Robienie domowych ciasteczek uspokaja mnie tak, jak lepienie pierogów filmową Brzydulę. Moje pierwsze samodzielne wypieki były totalną klapą i to od nich zaczęłam stawiać swoje kroki w kuchni. Ciasto, które zrobiłam bez wiedzy rodziców wyszło jako totalny zakalec. Tak bardzo wstydziłam się, że zmarnowałam składniki, że wyrzuciłam ciasto za szopkę w ogrodzie. Niestety wszystko się wydało, ponieważ mój pies przyniósł je z powrotem do domu. Następne były ciasteczka, które przygotowałam wspólnie z koleżanką. Przepis pochodził z książki kucharskiej, ale każda z nas dodała coś od siebie. Tak powstały twarde wypieki, które przez mojego dziadka zostały nazwane „hokejkami”, na cześć krążków do gry w hokeja.
Od tamtej pory w moich kulinarnym życiu wiele się zmieniło. Zostałam żoną i mamą. Bardzo lubię gotować, a przez moją pracę i podróże odwiedziłam wiele ciekawych miejsc, gdzie mogłam spróbować intrygujących połączeń i smaków. W ten sposób otworzyłam się na eksperymenty w kuchni. Mam też mały problem z chomikowaniem książek kucharskich. Ciągle sobie obiecuję, że więcej żadnej nie kupię, ale zawsze znajdę coś od czego nie mogę oderwać rąk i oczu.
Ten przepis nazwałam „grzesznymi ciasteczkami”, ponieważ na ogół unikam białego cukru. Wypiek jest jednak tak bardzo wyborny, że parę razy w roku ulegam tej pokusie, by móc nie tylko delektować się przyjemnym smakiem do herbaty, ale wąchać ten hipnotyczny, domowy zapach bezpieczeństwa i domowego ciepła.
Przepis jest banalnie prosty, ale ma swoją historię. Pochodzi z magazynu „As” z 1937 roku. Znalazłam go w książce „Smak życia” Agnieszki Maciąg. Zdjęcia zrobiłam w wielkim pośpiechu przed paroma znanymi mi łakomczuchami.
Składniki:
5 dag cukru
szczypta soli
10 dag masła
15 dag mąki
łyżka kwaśnej śmietany
białko jaka do posmarowania
cukier kryształ i mielone migdały do posypania


Ze składników należy szybko zagnieść ciasto, a następnie je rozwałkować na grubość grzbietu noża. W oryginale z ciasta wykrawa się półksiężyce lub koła za pomocą szklanki, ja jednak robię różne kształty w zależności od nastroju. Następnie smarujemy je pędzelkiem rozkłóconym białkiem jajka i posypujemy mieszaniną mielonych migdałów z cukrem kryształem. Najwygodniej zanurzać ciasteczka w miseczce z wcześniej zmieszaną posypką. Rekomenduję dać więcej migdałów niż cukru, ale z każdej proporcji wychodzi smakowicie, więc uznaję, że nie należy się tym przejmować. Ciastka pieczemy ok. 20 min aż przybiorą ciemnozłoty kolor w temp. 160 °C. Przestudzone ciasteczka najlepiej przechowywać w słoju. Jeśli powstrzymasz się przed jedzeniem, to na drugi dzień będą jeszcze lepsze, bo skruszeją. Bon appétit!


PS. Masło powinno być schłodzone. Jeśli tak nie jest, przed wałkowaniem włóż zagniecione ciasto do lodówki na co najmniej pół godziny.
PS. 2 Najbardziej lubię kształt imbryczków, dlatego wybieram je w pierwszej kolejności.