełami sztuki to jest trochę problem. Niektóre obrazy trafiają do galerii, więc odbiorca jest anonimowy, a niektórzy kupują u mnie. I tu jest już różnie. Zdarza się, że nie chcę komuś sprzedać obrazu. Zdarzyło mi się to parę razy z jakichś tam powodów, ale ja nie chcę, żeby moje prace u każdego wisiały. Są osoby, może mogę kogoś tym urazić, ale nie chcę, żeby te pracy u kogoś były. Uważam, że nie pasują do tej osoby, że są w ogóle tej osobie nie potrzebne. Nie umiem tego dokładnie sprecyzować, ale wyczuwam, że nie. To jest rzadko, właściwie nie powinnam tego podkreślać, ale zdarzyło się tak. Nie to, że nie lubiłam tej osoby, tylko uważałam, że są jej zbędne.

Bywa też, że ja obrazy daję. Są to na przykład plenery, za które się pracę zostawia, różne są sytuacje. Ale nie, że ktoś chce po prostu obraz mieć. Dla mnie obrazy są czymś osobistym.

Jak dziecko.

Jest fragmentem mnie i ma taką inną wartość dla mnie. I czasami z kimś się sobą nie chcę dzielić. Zdarzało się parę razy. Zdecydowanie się cieszę, jak ktoś chce ode mnie kupić. To jest dla mnie ważniejsze, bo to jest docenienie. I jeszcze jak ktoś chce parę groszy zostawić za moją pracę, to jest dla mnie najwyższe docenienie i wtedy wiem, że warto jest tworzyć, że to jest komuś potrzebne, że ja to robię po coś.

To jest bardzo ciekawe, bo o tym rzadko się mówi albo wcale, że artysta tak bardzo jest związany z tymi swoimi dziełami, bo przecież to jest cząstka jego duszy, życia i nie mówi się o tej tęsknocie później, jeżeli to dzieło się oddaje.

Są prace, do których mam większy sentyment, są prace, do których nie mam sentymentu, różnie to jest. Czasami podoba mi się obraz i nie chcę się w ogóle z nim rozstać. Zostawiam go sobie. Jest osobisty, coś mi przypomina, mam jakiś sentyment, nie wiem, ja nie umiem tego dokładnie sprecyzować, to nie jest takie do końca konkretne, ale mam jakiś osobisty stosunek i nie chcę się z nikim nim dzielić, on jest mój. Bywa tak, że później jednak decyduję się sprzedać. To jest różnie i też zależy komu — jednym chętniej, drugim mniej. To też się wiążę, że jednym bardziej, jednych mniej lubię. Albo jest mi obojętnie, bo go nie znam. Ale jest to na pewno fragment mnie, to tak odbieram. Dzielenie się sobą nie jest do końca obojętne.

Czy masz jakieś rytuały, które zawsze wspierają Cię w tworzeniu?

Nie, chyba nie mam nic takiego. Ja tworzę prawie w każdym miejscu. Tak jak mówię, są prace, mam warsztaciki wszędzie. Jak jadę to też muszę mieć ze sobą szkicownik albo ołówek chociaż. A potem tak dokładam, a może mi kolor będzie jeszcze potrzebny albo coś, muszę się hamować. Też nie zawsze znajduję czas. Jak człowiek gdzieś wyjeżdża, to raczej chce chłonąć, a potem na tak zwane wydalanie jest czas w pracowni. Ja to chłonę, więc trudno mi jest wyjeżdżać i gdzieś tworzyć. Raz, że nie są to dobre warunki, ale bywało. Ja w swoim Albumie piszę, w jakich nietypowych miejscach tworzyłam. Tych miejsc było zresztą więcej. Mój mąż pływa na tankowcach i zdarzało mi się wypływać w jakieś rejsy i tam jest dla mnie bardzo dobry czas na tworzenie. Jestem tak odcięta od życia, że mogę się oddać tej twórczości zupełnie, ale warsztat jest bardzo ograniczony, więc to jest trochę gorsze. Ale z kolei mogę bardzo… Dochodzi do tego, że zaczynam pisać, już nie tylko rysuję czy trochę maluję, bo jest okrojony warsztat, więc skromniej. Odkryłam, że druga strona map nawigacyjnych jest świetna do rysowania, bardzo dobry papier [śmiech]. Mnóstwo też prac na tych mapach powstało jak mi się skończył papier, a nie było jak na oceanie kupić. To takie są fajne przygody. Potem jak ludzie to kupują w jakichś dziwnych miejscach, ktoś na statek przyszedł. I w jednym nawet kobietę narysowałam i ktoś powiedział, że jest do kogoś tak podobna, że on musi to mieć i gdzieś a Afryce sprzedałam tę pracę. W tym Albumie jest troszkę o tych nietypowych miejscach.

Trochę odeszłam od tematu, ale czy są rytuały?

Czy są rytuały, ale to jest ciekawe, co mówisz, bo możemy zdradzić jakąś taką przygodę, anegdotę najdziwniejszą, która się przydarzyła, jeśli chodzi właśnie o kupno lub namalowanie obrazu w jakimś takim miejscu. Chociaż jedną.

Nie wiem, czy ona jest taka oryginalna, ale właśnie przyszłam na statek i kapitan, Grek, który powiedział, że zawsze chciał umieć malować, ale nigdy nie miał okazji się uczyć i on by chciał, żebym ja go uczyła. Takie wyzwanie. Najpierw pomyślałam, że tak sobie tylko gada. Ale się okazało, że on jest od miesiąca na statku, że zmarła jego żona, pojechał na pogrzeb i wrócił na statek, bo nie umiał się w domu odnaleźć. Okazało się, że ja byłam trochę takim lekiem na jego samotność, której się strasznie obawiał. On się bał wrócić do domu, jak kto będzie, jak on wróci. Wszyscy się zaprzyjaźniliśmy z nim. Rzeczywiście zaczęłam go uczyć. On się okazałam tak pilnym uczniem, czego się nie spodziewałam. Ja trochę angielski podszkoliłam, bo musiałam go po angielsku uczyć. Miałam spis rożnych wyrazów, które będą do tłumaczenia potrzebne. Ponadto bardzo to było dziwne, bo w salonie, w którym się odbywały narady, stała martwa natura zrobiona z prześcieradeł, garów i innych rzeczy. Kucharz przynosił mi sita i inne rzeczy, był bardzo zdziwiony, po co kapitanowi chochla do zupy albo sitko. Ale myśmy mu tego nie tłumaczyli, bo nas to strasznie bawiło, jak miał głupią minę i przynosił te sprzęty. A ja z tego komponowałam martwą naturę, którą on rysował. Ja mu zadawałam też różne rzeczy, on odrabiał lekcje, bardzo pilnie robił i słuchał wszystkiego. Skończyło się to na tym, że wróciliśmy do siebie i po miesiącu dostałam telefon, że on właśnie jest w Warszawie. Zaprosiliśmy go i przyjechał do nas ze swoim obrazem, który namalował, żeby mi pokazać, żebym mu jeszcze korekty udzieliła. Potem nas zaprosił do siebie. Byłam u niego w Grecji, w takiej miejscowości Lutraka, gdzie z balkonu było widać  Korynt nad Zatoką Koryncką. Tam też żeśmy jeszcze trochę malowali, on ode mnie jakiś obraz kupił, który tam u niego wisi. On też malował, rysował i rzeczywiście zahaczył. I dla mnie to było zaskoczenie, że to tylko tak na tym statku, a tymczasem się okazało, że on to sobie znalazł sposób na życie w swojej samotności. Długo nie był sam, bo się ożenił. Ale to była fajna przygoda. I dla mnie wyzwanie i dla niego. Bardzo miło to wspominam. To był bardzo pilny uczeń i były tego efekty. Znajomość zaowocowała dużą przyjaźnią na wiele lat. Niestety nie żyje już.

Super, że to tak się w życiu układa. Ty w zasadzie byłaś dla niego no może czymś więcej, ale trochę taką osobą ważną, jeśli chodzi o wyznaczenie takich znaków drogowych, tak jak dla Ciebie ta osoba, o której rozmawiałyśmy za kulisami, która podpowiedziała Ci, jaką drogę powinnaś wybrać w życiu. Spotykamy takie osoby i najpierw tego nie widzimy, nie doceniamy, a potem te słowa tak utkwią w głowie i puszczają nas w lewo,  w prawo, do przodu, do tyłu. 

Tak. Mnie się zdarzyło być taką osobą, gdzie ja sobie nie zdawałam sprawy, że miałam wpływ na jakieś osoby, między innymi niektórzy moi uczniowie. Gdzieś jakieś słowa do nich docierały, gdzie potem mi mówili o tym. Nawet dwie dziewczyny maturę o mnie pisały, co mnie zaskoczyło. Byłam tym bardzo miło zaskoczona. Gdzieś jakaś pomoc pewnej osobie z racjo mojego zawodu, mogłam komuś pomóc pracę załatwić i potem się okazało, że jej życie się tam zmieniło. Dla mnie to był niewielki trud. Jak mogę, to staram się ludziom pomóc. Jak są znajomi i widzę, że z wnętrzami mają duży problem, bo jest tego natłok, jak ktoś nie ma wprawy, to czemu nie? Mogę pomóc i pomagam zupełnie bezinteresownie. Niektórym nawet zakręt jakiś tam wyrównuję, na jakimś wirażu życia są. Dla mnie to jest nieduża fatyga, a dla tego kogoś jest to coś ważnego. Mnie też się tak zdarzyło, że ktoś mi powiedział parę słów w takim momencie, który był dla mnie bardzo istotny i ja z tego skorzystałam, i całe życie to pamiętam. To jest bardzo cenne. Dobrze jeśli ktoś powie to szczerze i uczciwie. Tak jak za kulisami rozmawiałyśmy. Pewna pani mi coś podpowiedziała, nie znała mnie, ale się chwilę zastanowiła i powiedziała mi szczerze. To było bardzo ważne i cenne. I tak samo ja się staram. Tak mi się wydaje, że wszystko na prawdzie i szczerości polega. Nie udawać. Udawanie męczy każdego. I partnera i siebie. Trzeba żyć prawdziwie. To jest chyba najważniejsze. To, co bym mogła radzić kobietom, to żeby się nie dać podporządkować, po później się trudno podnieść. Każdy jest jednak sobą, nie można żyć cudzym życiem, tylko swoim życiem. Coś znaleźć w sobie. Najgorzej jak są puści ludzie, którzy nic w sobie nie mają. Barbie, no można się jeszcze stroić, ale czy to jest życie? Nie mówię negatywnie o tym, ale jakby tylko tym żyć. Chociaż to też może być pasja, to też może być twórcze, zależy jak się to traktuje. Żeby się nie nastrzykiwać, nie zalepiać, robić coś sztucznego wokół siebie, tylko swoją własną urodę podkreślać. Wnętrze, bo to wszystko się składa. Jeżeli kobieta jest zadowolona, uśmiechnięta i nawet nie jest zbyt ładna i też nie umie o siebie za bardzo zadbać, to będzie też przyciągać. Ma to coś w sobie. Ale jeśli będzie najpiękniejsza, będzie miała wszystko jak należy i odpowiednie marki na sobie, a będzie nieszczęśliwa, to nie będzie piękna. Szczęście i piękno jest w nas. Tak uważam.

To nie jest tylko styl, to nie jest tylko wyglądanie, tylko to, co jest w środku, czyli ta osobowość, to, co w sercu jest, w głowie, ten środek.

Tak, bo to się ma albo się nie ma. To nie jest tak do końca, że ja sobie powiem, że będę szczęśliwa i będę piękna i radosna, to będzie sztuczne, będę udawać. Bo jak mnie coś gniecie tam w środku, coś mi się nie zgadza, mam żal do całego świata, to ciężko znaleźć w sobie radość. To będzie widać. Mam dużo znajomych, koleżanki, które miały jakieś duże problemy, które na ogół są związane z nieudanym związkiem. To jest tak namalowane na twarzy. Akurat jedna z koleżanek występowała na scenie i ja na nią patrzyłam i to widać. Choćby najweselszą piosenkę śpiewała, to wychodzi to. Po rozstaniu się z mężem, po jakimś czasie ta kobieta rozkwitła. Zupełnie inna osoba. Czasami trzeba to zrobić, pomimo że to boli. Naciąć ten wrzód i trudno. Życie jest, jakie jest. Cieszmy się, że możemy, że nie jesteśmy Arabkami, które nic nie mogą, tylko możemy jednak być i żyć. Różnie jest. Różne są…

Koleje losu.

Kobieta w związku, kobieta bez związku, ta sama kobieta może być inną osobą. Ważne, żeby być szczęśliwym człowiekiem, a na to szczęście się składa wszystko. I zdrowie dzieci, związek, najbliżsi, wszystko, co nas otacza. Wszystko nas tworzy.

Taką mam myśl, że mamy ze sobą sporo wspólnego. Nie tylko umiłowanie do wzornictwa secesji, czy chcemy mieć projekty skończone, bo jeśli nie są skończone, to w jakiś sposób nas drażnią. Ale też taką miłość do szczegółu i to, żeby ten szczegół był zadbany, żeby zwrócić na niego uwagę. I mam takie firmowe hasło, które w zasadzie ułożyli moi klienci i nazywa się “Piękno w szczególe”. I chciałam, żebyś opowiedziała, jak ten szczegół wygląda w Twojej pracy, twórczości.

Szczegóły widać w mojej twórczości. Rzeczywiście lubię dokończyć. Nawet są pewne obrazy, które zostawiam na później, ale ja wiem, że je muszę dokończyć. Najwyżej nie będą doskonałe, ale muszą być skończone. Generalnie wszystko lubię skończyć, to jest jakaś taka cecha, która chyba jest dobra. U mnie nie ma tak, że ja coś zacznę, a potem porzucę. Są pewne projekty, które miałam w głowie i zaczęłam, ale potem z jakichś ważnych powodów, technicznych, innych, stwierdziłam, że muszę porzucić i nie będę tego kontynuować, bo po prostu ja wiem z góry, że ja nie dam rady. Gdzieś się do czegoś przyłożyłam i doszłam do wniosku, że to przerywam. Bardzo świadomie. Będzie to przemyślane przeze mnie zawsze. Ale raczej się nie zabieram za rzeczy niemożliwe. Uważam, że najpierw trzeba pomyśleć, co jest dla mnie możliwe, w danej chwili, bo kiedyś byłam silniejsza, teraz  już nie jestem aż tak i to musi być realne. Zawsze realnie, a nie bujać w obłokach i potem z tego rezygnować. Tylko to, co jest dla mnie realne. Czyli i w kwestii finansowej i w możliwościach. To jest przemyślane w jakiś sposób. Taka cecha charakteru.

Natomiast moje prace są takie na ogół, że można je oglądać z bliska i widzieć właśnie te szczegóły, odejść i zobaczyć ogół. Może inaczej: od ogółu do szczegółu. Najpierw człowiek widzi coś ogólnego, ale jak się przyjrzy, to tam jest jeszcze dużo do powiedzenia. I to jest chyba takie charakterystyczne u mnie. I z bliska, i z daleka można oglądać. Tak chyba w 90% moich prac jest. Lubię ten szczegół. Ja lubię popracować, nie lubię bylejakości. Muszę czuć pracę. Chociaż czasem to maźnięcie jest, no widać, że to jest przemyślane. Ja wiem jak maznąć szpachlą. To jest ten ruch. Ja wiem, ile tej farby nabrać, w którym miejscu jakiego koloru, bo ja wiem jak one się zmażą jak nacisnę. Mniej więcej wiem jak to będzie. To nie jest przypadek, ma wyglądać na przypadek, ale nie jest. Lubię szczegóły, to widać w moich pracach, zależy jeszcze w jakich cyklach, ale te, które są ołówkiem, to tam jest ta wielowarstwowość.

Jeśli chodzi o niedokończony projekt, to jeszcze książki czy film, jeżeli nie są wartościowe, to nie musimy tego oglądać. Inaczej jak coś tworzymy, to wtedy chce się to dopiąć. Ale myślę, że to przychodzi z wiekiem, wtedy też szanujemy swój czas. Możemy złą książkę odłożyć i chwycić za lepszą. A propos tego jest taka książka Umberto Eco, bardzo dobra, “Historia piękna”, w której pisze o wyobrażeniach piękna nagromadzonych przez wieki. Czy jest taki sposób przestawiania kobiecej sylwetki, który istniał w dowolnym czasie, ale jest Ci szczególnie bliski?

Wydaje mi się, że kobieta jest właściwie ciągle taka sama i w przeszłości, i teraz. Ona jest tylko inaczej ubrana, tak? Inne mody są, wartości, ale ona jest ciągle kobietą. Kobieta mi się wydaje piękna, jeśli jest piękna, nie wszystkie są takie piękne. Może byłyby piękne, gdyby o siebie zadbały. Może bardziej zaniedbane. One były i są nadal. Lubię klasę w kobietach, to mi się podoba, ale myślę, że to jest coś, co każdy zauważa i widzi. Że kobieta potrafi się nosić z klasą. Ona nie musi być piękna, ale ma w sobie klasę. Albo jej nie ma. To się podoba i to się podobało kiedyś i teraz. Właściwie to są takie wartości ponadczasowe. One są inaczej ubrane, ale nadal pewien gatunek piękna jest cały czas taki sam. Może pewne rzeczy gdzieś tam się momentami różniły. Ale jak patrzymy na stare obrazy i kobieta jest piękna, to ona nadal uważana jest za ładną, piękną. Jakby ten kanon piękna jest ciągle taki sam, podobny. Może wcześniej były trochę grubsze modne, teraz bardziej ta sylwetka sportowa, gdzie nigdy kobiety niczego nie ćwiczyły, ale w XX wieku taka moda powstała na takie trochę chłopczyce.

Kciuki ćwiczymy teraz.

Teraz to kciuki. Ale kobiety też ćwiczą, żeby być tam jędrną, taką, siaką, owaką.

Dla zdrowia.

Dla zdrowia, tak. Chociaż trochę. Wszystko musi być z umiarem, to wtedy jest dobrze. Przesada też nie jest dobra.

Czy sposób, w jaki postrzegamy piękno jest zarazem naszą bezpłatną psychoanalizą?

Mnie się wydaje, że nie każdy postrzega piękno, nie każdy widzi piękno, nie każdy zwraca na to uwagę. Bo ja się już z tym zetknęłam, że na wiele rzeczy ludzie nie zwracają uwagi. Są ludzie, którzy zwracają uwagę.  Dla jednego coś jest piękne, dla drugiego nie. Jeszcze możemy sobie o szerokościach geograficznych myśleć, tak? Gdzie kanon piękna jest różny. Gdzieś w Afryce u Murzynów okazuje się, że warga i włożona muszla jest czymś pięknym albo wiązane kolana i grube łydki. A my tego nie rozumiemy. U nas w Europie kanon piękna jest jakby tak określony, ale my tutaj, gdzie jeszcze trochę myślimy, to szukamy tego ciągle w środku, tego wnętrza. Ktoś mówi, że w oczach, radości, to nie wiem, czasami to jest nieuchwytne. Ale widzi się taki spokój, stabilizację, radość wewnętrzną kogoś i nam się to podoba. Lubimy tego kogoś, nie wiemy nawet za co i to jest wtedy piękne.

Jest taki sposób myślenia, że pusta osoba będzie postrzegała piękno w torebce, w sensie w markowej torebce. A osoba skrajnie różna, niekoniecznie tak bardzo piękna wizualnie, chociaż to też jest mit, może być piękna wizualnie, ale będzie postrzegała piękno jako dobre serce, nie status społeczny tylko sposób bycia, dobre maniery, szlachetność.

Tak, to jest ta różnica. Ja się raczej spotykam z ludźmi, którzy są bardziej podobni do mnie. Wiadomo, że znajomych różnych się ma, ale generalnie podobnie patrzą. Ale zetknęłam się z osobą, która, no właśnie takie osoby, będą oglądały Big Brothera, markowa musi być torebka. Ja, może wstyd się przyznać, ja w ogóle nie jestem metkowa, od tego zacznijmy. Mnie się coś podoba labo nie. Ja też nie jestem modna. Uważam, że w miarę mam doby gust. Może się komuś podobać lub nie, ale tak w miarę. Nie będę podkreślać swoich wad, tylko raczej pokazywać to, co jest lepsze. I to na to na tym polega, tak mi się wydaje. Niektórzy tego nie widzą, u siebie nie widzą i czasem to aż szokuje — jak można się tak ubrać? Jak się ma sadło, to nie eksponować tego na zewnątrz, bo są brzuchy teraz modne. To raczej przysłonić, a nie pokazywać. Tak, markowe torebki, buty i bezkrytycznie się to kupuje, nie patrząc czy to pasuje. Obudowywać się przedmiotami z dobrą marką. To nie pomoże.

Odsłaniasz siebie poprzez sztukę? Swój charakter? Czy przeciwnie, zasłaniasz?

Nie wiem. Ja po prostu jestem, jaka jestem. Ja nawet dużo nie mówię o mojej sztuce. Chyba że ktoś mnie pyta. To po prostu jest, moja praca, moje ja. Dla mnie to jest tak zwyczajne. Ja nawet nie wiem, jak można być osobą, która nie tworzy, bo ja zawsze byłam twórcza. I twórczość dotyczy nie tylko malowania obrazów, ale też trochę czasu i przestrzeni. Bardzo dużo osób się mnie radzi i ja jestem czasami zdziwiona. Dlaczego mnie? Dlaczego tak? Może wiedzą, że ja się zastanowię i odpowiem co tak naprawdę myślę. Nie wiem. To jest organizacja wszystkiego. Twórczość taka związana ze wszystkim. To nie jest tylko malarstwo i wnętrza, ale czasoprzestrzeń. Ja jestem dobrym organizatorem wszelkich rzeczy. Ja mogę i wycieczkę dobrze zorganizować, ja ją przemyślę, po co mi ta wycieczka, czego ja od niej oczekuję, czy ja chcę zwiedzać, czy ja chcę teraz odpocząć. I pod to dopiero ja sobie coś organizuję. To może być drogie, może być tanie. Mogę być bliżej lub dalej. Nie muszę na koniec świata jechać, żeby odpocząć, ale ja tak myślę i tak to organizuję. Zadaję ludziom czasem dziwne pytania. Pytam sąsiadki: no chcesz jechać, ale po co? W jakim celu? Co chcesz osiągnąć? Wtedy dopiero mogę coś radzić. Potrzebuję więcej danych. Jechać, żeby jechać. Inna kwestia, za ile? To już jest ułatwienie, ale czego ty oczekujesz od wyjazdu? Czy chcesz świata zobaczyć kawałek, czy chcesz odpocząć? Nawet takie rzeczy. Ja jestem wieczny projektant, wiecznie coś wymyślam i projektuję. To może być komponowanie jedzenia, gdzie zjemy. Restauracja musi być klimatyczna. Ja nienawidzę metalowych krzesełek, żeby tylko przysiąść i zjeść. Wszystko dookoła jest ważne. A teraz mam takie możliwości. Czasami jestem zawiedziona, a czasami rozczarowana na plus. Jest różnie. Ale taka jestem. Nie zawsze mogę sobie na to pozwolić, bo są sytuacje różne. Piękno w szczególe jest. Teraz mamy taki świat i sobie możemy na to pozwolić. Nawet nie mając pieniędzy można sobie coś niedrogiego, a modnego kupić.

Czy ideały estetyczne istnieją, zakładając, że każdy człowiek ma inne kryterium wartościowania? 

Tak, ja lubię starocie. Lubię stare rzeczy, bo uważam że mają duszę. Nie wiem dlaczego, ale tak uważam, tak czuję, one mają przeszłość, mogę się im przyglądać. Tu stoi kredens, który uwielbiam, bo one jest ręcznie rzeźbiony. Jest z orzecha, stary. Wiem tylko, że jest z Francji. Ale ktoś go używał, ktoś miał. Ja go nie odnawiam, bo wiele nie potrzeba. Chcę, żeby było czuć ten czas. Nie wszystko mam stare, ale lubię, bo mają dusze. Uwielbiam kredensy. Kredens służy do życia. Ma i część odkładczą, ma magazyn jakichś takich nie wiem starych obrusów i innych dużych naczyń, których się używało na co dzień. To jest taki fragment życia, uwielbiam kredens. Kredens jest dla mnie czymś pięknym.

[śmiech] Przepraszam, ale tak mi się śmiać chce, dlatego że uwielbiam kredensy i biblioteki stare. U nas w bibliotece jest kredens, później pokażę Ci zdjęcia. I też z orzecha jest [śmiech].

I kompletnie nie wiem, skąd mi się to bierze. Jestem z domu, który był wybudowany w latach 60-tych, meble kompletnie inne, meblościanki jakieś były, nic nie było, to było tak umeblowane. To się człowiek musi taki urodzić. Wtedy stare rzeczy kompletnie nie były modne, a ja byłam zachwycona u mojej ciotki świecznikami, starym pianinem i zawsze mnie te starocie. Wtedy mało było tych staroci, bo to był taki czas. W czasie wojny mnóstwo rzeczy spalono, zniszczono. Teraz na tych starociach gdzieś coś możemy zdobywać, ale to był czas taki dziadowski i kompletnie to modne nie było, ale mnie zachwycało. Tak podświadomie, ja w ogóle wiedzy na ten temat nie miałam. Potem gdzieś te wnętrza, których praktycznie nie było jak ja się wychowywałam, bo praktycznie wszyscy mieli takie same pod jedną linię. Szaro-bura Polska. Kto się tam wnętrzami? To się zapisywało na meblościankę na miesiące, lata, to się czekało. Nie istniało coś takiego, a ja na Politechnikę do Gdańska, do czytelni jako dziewczynka w 5. klasie jeździłam. Siadałam w kąciku, żeby nikomu nie przeszkadzać i żeby mnie nikt tam nie wyprosił, bo jestem taka mała, a tu wszyscy tacy dorośli. Przychodziłam i ja wiem do tej pory, gdzie leżały te pisma. Ja brałam te pisma wnętrzarskie  francuskie i niemieckie. A potem mnie panie już poznały i dawały mi same nowe pisma. Ja to brałam i oglądałam. Ja po szkole tramwajem musiałam pojechać. I sobie wyobrażałam. Widziałam fragment łazienki i sobie wyobrażałam całe mieszkanie, a na następnych stronach sprawdzałam, czy podobnie sobie wyobrażałam. Uwielbiałam to. To był mój własny pomysł, nie wiem, skąd mi się to brało. Tak czas spędzałam. Zawsze byłam trochę wyizolowana, bo moje towarzystwo już jakieś tam papierosy podpalało, a mnie się co podobało? Akcesoria do papierosów. Uwielbiałam. Nawet tutaj leży fajka. Ja nie palę, ale chciałam mieć piękne zapalniczki, papierośnice. Uwielbiam te akcesoria tytoniowe. Ja bym nawet tabaką zażywała, żeby tylko mieć tabakierę piękną. Mam szufladkę, gdzie mam cygara, fajkę damską angielską, zdarza mi się może ją raz do roku zapalić, bo mi się podoba.

Kochasz piękne życie.

No to jest takie ładne, fajne, no nie palę. Nawet kiedyś chciałam kiedyś palić, żeby nosić piękną zapalniczkę na rzemieniu, tak sobie wymyśliłam. Ale to jest głupie nosić zapalniczkę i podpalić. Co innym podpalę? To postanowiłam palić, ale zero predyspozycji do nałogów jakichkolwiek. W związku z tym posiadam, ale to leży nie wiem po co. Ktoś inny by to wyrzucił, a ja to będę sobie trzymać.

Ale promujemy zdrowy styl życia, tylko po prostu lubimy piękne przedmioty.

Tak jest i to jest ta różnica [śmiech].

Mam takie wrażenie, że sztuka pokazuje przemianę obyczajów i że można, oglądając  sztukę, widzieć, jak się zmieniały kobiety na przełomie wieków, jak się zmieniała moda, styl, sposób życia. Na przykład kobieta renesansowa używała kosmetyków, dbała o włosy, farbowała je na rudy blond, ciało ozdabiała dziełami sztuki złotniczej, dyktowała już prawa mody. To co takiego w dzisiejszej przestrzeni się dzieje? Co obserwujesz charakterystycznego dla kobiet i czy to wpływa na Twoje prace? Czy to właśnie da się przedstawić w sztuce? 

Dawniej moda była bardzo sztywna i była związana z klasą społeczną, oznaczała coś. Kobieta żyła w dużym rygorze. Wdowa inaczej się ubierała, kandydatka na żonę inaczej się ubierała. Strój mówił, w jakiej kobieta jest pozycji. Chłopka się ubierała inaczej, też jakieś kanony istniały. W rodach bardziej zamożnych wszystko było określone. Więc kobieta nie mogła sobie za bardzo na szaleństwo pozwolić. Teraz my wszystko możemy. Ja mogę włożyć długą spódnicę, marszczoną, wąską. Mogę spodnie, szorty, wszystko. Podkoszulek i piękną koronkową sukienkę. Co chcę. Byleby to jakoś z całą resztą grało i dostosowane było do miejsca, w którym jestem. Strój wręcz obcisły, kosmiczny, sportowy, który jest kompletnie jakby z XXVI wieku. Skala możliwości jest od A do Z. Tak że to jest bardzo fajne, byleby umieć to zastosować. W dobrym guście. Ja nie wiem, co jest w tej chwili modne, wydaje mi się, że wszystko jest teraz modne. Byleby to jakoś gustownie złożyć ze sobą.

Ale kobieta na Twoich obrazach nie ma wszystkiego. Jest taka charakterystyczna, ale chodzi mi o to, czy w tych pracach jest coś takiego, jak my oglądamy dzieła potomnych, tak górnolotnie powiem i widzimy kobiecość, przemianę jakąś. A u Ciebie ta kobieta jest jakaś.

U mnie jest tajemnica zawsze jakaś. Coś jej zawsze przysłonię, coś zasłonię, żeby ona nie była taka do końca taka realistyczna. Jest realistyczna, ale nie w pełni. Tu zatrę oczy, tu jakieś tiule, koronki, tu coś przysłaniam włosami. To są jakieś wymyślone włosy, ubrania. Ona nie jest taka od A do Z dosłowna. Widziałaś te prace. One gdzieś tam mają jakieś takie gdzieś włosy pióra, ona wręcz jest czasem ptakiem. Rysowałam też ptaki, ale ubrane w stroje damskie niby. To takie przerabianie. To ewoluuje. Gdzieś jest zamierzenie tej pięknej kobiety, ale ja ją przebieram, ubieram, wieszam jakąś dziwną biżuterię trochę nierealną, czasem realną, czasem nie. Jakiś dziwny kapelusz, nie wiadomo czym on jest. Ale to przez to jest taka zagadka, to jest ciekawsze. Ja ją tworzę. Tajemnicę, jaką można w środku dać, to jest najwyższy stopień rysunku czy malarstwa, żeby pokazać duszę. To nie zawsze wyjdzie, to jest bardzo trudne.

Ale Tobie wychodzi. Jesteś jak Leonardo. Ten obraz, który wspomniałyśmy na początku rozmowy, przez który się poznałyśmy, to właśnie pierwsze słowa, które przychodzą mi na myśl to tajemnica. Ja powiedziałam, że ten obraz był tajemniczy, czyli oddajesz to. 

Tak? Tak to odczytałaś, zresztą ja nie mam takiego zamiaru, zaczynając rysować. To jest cały czas instynkt. To jest ta podświadomość. Jak ja zaczynam, to muszę bardzo się skupić, by prawidłowo oddać oko, by to miało proporcje i ja się skupiam na zrobieniu tego fragmentu realnego twarzy, żeby nie wyszedł jakiś koczkodan. Ja nie jestem osobą, która stosuje jakieś rzutniki czy zdjęcia, czy jakieś inne. To było już stosowane bardzo wcześnie, już czasy właśnie Leonarda da Vinci, on się bardzo soczewką zachwycił w swoim czasie, bo dawała różne możliwości. Są nawet dowody, że to stosował. Ale ja tego nie neguję, bo każdy sposób dojścia do pięknego dzieła jest dobry. Byleby to dzieło powstało. Bardzo lubię “Damę z łasiczką” i “Giocondę”, bo ona ma tą duszę i głębię. Nie tylko Leonardo to oddał. Są też inne wspaniałe portrety kobiet, na przykład Vermeera. Ale te Leonarda są symbolem takiej doskonałości. I każdy artysta dąży do tej doskonałości. Ja w ogóle się nawet nie śmiem z nim porównywać, ale jestem jego wielką fanką. Uważam go za niebywałego człowieka. Ciągle się dowiaduję o nim nowych rzeczy. Zresztą lepiej, żebym nie zaczynała tego tematu, bo mogę o nim mówić i mówić.

To przy kolejnej herbacie.

Tak, ale do tej Giocondy nawiążmy. To jest wręcz ideał, ten zagadkowy uśmiech i każdy sobie zadaje pytanie, o czym ona tam myśli.  Ja też tak bym chciała i do tego dążę. Raz mi wyjdzie, raz nie, ale cieszę się, że ten mój portret porusza. Tyle ich namalowałam, ale nie każdy portret budzi emocje.

Czy miewasz blokadę twórczą? Jak byś mogła doradzić innym osobom, jak sobie z tym radzić. Nie każdy jest artystą, ale w sumie każdy miewa czasami blokady.

Czy ja wiem… ja wiecznie walczę o czas, żeby mieć na twórczość.

Jesteś takim rzemieślnikiem, który tak dokłada po trochu. 

Kiedyś chyba Młynarski powiedział, że ona ma wenę twórczą od 15 do 17, więc u mnie to też tak bywa [śmiech]. Nie mam na razie problemu z tym co, gdzie malować bylebym tylko mogła, to bardziej tak. Może nie są to zawsze jakieś tam dzieła. Ja mam takie swoje sposoby, jak jestem na przykład chora, to ja w łóżku małe formy robię. Wtedy bardzo kolorowo maluję tak na przekór mojej sytuacji i niemocy. Wtedy używam prostych technik, kolorowe mazaki czy fluorescencyjne, papuzie kolory. Potrafię sobie w łóżku zrobić mały warsztacik. Czy to wena, czy to dzieło sztuki wielkie, nie wiem, ale takie wesołe formy powstają wtedy, nawet sama się dziwię skąd mi to wyszło.

Czy włącza Ci się taki wewnętrzny krytyk? Oceniasz się od razu?

No tak, tak. Czasem jestem zadowolona, czasem nie, czasem nie wiem co dalej i odstawiam, potem wracam. Generalnie ciągle nic nie jest doskonałe tak, jakbym chciała, chociaż jest parę prac, które uważam za takie lepsze, które lubię. Na przykład ta praca, która tu wisi, to jej nikomu nie sprzedam, bo ją bardzo lubię. Coś w niej jest takiego, mam do niej sentyment. Może kiedyś coś innego się pojawi. Ale są obrazy, które znajdują u mnie swoje miejsce i nie można ich ruszać [śmiech]. Tyle jest tych prac, że o każdej mogę coś mówić. Pamiętam, jak je tworzyłam, to się tak rodzi czasami szybciej, czasami wolniej, ale mam do nich różne sentymenty. Taka jestem i tak robię. Uważam to za wielkie szczęście, że mogę to robić i mi to wystarcza. Bylebym mogła tworzyć.

Jak dbasz o wewnętrzną artystkę? Czy jakoś pielęgnujesz talenty?

Czy ja o to dbam? Tak, żebym szczególnie dbała… po prostu walczę o ten czas, żebym mogła tworzyć. Żeby nic nie zaniedbać i nie przestać. Ale to nie jest nic na siłę. Po prostu to jest we mnie. Ja nic sobie nie narzucam, nic nie kombinuję z zewnątrz. Nie uważam, żeby to było jakieś szczególne dbanie. Po prostu jest i już.

Co chciałabyś powiedzieć Eli sprzed 20-30 lat?

Chyba właśnie to, żeby wiedzieć, czego się chce. Zastanowić się, przemyśleć i wiedzieć. Jeżeli jest się tego pewnym, to się tego trzymać. Nie dać się bodźcom zewnętrznym. Mam koleżanki, które zrezygnowały i mają żal do całego świata. Najmniej do siebie, ale jednak mają, bo nie robią tego, co bardzo chciały, a to jest bardzo ważne. Ja to swoim uczniom mówię, że to jest najważniejszy dla nich czas. Podjęcie decyzji po maturze. Jeśli są zdecydowani i wiedzą, co chcą robić, to już jest dużo. Dużo mam takich zdecydowanych uczniów i to takich, którzy nie idą na skróty, a mogli. To jest bardzo ważne. Nie wszyscy tacy są. Tu próbują, tam próbują, potem życie, dzieci i nic nie robią. I to jest przegrane życie wtedy. Życie mamy jedno i ma być ono piękne. W związku z tym robię to, co lubię. Żyję, z kim lubię. Żyję tak, jak chcę. Trzeba do tego dążyć, żeby móc swobodnie żyć. To jest piękne. Nie każdemu się to udaje. Ale żyć też pięknie na to co cię stać, nie ponad stan. Ja na początku jak wyjeżdżałam, to nie stać mnie było na hotele i spałam w namiocie. I też było fajnie. Ja się cieszyłam, że ja w ogóle mogę wyjechać, że jestem, że widzę, że jestem w górach, że marznę. To ubierałam się we wszystko co miałam i nie robiłam z tego problemu. Nie musiałam być piękną królewną, która mieszka w hotelu, a potem nie ma za co żyć. Zawsze miałam poukładane wartości. Hierarchia wartości jest bardzo ważna. To chyba Schopenhauer na ten temat mówił, że ludzie generalnie wiedzą co robią i co jest złe a co dobre. Ale hierarchia wartości w danej chwili u ludzi jest zachwiana. I dlatego się kłócą, bo dla jednego to, a dla drugiego tamto w danej chwili jest ważne. Ważne, że sam człowiek w sobie tą hierarchię wartości sobie poukładał. Bo nie ma tak, żeby od razu było wszystko.

Ja w tej chwili już z perspektywy życia mogę siebie ocenić. Już jest inaczej. Ale kiedy byłam młoda i podejmowałam decyzję, to była wieczna niewiadoma. Mnie na nic nie było stać. Nie miałam gdzie mieszkać, a mimo wszystko tworzyłam. Ten cholerny stół u mnie stał, bo ja powiedziałam, że ja nie będę mieć stołów-jamników i nie będę jadła przy kolanach tylko normalny stół. I ja go w Desie kupiłam. Był kiepski i się rozpadł, nie ten, inny. Był tani, bo go korniki żarły i się rozpadł. Ale był piękny. I oczywiście stary. Ja miałam pokój, nie miałam kuchni, łazienki, to wszystko było wspólne, ale miałam ten stół. Na tym stole chciało mi się wszystko. Ja na nim jadłam, szyłam, bo nic nie było. Nawet potem dorabiałam na szyciu. Pieluchy barwiłam, bo miałam małe dziecko. Z pieluch szyłam spódnice. Piękne były, cieniowane. Do tego robiłam jakieś szmaty na głowę, szaliki. Zawsze coś dodawałam. Pióra barwiłam. W czasach, kiedy nie było w co się ubrać ja zawsze znalazłam wyjście. Miałam nocne koszule męskie i ja je przerabiałam na piękne sukienki. Tu marszczyłam, wszywałam koroneczki, koraliczki. Te koszule były tanie. Ja je kupowałam, barwiłam, naszywałam, różne rzeczy robiłam. W jednej z nich całą ciążę przechodziłam. Czego ja nie przerabiałam. Nawet męskie kalesony. Razem z koleżanką przerabiałyśmy. Z tych kalesonów sukienki do ślubu robiłyśmy, gdyby te kobiety wiedziały, z czego to było. To nas bawiło. Rękawy ze ściągaczami były z nogawek [śmiech]. Nie wiem czy to było modne, na pewno to było szalone, inne, oryginalne. A my z niczego coś.

Takie historie są niesamowite i w zasadzie. Przypomniałam sobie taki artykuł, który jest na blogu o sukni ślubnej ze spadochronu. W czasie wojny ludzie sobie różnie radzili i takie nietypowe rzeczy powstawały. 

Moja mama do ślubu uszyła sobie ze spadochronu sukienkę. To co jest na tym zdjęciu. Moja mama też szyła, trochę mi pokazała chwyty. Moja mam zaraz po wojnie uszyła ze spadochronu sobie sukienkę. Dorobiła tylko tiul. Sama szyła. Mama mi wszystko szyła. Wtedy się szyło. Ja w podstawówce szyłam. Miałam wykrój spodni i wykrój klinu spódnicy. Ja na tym bazowałam. Sobie szyłam i innym. Tu szerzej, tu węziej. I zarabiałam w liceum na materiał dla siebie, bo ja grosze brałam za to. Potem z kimś tam podkładałam, nauczyłam się ściegu do podkładania. Moja mama byłą trochę manualna, ja to od niej chwytałam błyskawicznie. Szyłam wszystko. Mój synek zawsze był ubrany nietypowo. I na drutach umiałam zrobić. Mam takie zdjęcie moje syna, to ma spodenki uszyte z mojej spódnicy w kratkę, z resztek czapkę z uszami, sweterek przeze mnie zrobiony, do tego guziki z drewna wytoczone przez mojego wujka. Jedynie to ma jakieś buty używane po jakimś dziecku. To był rok 1981 to nie było nic. To wszystko robiłam sama. Teraz już nie szyję, bo mi się nie chce. Teraz wszystko można kupić. To sytuacja tak wymuszała. Też prułam, bo nie było mnie stać na materiał. Podpinka mojego ojca z palta taka w kratę. Turkusowy płaszcz mojej ciotki, a dziecku piękny pikowany płaszczyk zrobiłam. To potem moje koleżanki ode mnie brały, kupowały, ja wymieniałam. Były tylko ortaliony ohydne — bordowy i granatowy. Ja tak nie chciałam, więc zawsze coś kombinowałam. To tak było. W mojej szkole to była wsobna rewia mody. Jak się wchodziło do mojej szkoły, projektowanej przez Obberghena w 1605 wybudowana, to jest zbrojownia gdańska, prześliczna. Środek był częściowo stylizowany, częściowo nowy, ale miała klimat. Tam inni ludzi. Myśmy tam żyli cały dzień. Od 8 rano do 20 tam spędzałam czas. Tam panowała moda. Dziewczyny z tkaniny trzaskały na drutach takie fajne rzeczy. Tam zdobywały różne wełny, się pruło. Dziewczyny robiły buty. Mój jeden z większych zarobków to był projekt dwóch par butów — galanterki damskie i botki. Potem uproszczone to były nawet szyte przez rzemieślników. Potem to się miało rozwinąć, ale się nie rozwinęło. Należałam do takiej spółdzielni Format, asystenci z mojej uczelni to założyli. Z wzornictwa przemysłowego. Jak zrobić coś z niczego, bo na rynku nie było nic. Na półkach był tylko ocet. I były zebrania, jak z produktów dostępnych na naszym rynku coś zrobić. I na następne zebranie każdy wracał z jakimś pomysłem. Z drewna jakieś zabawki powstawały, długopisy z anten, inne rzeczy, a ja buty. Klin z drewna był, guma na podeszwy była, tkaniny jakieś były. Z podszewek te galanterki na bal były. I gąbka do mycia naczyń. I na tą gąbeczkę cienką o grubości 2 mm nałożyłam tkaninę i pikowanie zrobiłam. I te buty były inne niż wszystkie. Nie było nic na rynku, więc stworzyłam but z tego co jest. Igły były, nici były. Nawet projekt tych butów wygrał i nasi asystenci chcieli taką spółdzielnię otworzyć projektowania i szycia butów. Resztki skóry też były, to potem powstały buty z dodatkiem skóry. Do tej pory mogłyby być noszone. Prawdziwy len ze skórą. Ja miałam potem botki z kieszonką i reklamą “Format”.

Potem zaprojektowałam piękny karton z uszami. Teraz to już wszystko jest. Taki gadżet do tych moich butów. Wtedy bardzo dobrze zarobiłam. To był mój jeden z większych zarobków. Kupiłam sobie telewizor, który kosztował kilka pensji. Sprzęty techniczne bardzo były drogie. My wymyśliliśmy ten Format. Mój kolega z wnętrz projektował pismo, które reklamowało nasze pomysły. I on cały czas potem w gazetach gdańskich był grafikiem. Z tego się to wzięło, ten nasz początek. Nie było nic na rynku, żeśmy stworzyli taką grupę. Moje asystenci z uczelni to wymyślili i niektórych z nas zaprosili do współpracy. Ja w moim Albumie o tym troszeczkę piszę. To bardzo fajne, co się stało. Niektórzy moi koledzy zaczęli wtedy biżuterię projektować z drewna i srebra. I myśmy to w tym piśmie reklamowali. Nam pozowała Małgosia Niemen do zdjęć. Takie fajne czasy. Może łatwiej było, bo nie było nic na rynku, a myśmy mieli trochę polotu i pomysłów. Mogliśmy się łatwo sprzedać. Teraz pomysł i polot nie wystarcza. Teraz trzeba zdobyć pieniądze. My też zdobywaliśmy. Spółdzielnia była, obrazy się sprzedawało. Było o tyle łatwiej, ale trzeba było robić. Teraz też trzeba robić, ale dużo trudniej sprzedać. Chociaż ja jeszcze sobie radzę, może już nie powinnam, ale jeszcze mnie chcą.

Wracając do pytania, co ja bym powiedziała Eli sprzed 20 lat, ja bym to samo robiła, co robię. Ja niczego nie żałuję. Nawet jeśli popełniałam jakieś błędy, to ja z nich wyciągałam wnioski. Zawsze uważałam, że porażki są po to, żeby mnie przestrzec przed dużo gorszą porażką. Że teraz będę ostrożniejsza, będę uważać, że będę bardziej czujna. Trzeba ufać sobie, wierzyć w siebie, patrzeć optymistycznie, ale być ostrożną. Tak wyważyć. Trzeba żyć. Nie zadłużyć się, nie brać kredytów, chociaż niektórzy uważają, że jest dobrze brać kredyty, ja nie. Nigdy w życiu nie wzięłam kredytu, bo bałabym się, że go nie zapłacę. Odpowiedzialność by mnie zabiła. Byłam na różnych poziomach, ale zawsze udawało mi się na nich żyć. Był czas, że żyłam za 5 zł tygodniowo. To było upokarzające, jak stałam w kasie i wybierałam produkt, który być może zwrócę, jak kwota przekroczy 5 zł. No może to obecnie jest 10 zł. Bardzo mało. Ja znałam najtańsze artykuły i w razie czego musiałam jeden oddać. I tak sobie wtedy pomyślałam, że mam głowę, ręce, jestem zdrowa, to jest tak upokarzające, że tak nie może być i muszę coś zrobić. I tak zaczęłam uczyć, bo potrzebuję tu i teraz na masło i chleb. I już po tygodniu się okazało, bo ogłoszenia porozwieszałam, jakieś dzieciaki się pozgłaszały. I już za 25 zł mogłam zrobić zakupy. Potem to się rozwijało. Nauka dzieci do liceum, na studia. Potem zaczęłam malować, projektować i było zupełnie inaczej.

A co wyznacza piękno kobiecej figury? Proporcje? Kształt? Symetria?

Chyba proporcje. Jak jest proporcjonalna, a nawet jeśli ma jakieś tam wady, to też dobrze wygląda. Wszystko razem. Wiadomo co nam się podoba — szczupłe, piękne, zgrabne. I każda z nas chciałaby taka być. Mężczyźni wolą, żeby miała zaoblenia tu i tam. Więcej tej kobiecości. My z tym walczymy, wolimy tego mniej. Generalnie jest to taki kanon. Nie lubimy za grubych ludzi, za chudych. Ale myślę, że to piękno jest mniej więcej od lat takie same. Otyłość bywa różna, ale myślę że są sposoby obecnie, żeby nad tym panować. Trzeba dbać o wszystko. Uważam, że im więcej elementów w życiu człowieka jest ważnych dla niego , to tym ma większą wartość. Zwraca na więcej rzeczy uwagę. Jeśli ktoś wszystko lekceważy i tylko w jednym nurce jest dobry, a tu chodzi niechlujny, niedomyty, nieubrany, byle co je, pije, pali, śmierdzi papierochami, to nie będzie on piękny i atrakcyjny. Generalnie im więcej rzeczy, czyli zadba o umysł, urodę, co robi, czym się otacza, kim się otacza, co widzi, czy podróżuje. Jeśli jest w tym życiu i czerpie z tego życia, widzi życie, otacza się nim, to się robi piękny.

A teraz o brzydocie będzie, żeby był kontrast jakiś. Na swój sposób brzydota też jest dla niektórych piękna i inspirująca. Ona jest porządkiem natury i choć bywa męcząca, dla twórców też bywa pociągająca. Na przykład turpizm w literaturze. A w sztuce?

Też. I mnie nie zraża. I w filmie mnie sceny ostre, mocne wcale nie zrażają, jeżeli one są uczciwe, prawdziwe i nie na siłę. Są do czegoś potrzebne. Czasami nawet obraz czy brzydki człowiek. Ja nie wiem kto to jest brzydki człowiek. Leonardo da Vinci też rysował bardzo dziwne typy ludzi. To było fascynujące jako forma. Bardzo lubię starszych ludzi, lubię patrzeć na ich zmarszczki, na bruzdy, na życie. Kiedyś byłam w Aleksandrii i musiałam czekać na coś w takim biurze turystycznym i obserwowałam ludzi. To było kapitalne, fascynujące. Zobaczyłam, jakie nacje się przesuwają. Od bardzo czarnych Murzynów, poprzez przebielonych. Zachwycił mnie starszy człowiek. Tutaj nawiążę do mody, związana z religią. Białe, czarne, kobiety zasłonięte, odsłonięte, w chustach, po europejskie ubranie. Obserwowałam ludzi, przemieszani byli, Aleksandria to było miasto egipskie, greckie, perskie, było mieszanką ludzi. Byłam tam w grobowcach i właśnie różne groby były — egipskie, rzymskie. I ci ludzie się przemieszali, to było widać, teraz w XXI wieku. I ten człowiek był starszy, był w białej chlamidzie i miał jasne oczy. Był biały a był Egipcjaninem. Miałam poczucie, że ona ma w sobie jakąś rzymską historię. Tak ja go odebrałam. Nie wiem czy on był piękny, ale był dla mnie ogromnie ciekawy. Miał taką głębię i taką jakąś mądrość w sobie, którą zebrał chyba z iluś dusz.

Ja tak ludzi odbieram, a nie wiem czy tak jest. Są ludzie, którzy mają duszę dawną, starą. A są ludzie, którzy jakby dopiero świeżo się urodzili, nic nie wiedzą. Nawet są wykształceni, mają wiedzę nabytą, ale są płytcy. Oni dopiero zbierają tą wiedzę. A są ludzie  niewykształceni, a mają w sobie tyle takiej wiedzy podświadomej i głębi. Też gdzieś takiego Górala na Gubałówce spotkałam. Siedział w chatynce, czytał jakieś stare nieaktualne gazety. Okazało się, że sam się nauczył, a miał tylko 4 klasy szkoły podstawowej, a miał taką głębię. Był takim ciekawym człowiekiem, z którym się nie chciałam rozstawać. Chciało się rozmawiać. Są tacy ludzie, tylko ich trzeba dostrzec. Dla mnie tamten aleksandryjczyk, z których bym się za diabła nie dogadała, mnie zafascynował. I ja bym go mogła narysować.

Myślę, że to wszystko ładnie się łączy z kolejnym pytaniem. Jest takie pojęcie w sztuce “piękna nadzmysłowego”. Takie przedstawienia piękna, kiedy potrafimy w kimś dostrzec mądrość i prawdę, nie widząc twarzy osoby lub wiedząc, że twarz nie mieści się w naszych normach estetycznych. Czy to Cię też interesuje?

Mamy na przykład radio, w którym nie widzimy twarzy, a bardzo lubimy słuchać. I ta osoba nam się wydaje bardzo ciekawa. Nawet są tacy dziennikarze, których chciałabym zobaczyć, bo fascynują mnie tym, co mówią, o czym mówią, a nie znam ich twarzy. I czasami jestem zaskoczona.

Czasami to bywa rozczarowujące. 

Rozczarowujące albo… ale są osoby, które… no nie wiem, może ja mówię o brzydocie, ale ja nie wiem czy człowiek stary jest brzydki. Dla mnie brzydki to jest zaniedbany. Że nie lubię sam siebie, nie szanuje i zaniedbuje siebie. Natomiast człowiek stary, który już nie mieści się w kanonach urody i nie jest oceniany w kanonach urody, ale jest ciekawy i fascynujący. Ja miałam ciotkę, która na pierwszy rzut oka wyglądała tak, że się ją pchnie i ona się wywróci. Chudziusieńka, pomarszczona, w żadnym kanonie urody się nie mieściła. Natomiast jak zaczęła mówić, to ja mogłam ze wszystkiego zrezygnować, żeby tylko być i ją słuchać. Takiego języka już się nie spotka, ludzi, których znała, ją można było łyżkami jeść. Ona była dla mnie cudownym zjawiskiem. Nie była ładna, bo była stara, pomarszczona. Nie można określić czy była ładna czy brzydka, byłą stara. I jestem szczęśliwa, że mogłam obcować z taką osobą, bo to, co ona mówiła, jak mówiła, sposób mówienia był fantastyczny. Ona była historykiem, prowadziła piękną rzecz, ja nie prowadzę, bo nie umiem, ale może Ty byś mogła to zrobić. Ludzie, którzy do nie niej do domu pierwszy raz przychodzili musieli dokonać wpisu. Miała taką kronikę, ich się wiele uzbierało. Po wojnie wróciła, mieszkała na ulicy Kruczej i mieszkali u niej różni ludzie. Ludzie ci okazywali się znani, potem ich w telewizji oglądaliśmy, już niektórzy dawno nie żyją. Niektórzy robili rysunki. Był dyrektor Akademii Plastycznej Warszawskiej i wpis z rysunkiem zrobił. Ja jej zrobiłam resztę, też wpis z rysunkiem i to nas wyróżniło. Piękne te wpisy, zaczęłam je oglądać, czytać. To było fantastyczne. Miała pomysł i realizowała przez całe życie. Miała na przykład sztućce, które po każdym posiłku były wycierane na sucho i wkładane do takiego flanelowego etui zrobionego ręcznie, każdy pojedynczo. Taka była tradycja, nikt się nie sprzeciwiał, każdy wycierał na sucho i odkładał na miejsce po każdym posiłku. Żyło się jej rytmem. Miała taką osobowość, że się jej nie odmawiało. Żadna z jej córek już nie miała takiej charyzmy i tego czegoś, co ona miała w sobie. Człowiek dawnej daty, sposób mówienia, tak jak Bartoszewski mówił. Nie można było go nie słuchać.

Mówiąc o brzydocie, ja nie wiem czy to brzydkie, nie umiem powiedzieć. Dla mnie nie wszystko jest brzydkie. Tak jak zwierzę potrafi być paskudne, ale aż cudne. Brzydota dla mnie to zaniedbanie, zaniechlujenie, pogarda do własnego ciała, życia. Są ludzie, którzy przegrali swoje życie poprzez nałogi. I przez to obrzydliwi się robią. Znałam śliczną kobietę, która się stoczyła na dno. I stała się przez to brzydka. Straciła urodę, wszystko, aż umarła. Stoczenie się tworzy człowieka beznadziejnego. I to jest brzydkie dla mnie.

Znalazłam takie informacje, że Twoje prace były inspiracją dla projektantów mody. To chodzi o te buty, czy o coś jeszcze?

Nie, nie. Właśnie Album gdzieś dotarł do Anglii. W Oksfordzie jest wyższa uczelnia artystyczna. Studenci mieli za zadanie stworzyć strój inspirowany czymś, bo to był dział mody. I do mnie napisała uczelnia i musiałam wyrazić zgodę, bo właśnie studentka chce na bazie mojego obrazu chciałaby stworzyć ubiór. To między innymi te obrazy, co tam wisiały. Zgodziłam się, bardzo fajna rzecz, że mój obraz może jeszcze ewaluować w taką stronę. Potem dostałam pokaz, gdzie jest mój obraz, fragmenty skrzydeł jakby wycięte, jest tkanina filcowana, ale z piórami i z tymi dziurami, poszarpaniami, zadziorami, zrobiona taka suknia i kobieta zrobiona na ptaka. Miała taką ptasią fryzurę, makijaż i cały ten pokaz. Na nią był obraz wyświetlany. Był pokazany sposób robienia tego ubioru. Potem trzeba było to kontynuować i ona dołożyła do tego taniec cygański i z tego wyszedł papuzi strój z kolei. Czyli z tego ptaka w sepii, brązie, czerniach przerobiła to na agresywne kolory i inny strój. Kontynuowała taniec cygański i papuzi kolor. Taka myśl jakaś. Bardzo fajne ćwiczenie dla studentów. I ta dziewczyna w modę filcowaną przeszła. Ja lubię ten zadzior, dziury, frędzle, ale świadomie porobione. Pióropusze lubię. Tak jak Ty siedziałaś teraz na tle tego kwiatu, ja te kobiety z piórami robię, a tutaj masz z liści kwiatów zrobiony taki pióropusz. Takie ćwiczenia wyzwalają wyobraźnię. Od mojego obrazu do mody i od mody do fashion, do szycia ubioru przeszłyśmy.

Za każdym razem, kiedy Ciebie widzę, wyglądasz jak artystka. Tak mi się kojarzysz, bo widziałam też Twoje zdjęcia w kapeluszu z perłami w sukience w paski, takiej letniej w stylu marynarskim, ale właśnie nosisz taką dużą, wyrazistą biżuterię artystyczną, chociaż wspominałaś, że może moda niekoniecznie w takim znaczeniu trendów, ale masz bardzo charakterystyczny własny styl.

Nie wiem czy moda, czy gust, tak to bym nazwała, taki mój gust. To jest coś, w czym się wygodnie czuję. Nie lubię się umartwiać, dlatego mam miękkie kanapy, poduchy. Ubranie też musi być miękkie i wygodne. Nie będę się usztywniać. Może są sytuacje, w których tak trzeba. Ale generalnie musi być wszytko tak, żebym się dobrze czuła. I żeby to było w miarę ładne i żebym w tym dobrze wyglądała.

Ludzie mówią Ci komplementy, że tak fajnie, inaczej wyglądasz? 

Za bardzo nie. Tak ludzie się nie odważają [śmiech].

Boją się Ciebie? Tego miłego głosu?

Wiem, kiedy dobrze wyglądam, bo widzę reakcję. Ja to wyczuwam. Ja jestem dobrym obserwatorem, tylko spojrzę i swoje wiem. Czasami ktoś chce mnie oprowadzać, omówić, a ja wszystko już zdążyłam zauważyć szczególnie we wnętrzu. Wejdę i wszystko wiem. Za dużo nie komplementują mnie. Albo nie mają odwagi, albo nie chcą, albo to tak nie wypada, bo w innym celu przychodzę. Nie mówią mi. Ale staram się wyglądać przyzwoicie w zależności od sytuacji. Ale jest też tak, że nie mam czasu się przebierać, a rano jestem na budowie, a potem mam wernisaż. Dlatego czasem 2 pary butów mam w bagażniku. Tak bywa. Albo teatr jeszcze wieczorem. Spodnie do wszystkiego, kobieta już może. My bardziej niż mężczyzna potrzebujemy wygodnego ubioru.

Ale nosisz dużo dodatków. Ogrywasz to tymi szczegółami, dodatkami, akcesoriami, pierścionek, kolczyki, pasek. 

Zawsze pierścionek do portmonetki można wsadzić i go włożyć kiedy trzeba. Ja się nawet czasem maluję w samochodzie na czerwonych światłach, nie potrzebując lusterka. Ja jestem osobą wielowątkową. Różne rzeczy robię, się dzieje. Sztuka i wernisaże, tu jestem artystką, robię jakieś plenery i organizuję, jakieś wyjazdy, tu projektowanie, czasami ileś realizacji na raz. Tu jakieś oferty, szkolą mnie w związku z wnętrzami, więc też jakieś spotkanie. Plus normalne życie jeszcze tworzę. Jestem matką, babcią, też jakieś obowiązki mam. Żoną, dom mam, kota, to wszystko trzeba obsłużyć. To jest tylko dobra organizacja, to jest bardzo ważne. Ja się nie lubię spieszyć. Ja na pewne rzeczy mam czas. Dlatego możemy spokojnie rozmawiać, bo ja na to sobie wyznaczyłam czas. Hierarchia wartości i czas sobie odpowiednio organizować. Gros ludzi za mało czasu daje sobie na pewne rzeczy. Szanujmy ten czas i go realnie obliczajmy. Nie za dużo, nie za mało. W sam raz. Czasem nam się wydaje, że coś szybko zrobimy, nie, dajmy sobie z zapasem, bo okazuje się, że więcej czasu coś nam zajmuje niż myśleliśmy.

Jak być bardziej twórczym w życiu bez względu na profesję?

Bardziej. To znaczy, że ktoś uważa, że za mało jest twórczy i chciałby bardziej. Nie wiem. Organizacja pracy właśnie. Tak to zorganizować, żeby sobie znaleźć czas, bo żadna twórczość nie jest taka ad hoc, że tak przychodzi w moment, chyba że ma się już coś wymyślonego tylko nie ma czasu na realizację. Ale trzeba sobie ten czas wyznaczyć sztywno, jeśli mamy problem z organizacją. Jakiś dzień i porę sobie wyznaczać. Tak jak się człowiek na angielski zapisze i ma jakąś porę i chodzi. Umawianie się. Ja kiedyś byłam bardziej zdyscyplinowana, bo jeszcze ćwiczyłam. Potrafiłam gości zostawić i pójść godzinę poćwiczyć. Ja to tak organizowałam. Potem organizowałam bardzo rano. Wcześniej, zanim się będzie wszystko działo, ja już będę po wszystkim. Mój brat kiedyś się musiał nauczyć angielskiego, bo na studia podyplomowe za granicę jechał, a był bardzo zajętym człowiekiem, to miał zajęcia z angielskiego o 12 w nocy. Płacił podwójnie czy potrójnie, bo wiedział, że wtedy będzie miał na pewno czas. A do pierwszej w nocy jest jeszcze w miarę trzeźwy i da radę się jeszcze uczyć. I tak to robił. Bo jeśli ktoś chce coś osiągnąć to to osiąga, ale czasami droga jest trudna i wyboista. Tutaj mówię o mojej koleżance, która dwór wybudowała w zasadzie własnymi rękoma i własną pracą. Ludzie też tam robili. Natomiast wielkim uporem, pracą i poświęceniem. Generalnie najpiękniej jest kiedy praca jest pasją. Wtedy zupełnie inaczej do tego podchodzimy. Moja praca jest moją pasją. Nawet jak nie zarabiam, to to robię. Kiedy przychodzi pan inkasent to trudno mu powiedzieć, że praca to pasja. Pieniążki są też potrzebne. Hierarchia wartości, prawdziwa pasja to człowiek wie jakich ma dokonywać wyborów. Jest dużo łatwiej. No i dobra organizacja pracy wszelkiej i się udaje. Gorzej lub lepiej, ale się udaje.

Na koniec chciałam zapytać, co jest dla Ciebie najważniejsze w tej chwili, w tym momencie życia? O czym marzysz?

Czy ja wiem. O spokoju chyba takim, żeby mieć spokój ducha. Generalnie zrealizowałam takie swoje wszelkie marzenia. Więcej dostałam od życia niż się spodziewałam. Nie miałam jakichś wielkich oczekiwań. Dla mnie ważne było to, co będę robić. I całe życie to robię. Mogłabym jeszcze troszkę więcej. Wiem, że nie jestem jeszcze wyeksploatowanym organizmem, który mógłby dać światu więcej, gdyby nie życie, które jakby hamowało pewne poczynania. Ale i tak jestem zadowolona z tego co mi się udało. Dla mnie to też jest takie może, no ja jestem optymistką, zawsze jestem zadowolona z wszystkiego, co mam. Czy mam jakieś marzenia? Na pewno żebym była długo zdrowa, żeby mi nic nie dokuczało i było tak jak jest, a jest dobrze. Żebym się czuła szczęśliwa cały czas, żeby mnie nic nie gniotło, nie przygniatało. Każdy by chyba tego chciał. Ja chcę jak każdy. Żyć dobrze, szczęśliwie i być zadowolonym, z tego co mam.

I tego Ci życzę. Życzę Ci, żebyś była szczęśliwa, żebyś żyła dalej pięknie i otaczała się pięknem wokół. Żeby to Cię cieszyło. Dziękuję za tą rozmowę. Mam nadzieję, że ona będzie wartościowa nie tylko dla nas, ale też innych, którzy ją wysłuchają. Być może w tej rozmowie padło coś, co zmieni czyjeś życie.

To by było pięknie. Ale myślę, że ja żadnych odkrywczych rzeczy nie powiedziałam, ale czasami w danym momencie, kiedy się usłyszy coś, co jest nawet sloganem, ale trafia akurat w tym momencie w tym czasie do kogoś.

Na podatny grunt.

I celnie strzeli ta strzała, to bardzo dobrze. To znaczy, że warto było tą rozmowę prowadzić.

Dziękuję w takim razie i dodam, że Album, który Ela podarowała, będzie można otrzymać w prezencie. Zachęcam, żeby napisać pod postem komentarz. Napiszcie co dla was było najbardziej wartościowe w tej rozmowie i dlaczego. Jeden lub dwa komentarze zostaną nagrodzone.

Dziękuję bardzo.

Dziękujemy.

Izabela
Autorka Izabela Jabłonowska

Moją misją jest wspieranie innych poprzez mądrą, wartościową i wysmakowaną inspirację. Zwrócenie uwagi na szczegół, jakość, pochodzenie, historię. Ten blog może być dla Ciebie wartościowym miejscem, gdyż często słyszę od innych, że potrafię ciekawie opowiadać. Być może jestem jedyną w swoim rodzaju kobiecą wersją Hakawati, opowiadacza historii z powołania i przeznaczenia. Kiedy coś tworzę czuję radość, spełnienie, wolność. Uważam, że klasyka jest piękna, a być elegancką kobietą to znaczy mieć dobre maniery, a nie najmodniejszą parę szpilek. Dziękuję, że jesteście i mnie wspieracie, dzięki Wam mogę robić to, co kocham. Prywatnie jestem żoną i mamą 3 dzieci.

Do góry

Prawa do wszystkich publikacji i zdjęć na blogu należą do firmy Stylowa Moda Izabela Jabłonowska. Nie wyrażamy zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie w celach komercyjnych.

Zobacz także

Zobacz więcej

Newsletter

Stylowy, ekskluzywny, inspirujący

Dołącz do zainspirowanych czytelników i pobierz bezpłatnie ebook w formacie pdf lub epub "Styl - sztuka pięknego wizerunku". Zobacz dlaczego cenią go nawet eksperci z branży mody. Zyskaj więcej stylowych porad i wartościowej wiedzy, dzięki którym podrasujesz swój indywidualny styl.

EBOOK W PREZENCIE

EBOOK W PREZENCIE