Chcesz osiągnąć najlepsze efekty w pielęgnacji skóry? Sekret tkwi w świadomym podejściu i składnikach najwyższej jakości. Dr Dorota Rutkowska, założycielka Umami Natural Cosmetics, udowadnia, że natura i nauka mogą tworzyć potężną synergię. W tej ekskluzywnej rozmowie odkrywamy, jak prawdziwa pasja i precyzja w doborze składników prowadzą do pielęgnacji na poziomie mistrzowskim. Jeśli zależy Ci na transformacji skóry i stylu życia, nie możesz tego przegapić!
O PASJI, FILOZOFII I POCZĄTKACH
Masz swój kawałek lasu, ogród i ukochane zioła, zgłębiasz tajemnice przyrody. Czy pamiętasz moment, w którym postanowiłaś połączyć naukę z kosmetologią oraz doświadczaniem przyrody i stworzyć Umami Natural Cosmetics? Co było impulsem?
Odkąd pamiętam, ciągnęło mnie do natury. Już w szkole podstawowej co niedziela wstawaliśmy z ojcem przed świtem i jechaliśmy w dzikie miejsca, żeby zbierać zioła. Potem przeprowadzka na wieś – mieszkam praktycznie w środku lasu.
Natomiast kroplą, która przeważyła szalę, było koszmarne atopowe zapalenie skóry u mojego starszego syna i kompletny brak efektu po aptecznych smarowidłach i kosmetykach dedykowanych. Pomyślałam wtedy, że teraz moja kolej – i tak powstało UMAMI.
Umami to piąty smak – głęboki, pełny, unikalny. Jak tę koncepcję przekładasz na kosmetyki? Czy to tylko nazwa, czy rzeczywiście czerpiesz inspirację z filozofii umami?
Zdecydowanie UMAMI to nie tylko nazwa – to filozofia wydobywania wszystkiego, co najlepsze poprzez wielogodzinne, a nawet wielotygodniowe, macerowanie, podgrzewanie, mieszanie. To również nieoczywiste mieszanie składników – coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się „niejadalne”, ostatecznie zachwyca „smakiem”.
Podkreślasz, że tworzenie kosmetyków to dla Ciebie nie tylko biznes, ale misja. Jakie wartości są dla Ciebie najważniejsze przy formułowaniu produktów?
Tworząc receptury moich kosmetyków, przede wszystkim zwracam uwagę na składniki – wszystkie muszą być jadalne. Bo przecież skóra to olbrzymi narząd, przez który, niczym w żołądku, wchłania się prawie wszystko to, co w nią wsmarujemy. Tak jak nie wypiłabym ropy naftowej, tak nie zamierzam „jeść” pochodzących z niej składników przez skórę.
Składając przysięgę lekarską, obiecywałam „przede wszystkim nie szkodzić”. Nie wyobrażam sobie, nie przestrzegać tej przysięgi na każdym polu mojej działalności.
Co wyróżnia Umami Natural Cosmetics na tle innych marek naturalnych? Czy jest jakiś składnik, metoda produkcji lub filozofia, która sprawia, że Twoje kosmetyki są wyjątkowe?
Myślę, że wyróżnia ją jeden podstawowy składnik – moja pasja, wiedza i zaangażowanie – moje serce. UMAMI to mała niszowa manufaktura – wszystko robię sama – sieję i zbieram zioła, nastawiam maceraty, ręcznie mieszam kremy i napełniam słoiczki, naklejam etykietki, pakuję i osobiście zawożę do punktu wysyłkowego. Wszystko sama i wszystko z myślą o klientkach. Wiem, że stałe klientki odnajdują kawałek moje serca w każdym słoiczku kremu.

O SKŁADNIKACH I RECEPTURACH
Jako naukowczyni masz dostęp do wiedzy, której czasem niektórym producentom brakuje. Czy w kosmetykach Umami stosujesz surowce, które są mało znane, a mają wyjątkowe właściwości? Coś, co może zaskoczyć klientów?
Tworząc receptury, sięgam raczej do wiedzy starych zielarek, medycyny chińskiej lub ajurwedyjskiej. I jestem przekonana, że właśnie tam jest jeszcze dużo do odkrycia. Nowoczesne metody wykorzystuję raczej w samym procesie produkcji, żeby np. efektywniej wydobyć jak najwięcej składników aktywnych z surowca.
Twoje produkty są oparte na przemyślanych składach – mniej, ale lepiej. Jakie składniki uważasz za absolutnie kluczowe w skutecznej pielęgnacji?
Absolutnie kluczowe jest dobre mydło. Prawdziwe mydło. Czyli takie, które ma szansę rozpuścić i usunąć warstwę sebum wraz ze wszystkimi zanieczyszczeniami.
Uważam, że nie ma skutecznej pielęgnacji bez właściwego oczyszczenia skóry. Żadne składniki aktywne z najdroższego kremu świata nie przenikną przez substancję przypominającą mieszaninę łoju i wosku. Tak więc na początek dobre mydło. No i potem krem.
Czy są składniki powszechnie uznawane za „naturalne” lub „eko”, które budzą Twoje wątpliwości i unikasz ich w swoich formułach?
Oczywiście, że są. Całe mnóstwo. Np. zioła – niby naturalne, ale często zbierane przy drogach lub polach pryskanych pestycydami i nie we właściwym czasie (czyli nie wtedy, kiedy zawierają najwięcej składników aktywnych). Takim surowców nie używam. Nigdy nie użyję też oleju palmowego, ale to z zupełnie innych względów.
Jak wygląda proces powstawania nowego kosmetyku? Od czego zaczynasz – od surowca, potrzeby skóry, czy może konkretnej inspiracji?
Tu nie ma jednej metody. Niektóre kosmetyki powstały jako odpowiedź na konkretne potrzeby (patrz seria MADE WITH LOVE). Czasami zafascynuje mnie konkretny składnik. Tak było z olejem monoi – przywiozłam go z podróży i wiedziałam, że muszę go jakoś wkomponować do kremu pod oczy. Natomiast uczty UMAMI powstały w odpowiedzi na potrzeby konkretnych skór.

O ŚWIADOMEJ PIELĘGNACJI
Mówisz, że chcesz, by kosmetyki działały nie tylko na skórę, ale też na zmysły. Jakie znaczenie mają zapach i konsystencja w Twoich produktach?
Kolosalne. Wygląd, zapach i konsystencja ma kolosalne znaczenie. Codzienna pielęgnacja to rytuał, który nie tylko ma wspomóc skórę, ale również poprawić nam nastrój. Dać poczucie ukochania siebie. A to ma kapitalne znaczenie dla budowania dobrych relacji z innymi ludźmi. Jeśli przy okazji właściwie skomponowana mieszanka olejków eterycznych poprawi nam nastrój i wspomoże funkcje kognitywne, to tym lepiej. Jestem internistą z powołania. Od zawsze interesowała mnie holistyczna opieka nad moimi pacjentami. To samo robię w UMAMI. Dbam nie tylko o jakość skóry – staram się wspierać czasami zaskakująco szeroki dobrostan moich klientek.
Wiele osób wciąż nie wierzy, że naturalne kosmetyki mogą być skuteczne. Jakie masz na to argumenty?
Zadziwia mnie, jak łatwo ulegamy nowinkom i zaczynamy wierzyć, że tylko one mają szanse działać. Nowoczesne kosmetyczne technologie to niespełna 100 lat. Poza tym prawdziwie naturalne kosmetyki są dla nas bezpieczne.
Jakie błędy w pielęgnacji skóry najczęściej popełniają Twoi klienci? Jakie rady dajesz im najczęściej?
Najczęstsze błędy to brak właściwego przygotowanie skóry na działanie składników aktywnych. U młodych ludzi strach przed produktami na bazie olejów – a przecież oleje właściwie aplikowane (tzn. na wilgotną skórę) nawilżają skórę bez efektu przetłuszczenia. U dojrzałych klientek błędem jest coś, co w medycynie nazywamy polipragmazją – czyli za dużo wszystkiego – za dużo preparatów, za grube warstwy – więcej wcale nie znaczy lepiej. Ja w swojej łazience mam jedno mydło, jeden tonik, jedno serum i krem. I wystarczy.
Wspominasz, że interesujesz się wpływem psychiki na kondycję skóry. Czy uważasz, że stres i emocje faktycznie mogą wpływać na to, jak wygląda nasza cera?
Wszyscy wiemy, że stres wpływa na nasze zdrowie. A stan zdrowia natychmiast odbija się na kondycji skóry. Permanentny stres, brak snu, wysokoprzetworzone jedzenie to sucha, wiotka, szara i pomarszczona skóra oraz twarz z charakterystycznymi czarnym workami pod oczami.

O EKOLOGII I ZRÓWNOWAŻONYM ROZWOJU
Tworzysz kosmetyki w duchu próby zrozumienia przyrody i troski o planetę. Jakie konkretne działania podejmujesz, by Umami Natural Cosmetics było jak najbardziej ekologiczne?
Myślę, że dbam o ekologię od początku do końca całego procesu. Zioła i róże uprawiam bez pestycydów i środków ochrony. Przy produkcji nie stosuje żadnych sztucznych dodatków (konserwantów, barwników, substancji zapachowych), które przedostając się do wód gruntowych, mogły by je zanieczyścić. Nie używam opakowań z tworzyw sztucznych – jedynie szkło i papier.
Widzisz wzrost świadomości klientów w kwestii składu i ekologii? Jak zmieniły się ich oczekiwania w ciągu ostatnich lat?
Szczerze? Niestety słabo to widzę. Jest oczywiście grupa świadomych „konsumentów”. Jednak żyjemy w czasach, gdzie wszystko musi być na już – ma działać od pierwszego użycia. Naturalne kosmetyki to nie botoks ani skalpel – wymagają czasu, ale jeśli zadziałają, to efekt jest na długo.
Opakowania to jedno z największych wyzwań w branży kosmetycznej. Jak radzisz sobie z tym problemem i jakie są Twoje rozwiązania?
Opakowania mam tylko szklane – ze specjalnego niebieskiego szkła, które poza tym, że zamyka kosmetyki, to działa jak lampa bakteriobójcza – jest naturalnym fizycznym konserwantem. Mydła pakuje w papier, podobnie gotowe zamówienia do wysyłki. Nie używam plastiku.

O BIZNESIE, WYZWANIACH I PRZYSZŁOŚCI
Prowadzenie marki kosmetycznej, zwłaszcza naturalnej, to ogromne wyzwanie. Co było dla Ciebie najtrudniejsze w tej drodze?
UMAMI to niszowa mała marka, więc trudno tu mówić o ogromnym wyzwaniu. Produkowane serie są krótkie, czasami wręcz robione pod klienta – taka indywidualna forma bardzo mi odpowiada – czuję większą więź z klientem. Ja traktuję ją raczej jak spełnienie moich pasji, a trochę jak kapryśne trzecie dziecko.
Czy miałaś momenty zwątpienia, w których myślałaś, że to wszystko może się nie udać? Jak sobie z tym radzisz?
Oczywiście, że miałam. Ciągle mam. Czasami bym chciała, żeby marka była większa, bardziej rozpoznawalna. A potem myślę sobie, że może tak jest lepiej – dzięki swojej niszowości jest bardziej wyjątkowa. Jak ja.
Umami to nie tylko kosmetyki, ale też filozofia życia. Czy masz plany, by rozwijać markę w nowych kierunkach, np. suplementy, aromaterapia, wellness?
Aromaterapia już jest zawarta w moich kosmetykach – używając ich, nie ma już potrzeby stosowania olejków eterycznych inną drogą. Rozszerzać asortymentu na inne obszary raczej nie zmierzam – raczej będę zwiększać asortyment dla nowej grupy docelowej… ale na razie to tajemnica. Marka ma swoją maleńką niszę. I chyba dobrze jej w niej.
Jakie nowości przygotowujesz dla klientów? Czy wkrótce możemy się spodziewać jakiegoś przełomowego produktu?
Tak, szykuję nowości. I chyba rzeczywiście przełomowe i dość kontrowersyjne. Z pewnością nie wszystkim przypadną do gustu. Wiem jednak, na pewno, że jest grupa klientów żywo zainteresowana.
Gdybyś mogła przekazać jedną myśl każdej osobie, która dopiero zaczyna świadomą pielęgnację, co by to było?
Hipokrates, ojciec współczesnej medycyny, już 2.5 tys. lat temu twierdził, że największą trucizną i najważniejszym lekarstwem jest jedzenie. Podążając tą myślą, chciałabym przekazać zdanie, które jest mottem przewodnim mojej marki – „Jesteś tym, co jesz i tym, czym się smarujesz”.

*„Artykuł powstał we współpracy z marką Umami i zawiera treści sponsorowane.”