Gdy moda nas wysysa – o zakupoholikach, ofiarach mody i zombiakach z fashion weeków - Stylowa Moda

Gdy moda nas wysysa – o zakupoholikach, ofiarach mody i zombiakach z fashion weeków

Styl
Izabela Jabłonowska
0 Komentarzy

Mody nigdy dość… Porozmawiajmy o granicach w kreatywnym świecie bez granic!

„Fashion victim” to osoba, którą nazwał po imieniu jako pierwszy Oscar de la Renta.[1] Chodzi o kogoś, kto nie potrafi zinterpretować kanonów mody i dobrych zasad, przekraczając granice dobrego gustu. Niewolnicy mody są jej ofiarami, gdyż nie są odporni na faddishness (krótkotrwałe trendy w modzie, często absurdalne) i materializm.

Według Gianniego Versace „Kiedy kobieta zmienia swój wygląd z sezonu na sezon, staje się ofiarą mody”. Designerska metka dla niektórych ludzi stanowi ważny element identyfikacji stylu. Dlatego dziś  uważana za wyznacznik elegancji dyskrecja jest lansowana do odpowiednich środowisk, a dla innych promuje się migrację logo ubrania z wewnątrz na zewnątrz. Świetnymi przykładami tutaj będą marki sportowe takie jak Adidas, czy hiszpańska Kelme. Jeśli nie widzimy granicy dość łatwo stajemy się spacerowym billboardem. Z kolei eskalowanie cen bez odniesienia do realnych kosztów produkcji wykorzystują zręcznie marki szczególnie w kwestii akcesoriów. Tutaj wystarczy wymienić choćby Burberry, Chanel, Versace, Gucci i Bulgari. Z tych wszystkich powodów termin „fasgion victim” stanowi zniewagę, tym bardziej że aspirują grupy, która słynie z wysmakowanego stylu.

Jednak niewolnicy mody to nie to samo, co zakupoholicy, choć część zachować może się pokrywać. Dlatego mylimy te terminy. Zakupoholik może mieć gust, za to ofiara mody, nie musi być zakupoholikiem.

Zakupoholicy to w równej mierze kobiety, jak i mężczyźni. Ulegają zakupom bez opamiętania bezwolnie oddając się modzie. Badania naukowców ze Stanford University (2004 r.), prowadzone pod przewodnictwem dr. Lorrina Korana, ponad 6% badanych kobiet i 5,8% badanych mężczyzn przyznało się do zakupoholizmu. Nabywali oni modne ubrania bez potrzeby, dla zaspokojenia swoich deficytów w samopoczuciu, przede wszystkim aby poczuć się lepiej. Dzieje się tak, bo uzależniamy się od emocji związanej z zakupami. Szczęście w zamian za ubranie mija jednak dość szybko. Na koniec czujemy zawsze złość i frustrację, a co najgorsze zakupoholicy idą na kolejne zakupy aby zagłuszyć dręczące ich wyrzuty sumienia.

Trudnym do zrozumienia dla wielu osób jest fakt, że jest to ogólnospołecznie akceptowalna forma uzależnienia. Ma świadczyć o bogactwie człowieka, jednak prawdą jest, że kompulsywne zakupy ubraniowe to rozrzutność i brak strategii w budowaniu stylu, a może nawet zaburzenie życiowych wartości. Nadążanie za trendami jest niezwykle kosztowne.

Niewolnicy mody nie mają poczucia, że ubranie ma do nich pasować. Odczuwają bodźce przez same odczucie luksusu czy bycie na czasie.

A co z zombiakami z fashion weeków? W końcu niektórzy mówią, że te wydarzenia stają się passé[2]…The Economist w 2016 roku napisał, że kiedyś tydzień mody służył do innego celu. Rada projektantów mody w Ameryce CFDA zleciła badanie, które wykonało The Boston Consulting Group przeprowadzając wywiady z osobami takimi jak projektanci, redaktorzy, blogerzy i detaliści i okazało się, że w pewnym znaczeniu moda nie jest już modna!

Projektanci bowiem przygotowywali zawsze kolekcje na fashion week z myślą o prasie, dużych detalistach czy znawcach branży. Redaktorzy przygotowywali opasłe magazyny prezentujące zdjęcia kolekcji, które najbardziej im się podobały, detaliści zamawiali ubrania, a same ubrania pojawiały się kilka miesięcy później w sklepach. Jednak dziś setki zaproszonych gości nie tylko bawi się na eventach i pomaga nagłośnić kolekcję, lecz sprawia że sama idea pokazów odchodzi do lamusa. Staje się tak dlatego, że wcześniej pilnie strzeżone projekty, nabierają życia ciesząc się wolnością w Internecie.

Od tej chwili stają się materiałem, który sieciówki zrzynają jak na kartkówce w szkole jeden uczeń od drugiego. Przez to kopie fasonów i wzorów drogich marek stają się dostępne dla szerokiego grona odbiorców z mniejszym budżetem. Ze względu na głośne procesy i awantury w branży wiemy jednak, że nie są to zwykłe inspiracje, a często kalki projektów.

Nic dziwnego, że znani projektanci myślą o ograniczeniu gości, którzy przybywają na pokaz i chcą ich jeszcze lepiej selekcjonować. Istnieje też intencja szybszego wprowadzania do sprzedaży tego, co pojawiło się na wybiegach.

Fotografka Monika Motor pracująca dla takich klientów jak np. ELLE France mówi, że nie lubi, gdy ludzie jej pozują, więc zdjęcia robi spontanicznie, kiedy złapie odpowiedni moment. Jej zdaniem liczy się spójność stylu osoby, emocji i stroju, a w Polsce wciąż panuje moda na selfie i bycie zbyt przerysowanym.

Street style, to styl który najciekawszą formę przybiera właśnie podczas fashion weeków w słynnych stolicach mody. Jedną z jego księżniczek, należącej podobno do „starej gwardii” jest stylistka i redaktorka Giovanna Battaglia (wcale nie jest taka stara). Fotografowie uczynili z niej gwiazdę street style’u. Ona nie boi się wyzwań – ubiera się bardzo oryginalnie i kobieco, zachowując przy tym swoją kobiecość i podkreślając osobowość. I choć street style jest świetną okazją do zostania zakupoholikiem, niewolnikiem mody, a nawet zombie goniącym z pokazu na pokaz, to jednak istnieją wyjątki od reguły, które pokazują jak wyglądać dobrze w kluczu czytanym poprzez indywidualny styl.

[1] Według Johna Fairchilda – “[Oscar i ja] siedzieliśmy w Caravelle, a Oscar rozejrzał się i powiedział: “Ci ludzie są absolutnym piekłem, wyglądają jak ofiary mody” i to był pierwszy raz, kiedy ktoś użył tego wyrażenia. Coleridge, Nicholas (1989). The Fashion Conspiracy.

[2] The Economist, 8 marzec 2016. https://www.economist.com/the-economist-explains/2016/03/08/how-technology-made-fashion-week-passe.

Izabela
Autorka Izabela Jabłonowska

Moją misją jest wspieranie innych poprzez mądrą, wartościową i wysmakowaną inspirację. Zwrócenie uwagi na szczegół, jakość, pochodzenie, historię. Ten blog może być dla Ciebie wartościowym miejscem, gdyż często słyszę od innych, że potrafię ciekawie opowiadać. Być może jestem jedyną w swoim rodzaju kobiecą wersją Hakawati, opowiadacza historii z powołania i przeznaczenia. Kiedy coś tworzę czuję radość, spełnienie, wolność. Uważam, że klasyka jest piękna, a być elegancką kobietą to znaczy mieć dobre maniery, a nie najmodniejszą parę szpilek. Dziękuję, że jesteście i mnie wspieracie, dzięki Wam mogę robić to, co kocham. Prywatnie jestem żoną i mamą 3 dzieci.

Do góry

Prawa do wszystkich publikacji i zdjęć na blogu należą do firmy Stylowa Moda Izabela Jabłonowska. Nie wyrażamy zgody na ich kopiowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie w celach komercyjnych.

Zobacz także

Zobacz więcej

Newsletter

Stylowy, ekskluzywny, inspirujący