Było to ponad dwie dekady temu. A w zasadzie prawie trzy dekady temu… Uff. Jak ten czas leci. STOP. Właśnie wtedy jako młodziutka romantyczna dusza zaczytywałam się całą serią „Ani z Zielonego Wzgórza” czy „Pat ze Srebrnego Gaju”. Rozwijałam swoją wyobraźnię muzyczną różnościami od Jasona Donovana (ktoś jeszcze pamięta tego gościa?), którego plakat wisiał na mojej różowej tapecie w serduszka, po Roxette, Michaela Jacksona, wybitnych twórców muzyki klasycznej – Chopina, Bacha, Beethovena, Straussa, Liszta, muzykę irlandzką, Stinga i Micka Oldfielda, po Nirvanę i mocniejsze brzmienia. Dokładnie już nie pamiętam, ale zdaje mi się, że podobał mi się Krzysztof Antkowiak. Przyznajcie się, że Wam też, będzie mi raźniej.


![]() |
![]() |
Miałam psa, czarnego jak smoła kundelka, wabiącego się Korek. Robiłam sama biżuterię. Naszyjniki i bransoletki ze sznurków, drucików, pestek i kamieni. Uczyłam się wyszywać, ale okrutnie mi nie szło. Eksperymentowałam w kuchni. Przestawiano mnie na prawą rękę. Kiedyś leworęczność w edukacji wczesnoszkolnej traktowano jak chorobę (mimo to pozostałam mańkutem, jak Barack Obama, Angelina Jolie, Robert de Niro, Oprah Winfrey i Nicole Kidman).
Pisałam wiersze oraz opowiadania na konkursy i do szuflady. Całymi godzinami tworzyłam prace plastyczne. Na przykład wielki plakat antynikotynowy, na którym była śmierć przedstawiona jako karta tarota, w długim płaszczu z kapturem, całym misternie oklejonym zawartością kilku paczek papierosów marki Sport. Plakat zajął 1 miejsce w konkursie i długo wisiał na drzwiach szkolnej stołówki. Ilustrowałam album do międzynarodowego konkursu UNICEF i zwiedzałam nieznane zakamarki swojego miasta. Wciąż organizowałam i reżyserowałam przedstawienia, na które zapraszałam ludzi z ulicy i sąsiadów. Taki był ze mnie performance…
Właśnie w tym czasie poznałam Olgę. Spotkałyśmy się tylko kilka razy, nasza przyjaźń rozkwitała, po czym okazało się, że Olga przeprowadza się za granicę. Zaczęłyśmy pisać do siebie listy. Tak gringo, listy wersji tradycyjnej, często na papeterii i piórem, za pośrednictwem Poczty Polskiej. Była to era bez Insta i Fb, miałam tylko co najwyżej kalkulator i takie mini piano, które wyglądało jak kalkulator i kupowało się to na straganach, bo każdy chciał to mieć.
Musiałam odnaleźć bliską mi niegdyś Olgę, która pytała czy ją pamiętam. Dzięki temu zlokalizowałam w swojej pamięci wiele osób, z którymi wymieniałam listy. Kilka innych koleżanek, w tym jeszcze jedną zza granicy, Stanisława (mojego kolonijnego męża – OMG, nie do wiary, że to piszę), przybraną ciocię, pisywałam też do swojej prababci. Okazuje się, że część z tych osób do tej pory trzyma listy ode mnie. Olga ma je u siebie na poddaszu. Mam nadzieję, że nie zajmie się tym ani ABW, ani NIK… Być może zawierają kompromitujące treści.
Nie wiem czy to sentyment ich w tym utwierdza, ale jest mi miło pomyśleć, że wspomniane grafomaństwo miało sens i było dla kogoś ważne. Zostanie TO w naszych sercach. Tworzenie więzi. Sposób, na dojrzewanie i poznawanie świata. Wnioski wyciągane oczami dziecka, które dziś pewnie wyglądałyby inaczej. Wtedy „to” NAS kształtowało.
Możecie pomyśleć „who cares?” Ludzi, którzy pamiętają. Nie przeżuwają życia, ale je przeżywają. Do zobaczenia Olgo. Ogromnie cieszę, się na nasze spotkanie.
#osobistastylistka i #zakupyzestylistką
Gdy Twoim marzeniem są #usługiosobistejstylistki, #zakupyzestylistką, #przeglądszafy, #analizakolorystyczna lub #stylizacjaonline, #stylistkaonline – sprawdź dostępne propozycje, które przygotowała dla Ciebie #osobistastylistka SKLEP – usługi stylistki.

